Gorąca zupa dla tych, których nikt nie chce: bezdomnych, uzależnionych, modlitwa i konkretna pomoc rzeczowa – tak wyglądała sobota 15 listopada pod olsztyńskim Młynem. Fundacja Dzieło Miriam znów wyszła na ulicę z akcją „Ja Jestem”. Skala pomocy niesionej w Olszynie imponuje, żeby mogło się rozwiać, Fundacja potrzebuje busa.
Pod starym olsztyńskim Młynem, niedaleko Dworca PKP jest zwykle brudno i błotniście. W sobotę 15 listopada o godzinie 14 to miejsce znów zamieniło się w punkt pierwszego kontaktu z pomocą. Na akcję „Ja Jestem” Fundacji Dzieło Miriam przyszli stali bywalcy i osoby, które pojawiły się po raz pierwszy, szukając ciepłego posiłku, ubrań albo zwykłej rozmowy.
Zgodnie ze stałym rytmem tych spotkań wszystko zaczęło się od modlitwy. Wolontariusze i podopieczni stanęli razem w kręgu w listopadowym chłodzie. – Najpierw modlitwa, potem wydawanie jedzenia – tak o tej kolejności mówi prezes fundacji Kamil Piotrowski. Tego popołudnia do ekipy na ulicy dołączył ewangelizator Arkadiusz Łukasz Łodziewski. Przez mikrofon mówił o Chrystusie, nawiązując do słów: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni”.
Dopiero po modlitwie i krótkim słowie zaczęło się wydawanie posiłków. Na stole pojawiły się termosy z gorącą zupą, drugie danie, pieczywo, parówki i konserwy na wynos. Tak jak w każdą sobotę, jedzenie przygotowały zaprzyjaźnione firmy: Restauracja & Club Feta z Olsztyna oraz Jumar Catering z Węgajn. Dzięki nim osoby bezdomne i ubogie dostają nie tylko ciepły posiłek na miejscu, ale także porcje na niedzielę, gdy większość punktów pomocowych w mieście jest zamknięta.
Po jednej stronie stołu wydawano jedzenie, po drugiej ciepłe ubrania i buty. Z samochodów, które podjechały pod Młyn, wysypały się worki z kurtkami, spodniami, swetrami i skarpetami. Tego dnia wszystko trzeba było przywieźć kilkoma osobówkami.

– Skala pomocy rośnie, nie da się już przewozić wszystkiego małymi samochodami – tłumaczy prezes. – Bardzo potrzebujemy busa, to narzędzie pracy, dzięki któremu zabierzemy więcej jedzenia, śpiworów i karimat, a nasz samochód się popsuł – mówi „Opiniom”.
Akcje pod Młynem odbywają się co sobotę o godz. 14. Jak wynika z danych fundacji, w zależności od pogody i pory roku przychodzi od około 40 do nawet 70 osób. Aż 70–80 procent z nich to osoby zmagające się z różnymi uzależnieniami. Uliczna pomoc jest dla nich pierwszym, a czasem jedynym kontaktem z kimś, kto pyta ich o imię i słucha bez osądzania.
Podczas ostatniej akcji nie zabrakło także pomocy medycznej. Był„mały punkt opatrunkowy”. Ratowniczka współpracująca z fundacją oglądała stopy, oczyszczała rany, zakładała opatrunki i rozdawała czyste skarpety. W bezdomności to właśnie nogi są jednym z największych problemów: stale mokre, obtarte, z odmrożeniami.

Fundacja Dzieło Miriam działa przy franciszkańskiej parafii Chrystusa Króla na Zatorzu. U franciszkanów, przy ul. Wyspiańskiego 4, znajduje się magazyn, do którego trafiają ubrania i sprzęt przynoszone przez mieszkańców Olsztyna i okolic. Rzeczy są tam sortowane i dzielone według rodzajów oraz rozmiarów, a potem systematycznie wyjeżdżają pod Młyn i w inne miejsca, gdzie potrzebna jest pomoc.
Fundacja i parafia ponownie apelują o przynoszenie wyłącznie tego, co jest naprawdę potrzebne w zimie. Lista jest konkretna: koce, namioty, śpiwory, ciepłe swetry i bluzy, spodnie, kurtki, karimaty, termosy oraz obuwie od rozmiaru 42 wzwyż. Proszą, by ubrania były czyste i w dobrym stanie.
Organizatorzy proszą, by nie zostawiać worków w przedsionku kościoła. Najlepiej wcześniej zadzwonić pod numer fundacji 510 096 478 i umówić się na przekazanie darów w magazynie. To pozwala uniknąć bałaganu i sprawia, że pomoc trafia dokładnie tam, gdzie jest potrzebna. – Dobro też wymaga porządku i logistyki – podkreśla Kamil Piotrowski.
Prezes Dzieła Miriam przypomina, że sobotnie wyjścia na ulicę to tylko część szerszej misji fundacji. Z jednej strony chodzi o doraźną pomoc: ciepły posiłek, ubranie, podstawową opiekę medyczną, załatwienie formalności związanych z dokumentami czy skierowaniem do schroniska. Z drugiej – o to, by pomóc ludziom wrócić z ulicy na stałe. Dlatego w planach jest budowa Domu Miriam, katolickiego ośrodka terapeutycznego dla uzależnionych pod Olsztynem, inspirowanego doświadczeniem wspólnoty Cenacolo, opartego na modlitwie, pracy i życiu we wspólnocie.

– Chcemy, żeby osoby uzależnione miały miejsce, w którym mogą rozpocząć realną drogę wychodzenia z nałogu – mówi Piotrowski. Dzisiaj wielu podopiecznych wraca po sobotniej akcji pod ten sam most czy do tego samego pustostanu. Fundacja liczy, że za kilka lat będą mogli wracać do domu, pracy i wspólnoty. Prosta zupa pod Młynem to czasem pierwszy krok w tę stronę.
Za akcjami ulicznymi stoją konkretni partnerzy. Oprócz Fety i Jumaru, co tydzień pomaga także piekarnia Sięda, przekazując tradycyjne pieczywo. Wolontariusze organizują zbiórki w szkołach i parafiach, segregują ubrania w magazynie i zajmują się transportem.
Marek Adam




