Marszałek Józef Piłsudski

7 sierpnia w rejon Radzymina skierowana została 11 Dywizja Piechoty, co do której morale były spore wątpliwości. Była to jedna z formacji „Błękitnej Armii” gen. Hallera i wcześniej nosiła nazwę 2 Dywizji Strzelców Polskich. Jednostka ta uczestniczyła w majowej kontrofensywie na Białorusi i zebrała pozytywne oceny od przełożonych. Jednak w połowie czerwca 1920 r. szeregi dywizji opuścili żołnierze starszych roczników i ochotnicy z zagranicy, co spowodowało zmniejszenie jej wartości bojowej. Pod koniec lipca wycofano ją z frontu, uważając za wyniszczoną fizycznie i moralnie. Szef francuskiej misji wojskowej gen. Henrys tak opisał 11 DP: „Po przeglądzie uznałem ją jako mniej wartościową, ponieważ u niższych dowódców, oficerów i szeregowych widoczna była depresja i zwątpienie.

12 sierpnia
12 sierpnia

13 sierpnia – bitwa się rozpoczyna

12 sierpnia schodziły na przedmoście warszawskie ostatnie pododdziały cofających się dywizji. Żołnierze 11 Dywizji Piechoty zostali ostrzeżeni, że niedługo pod ich linie obrony podejdzie nieprzyjaciel. Rzeczywiście wieczorem i w nocy pojawili się na przedpolu Sowieci, którzy działali na razie patrolami szukającymi słabych odcinków obrony. W nocy z 12 na 13 sierpnia rozpoczęły się poważniejsze utarczki. Od rana 13 sierpnia oddziały polskie zmuszone były wykonywać kontrataki, żeby odzyskać stracone w nocy pozycje. Artyleria polska prowadziła intensywny ostrzał. Żeby odzyskać własne pozycje, utracone w nocy i podczas dnia, zużyły one wszystkie odwody. Żołnierze bili się początkowo dzielnie, ale że dywizja nie była zbyt silna moralnie, to linie obrońców zaczęły się chwiać. Sowieci „szli do ataku dość śmiało, wysuwając naprzód coraz to nowe i nowe szeregi” – wspominał jeden z żołnierzy. Jednak do godz. 17.00 dywizja utrzymała w zasadzie swoje pozycje.

Czołowe dywizje sowieckie (21 i 27 DStrz) po rozpoznaniu pozycji polskich przeszły do zdecydowanego natarcia. O godz. 17.00 podciągnięte na kilkaset metrów od polskich pozycji działa sowieckie rozpoczęły krótką nawałę, następnie wyszły do ataku gęste tyraliery piechoty. 46 pułk piechoty nie wytrzymał natarcia, poddał się panice i uciekł. Droga na Radzymin stała otworem. Ponieważ nie było łączności telefonicznej,ani dowódca pułku, ani dywizji nie wiedzieli o klęsce.

Kiedy wieści dotarły do dowódcy pułku płk. Krzywobłockiego, załamał się on i dowodzenie przejął jego zastępca mjr Józef Liwacz, który starał się zorganizować kontratak. W pełnej chaosu sytuacji wyszło kontrnatarcie 46 pułku i nawet początkowo odniosło sukces, nagle doszło jednak do załamania i panika ponownie ogarnęła żołnierzy. Radzymin został zdobyty przez Sowietów. 46 pułk, który zreorganizował się w nocy, miał nad ranem nie więcej niż 700 żołnierzy, co stanowiło mniej niż 25 proc. stanu wyjściowego tej jednostki. Dowódca armii i frontu byli wstrząśnięci i zdecydowali o wprowadzeniu do walki dnia następnego odwodu 1 Armii, czyli 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej, która miała odbić Radzymin.

7 Brygada Rezerwowa w Zegrzu zaobserwowała Sowietów na przedpolu i z łatwością odparła kilka słabych ataków. Na maszerujące na zachód kolumny wroga otworzono ogień artyleryjski. Na tym odcinku dzień minął bez niespodzianek.

Jerzy Kossak „Cud nad Wisłą, Bitwa warszawska”, obraz został namalowany w 1930 roku
Jerzy Kossak „Cud nad Wisłą, Bitwa warszawska”, obraz został namalowany w 1930 roku

14–16 sierpnia – bitwa pod Radzyminem i Ossowem

Około północy 13 sierpnia dowództwo 1 Armii miało już jasność co do klęski, jaką poniósł 46 pp z 11 DP. Tak szybka utrata Radzymina i coraz większe siły sowieckie podchodzące pod Warszawę nie wróżyły dobrze na przyszłość. Generał Latinik zdecydował o użyciu 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej do kontrnatarcia i odzyskania Radzymina. 10 Dywizję Piechoty, która stanowiła odwód Frontu Północnego, postawiono w stan alarmu i kazano czekać na rozkaz wejścia do boju w okolicach Radzymina, czyli już drugiego dnia bitwy na przedmościu warszawskim wszystkie odwody zostały rozdysponowane. Trzeba pamiętać, że początkowo zamierzano użyć 10 DP do wzmocnienia 5 Armii gen. Sikorskiego, a nie pod Radzyminem.

