Za kilka dni, 11 listopada 2025 roku, będziemy obchodzić 107. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednym z jej głównych architektów był Roman Dmowski – sygnatariusz Traktatu Wersalskiego, twórca Narodowej Demokracji i człowiek, bez którego losy Polski w 1918 roku mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej. Paradoksalnie, ten sam Dmowski, który później z żelazną konsekwencją walczył o granice Rzeczypospolitej, w młodości powtarzał drugą, trzecią i czwartą klasę III Gimnazjum w Warszawie. Maturę zdał dopiero w wieku 22 lat, w 1886 roku – bo, jak sam ironicznie wspominał, „pałał taką miłością do szkoły i swoich szkolnych obowiązków”.
Dlaczego przyszły „ojciec niepodległości” tak długo pozostawał w gimnazjum?
Problemy dorastania w zubożałej rodzinie i młodzieńcza beztroska.
Roman Dmowski urodził się 9 sierpnia 1864 roku w podwarszawskiej wsi Kamionek (dziś część Pragi-Południe) w rodzinie drobnoszlacheckiej, która jednak zbiedniała. Ojciec Walenty prowadził małe przedsiębiorstwo brukarskie i handlował rybami, matka Józefa wychowywała piątkę dzieci (dwoje zmarło wcześnie). Trudna sytuacja materialna wpływała na całe dzieciństwo Romana.
Jako dziecko był niezwykle zdolny: sam nauczył się czytać w wieku pięciu lat, a książki pochłaniał tak namiętnie, że ojciec musiał go niejednokrotnie wyganiać na dwór, by nie nadwyrężał zdrowia. Gdy jednak w 1875 roku rozpoczął naukę w III Gimnazjum, entuzjazm nagle wygasł. Ignorował napomnienia surowego ojca, lekceważył obowiązki i po prostu „nie chciało mu się uczyć”.
Słabe stopnie sprawiły, że klasy drugą, trzecią i czwartą powtarzał w gimnazjum.
Patriotyczny bunt przeciwko rusyfikacji
Nie był to jednak tylko zwykły szkolny bunt. Gimnazjum działało pod zaborem rosyjskim – poza polskim i religią wszystkie przedmioty prowadzono po rosyjsku, a atmosfera przypominała realia z „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego.
Dmowski, wychowany w duchu patriotycznym, żywił głęboką niechęć do języka zaborcy i do całej szkoły. Zdarzało mu się oddawać całkowicie puste kartki na wypracowaniach z rosyjskiego lub innych przedmiotów nauczanych w tym języku . Kulminacją był głośny spór z nauczycielem geografii, gdy upierał się, że Warszawa leży w Polsce, a nie w „Kraju Nadwislanskim „ jak nauczano w rosyjskiej szkole ! Za takie „zacietrzewienie” a także lekceważenie obowiązków szkolnych płacił kolejnymi niepromowaniami.
Surowa rozmowa z ojcem
Sytuacja zmieniła się około 1880 roku. Po surowej rozmowie z ojcem, który zagroził zakończeniem edukacji, szesnastoletni Roman przeżył prawdziwy wstrząs. „Żal mi było straconego czasu” – wspominał później.
Od piątej klasy zaczął uczyć się systematycznie i osiągał świetne wyniki a nawet już jako gimnazjalista zaczął udzielać korepetycji, by pomóc w domowym budżecie .Poprawa zbiegła się z intensywnym zaangażowaniem patriotycznym – w 1881 roku, mając 17 lat, założył razem z Władysławem Korotyńskim tajne kółko samokształceniowe „Strażnica”.
Tajne kółko „Strażnica” – strażnik polskiego ducha
Nazwa nie była przypadkowa: zadaniem „Strażnicy” było strzec ducha polskiego przed rusyfikacją. Członkowie organizowali tajne wykłady i dyskusje z języka polskiego, historii, geografii oraz literatury – zwłaszcza poezji romantycznej . Co niedziela odbywały się zebrania, na których czytano referaty. Dmowski przewodniczył kółku, zwalczał wpływy socjalistyczne (m.in. w referacie „O stronnictwach politycznych i o stosunku do nich młodzieży szkolnej”). Działalność pozostała niewykryta przez władze szkolne i stała się zalążkiem późniejszej pracy Dmowskiego w „Zecie” oraz Lidze Narodowej.
Te trudne młodzieńcze gimnazjalne lata nie były stratą. Nauczyły go dyscypliny, strategicznego myślenia i tego, że emocje trzeba wspierać wiedzą i pracą. Właśnie te cechy – połączone z niezwykłą pracowitością, przenikliwością umysłu, biegłą znajomością języków obcych (francuskiego, niemieckiego, angielskiego i rosyjskiego) oraz doktoratem z biologii obronionym w 1891 roku na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim – uczyniły go jednym z najbardziej szanowanych i skutecznych polskich polityków swoich czasów. Umiał negocjować z największymi mocarstwami, przewidywać bieg wydarzeń i konsekwentnie realizować wielką wizję silnej, niepodległej Polski.
11 listopada warto pamiętać nie tylko o jego dokonaniach, ale też o drodze, która do nich prowadziła. Historia Romana Dmowskiego pokazuje, że wielcy ludzie nie zawsze zaczynają od wzorowych świadectw. Czasem to właśnie bolesne lekcje młodości – nawet te okupione powtarzaniem klas – stają się fundamentem późniejszych zwycięstw, które zmieniają bieg historii narodu.
Dorastanie zawsze było i jest procesem trudnym i złożonym. Tak było w XIX-wiecznej Warszawie pod zaborami, tak jest dzisiaj w świecie pełnym pokus i rozproszeń, i tak będzie również w przyszłości. Każdy z nas dojrzewa w swoim tempie – czasem przez porażki, czasem przez bunt, czasem przez wstrząs, który każe nam spojrzeć w przyszłość z nową odpowiedzialnością za siebie i za innych. Historia Dmowskiego przypomina, że żaden stracony rok nie musi być końcem drogi – może być tylko jej początkiem.
Marek Nowacki




