Po zawarciu rozejmu w Compiègne 11 listopada 1918 r., będącego de facto końcem pierwszej wojny światowej, odradzająca się Polska niemal natychmiast znalazła się w wyjątkowo trudnej sytuacji geopolitycznej. Zagrożenie dla budowanej niepodległości nadciągało z dwóch stron jednocześnie.
Ze wschodu bolszewicka Rosja przygotowywała wielką ofensywę „Wisła”, której celem było przekształcenie Polski w republikę sowiecką i przeniesienie rewolucji komunistycznej na zachód Europy. Plan, zatwierdzony w styczniu 1919 r. przez Rewolucyjną Radę Wojenną (Rewwojensowiet), zakładał uderzenie sowieckiego Frontu Zachodniego z rejonu Smoleńska i Witebska na Wilno, Mińsk i Brześć oraz pomocnicze natarcie sowieckiego Frontu Ukraińskiego na Wołyń.
Bolszewicy liczyli na wewnętrzny rozkład Polski dzięki działalności komunistycznych „rewkomów”. Ofensywa rozpoczęła się już w styczniu 1919 r. (Wilno padło 5 stycznia, Mińsk – 12 lutego). Marsz Armii Czerwonej na zachód został jednak zatrzymany nie tylko dzięki polskim kontruderzeniom wiosną – zwłaszcza w kwietniu (operacja wileńska) i maju 1919 r. – ale także dzięki wybuchowi pełnoskalowej wojny domowej w Rosji. Białe armie Antona Denikina na południu, Nikołaja Judenicza na północnym zachodzie oraz Aleksandra Kołczaka na Syberii związały znaczną część sił bolszewickich, uniemożliwiając Leninowi skoncentrowanie wszystkich zasobów na froncie polskim. To rozproszenie wysiłku wojennego Moskwy dało odrodzonej Polsce bezcenny czas na konsolidację sił i przejście do zdecydowanej kontrofensywy.
Z zachodu natomiast pokonane, lecz niepogodzone z klęską Niemcy szykowały się do odwetu. Niemieckie dowództwo, z feldmarszałkiem Paulem von Hindenburgiem na czele, nie akceptowało strat terytorialnych przewidzianych w projekcie traktatu wersalskiego – zwłaszcza utraty Wielkopolski, Pomorza Gdańskiego z korytarzem do morza oraz perspektywy oddania Górnego Śląska. Już w lutym 1919 r. Naczelne Dowództwo Armii (OHL), przeniesione do Kołobrzegu, opracowało plan ofensywy „Frühlingsonne” („Wiosenne Słońce”). Zakładał on błyskawiczne zajęcie Pomorza i Wielkopolski, a być może dalsze parcie na Warszawę – zanim Ententa zdążyłaby zareagować. Hindenburg otwarcie deklarował gotowość podjęcia ryzyka wznowienia wojny nawet z Francją, mimo groźby okupacji Rzeszy.
W maju 1919 r. Francja ostrzegała polski Sztab Generalny, że Niemcy mogą uderzyć z Pomorza w kierunku Torunia i Warszawy oraz ze Śląska w stronę Łodzi i centralnej Polski. Polskie dowództwo, prowadząc jednocześnie działania na kierunku litewsko-białoruskim, musiało koncentrować część sił na Mazowszu i pod Łodzią. Józef Piłsudski przygotowywał się do odparcia dwóch potężnych przeciwników naraz.
Dopiero podpisanie traktatu wersalskiego 28 czerwca 1919 r. i rozpoczęcie demilitaryzacji Niemiec (ograniczenie Reichswehry do 100 tys. żołnierzy, zakaz poboru powszechnego, ewakuacja wojsk z terenów wschodnich) oddaliło bezpośrednie zagrożenie atakiem z zachodu. Wrogość Berlina wobec Polski nie zniknęła jednak ani na chwilę.
Dowodem tego były tajne rozmowy niemiecko-sowieckie w 1920 r., w kulminacyjnym momencie wojny polsko-bolszewickiej, gdy Armia Czerwona parła na Warszawę. Najwymowniejszym świadectwem zakulisowej koordynacji był fakt, że w lipcu 1920 r. bolszewicy, zajmując miasteczka na Pomorzu Gdańskim (np. Brodnice), nie przejmowali administracji, lecz przekazywali ją miejscowej ludności niemieckiej. Było to wyraźne potwierdzenie wspólnego działania obu państw w osłabieniu i rozbiorze Polski.
Te wydarzenia z lat 1919–1920 pokazały, że Polska musiała walczyć nie tylko z otwartą agresją bolszewicką, ale także z realną perspektywą niemieckiego „ciosu w plecy”. Ów cios, poprzedzony sojuszem niemiecko-rosyjskim, został ostatecznie zadany we wrześniu 1939 r. na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow (właściwie Hitler–Stalin).
Historia zatoczyła koło – współpraca rosyjsko-niemiecka, oparta na wspólnym interesie kosztem Polski i Europy Środkowej, okazała się wyjątkowo trwała. Jej fundamenty, widoczne już ponad sto lat temu, przetrwały upadek cesarstw, rewolucje, dwie wojny światowe i zimną wojnę. Pojawiały się pod różnymi szyldami: tajne protokoły z Rapallo (1922), pakt Ribbentrop-Mołotow (1939), wspólne parady w Brześciu (1939), a później – już w innej epoce – Nord Stream, wspólne interesy energetyczne czy milcząca zgoda na agresję Rosji na Gruzję i Ukrainę przy jednoczesnym niemieckim wahaniu w kwestii sankcji i pomocy militarnej. Za każdym razem ten sam schemat: krótkoterminowe korzyści dla Moskwy i Berlina, długoterminowe zagrożenie dla suwerenności państw między nimi. Dziś, gdy Rosja ponownie prowadzi wojnę , a Niemcy długo unikały jednoznacznego zerwania z polityką „Wandel durch Handel” (zmiana przez handel) warto pamiętać lekcję z 1919 r.: dopóki istnieje pokusa dzielenia Europy na strefy wpływów, Polska i jej sąsiedzi będą musieli być czujni. Bo w polityce międzynarodowej niektóre alianse okazują się odporne na upływ czasu, zmianę ustrojów i nawet na najbardziej tragiczne doświadczenia historii.
Marek Nowacki