1 Dywizja Litewsko-Białoruska była zmęczona odwrotem, miała bardzo niskie stany i nie wchłonęła jeszcze uzupełnień, niemniej uważana była za jednostkę bitną i o wysokim morale. Przeciwnatarcie zamiast o godz. 5.00 rano zaczęło się dopiero o godz. 10.00. W godzinach porannych Sowieci wykazywali dość dużą aktywność i wnikali w głąb ugrupowania polskiego przez wyłom w okolicy Radzymina. Kontrnatarcie szybko osiągnęło sukces. Uczestniczyła w nim 1 Dywizja Litewsko-Białoruska oraz rozbity dnia poprzedniego 46 pp. Ta ostatnia jednostka miała zostać w odwodzie, ale dowódca 11 DP stwierdził: „Pułk utracił pozycje pod Radzyminem i pułk je musi odebrać!”. Miasto zostało odbite z rąk sowieckich o godz. 11.00. Od razu wojska bolszewickie same przeszły do kontrataku i udało im się osiągnąć sukces na północ i południe od Radzymina. O godz. 13.00 miasto było znowu w ich rękach. Pobite oddziały polskie cofnęły się na drugą i ostatnią linię obrony przed Pragą. Sytuacja stawała się krytyczna.

Na południe od Radzymina wojska sowieckie przeszły do ataku pod Leśniakowizną między godz. 03.00 a 04.00 rano i działając z dużym impetem, rozproszyły dwie kompanie 8 DP. Odwody polskie rzucano do walki częściami. Po kolei były one rozbijane i sytuacja około godz. 07.30 stała się bardzo trudna. Na pierwszą linię rzucono nawet oddziały słabo (lub prawie w ogóle) wyszkolonych ochotników z 221 i 236 ochotniczych pułków piechoty, które poniosły duże straty. Polscy żołnierze cofnęli się do Ossowa, wszystkie pododdziały w tym rejonie dostały rozkaz: „Front przerwany. Przed nami nieprzyjaciel. Kontratakować!”. Z kontrataków nic nie wyszło, a żołnierze w popłochu uciekli do Ossowa. Chaos i panikę starał się opanować dowódca 33 pp 8 DP mjr Jerzy Sawa-Sawicki i ponownie wydał rozkazy do kontrataku. We wsi zjawił się właśnie w tym momencie ks. Ignacy Skorupka, który prosił gorąco, aby mu pozwolić iść z żołnierzami i wziąć udział w tej pierwszej bitwie.

ks. Ignacy Skorupka
ks. Ignacy Skorupka

Ksiądz zginął w zasadzie od razu, na samym początku kontrataku. Polacy i Sowieci na przemian kontratakowali i cofali się; ppor. Słowikowski wspominał:

Taniec taki powtarzam kilkakrotnie, czyniąc przy tym ogromny wysiłek, by móc utrzymać swoich ochotników w linii. Zmęczenie ich dochodzi do ostatecznych granic, tak że [o]koło godz. 12.00 nawet z rewolwerem w ręku nie mogę zmusić do poderwania się i ruszenia naprzód. Linia tyralierska leży prawie bez życia, z rzadka tylko strzelając.

Do Ossowa weszły tymczasem kolejne kompanie ochotnicze pod dowództwem mjr. Dobrowolskiego, opisywanego jako „szlachetny i dzielny staruszek”, po czym zaległy w polu i ogniem powstrzymywały sowieckie natarcie, wyczekując dobrego momentu na wykonanie kontrataku. Obie strony leżały naprzeciw siebie i nie były w stanie przełamać impasu. Dokładnie w tym momencie wyszedł kontratak odwodu dywizji, który skrycie przemieścił się w rejon Ossowa. III batalion 13 pp, wzmocniony ochotnikami, ze skrzydła uderzył w Rosjan i osiągnął błyskawiczny sukces. Do ataku poderwali się ochotnicy i żołnierze z innych pododdziałów 8 DP znajdujący się w Ossowie. Sowieci w panice uciekli.

Dywizja odzyskała pozycje pod Leśniakowizną. Kryzys został zażegnany. Straty wroga wyniosły 625 bojców, natomiast Polaków: pięćdziesięciu zabitych, trzystu rannych i około dwustu wziętych do niewoli. Dla 8 DP takie straty to prawie 20 proc. stanu żołnierzy, a stracono ich w ciągu jednego dnia bitwy. Polskie jednostki osiągnęły pozycję pod Leśniakowizną dopiero między godz. 18.00 a 19.00, więc dowódcy 1 Armii i Frontu Północnego otrzymali informację o tym fakcie późnym wieczorem. Dopiero wtedy mogli odetchnąć z ulgą, że sytuacja na odcinku 8 DP jest ustabilizowana

Dowództwo 1 Armii wczesnym popołudniem 14 sierpnia uważało, że sytuacja jest krytyczna, poprosiło więc gen. Hallera o uruchomienie odwodu frontu, czyli 10 DP. Jej dowódcy, gen. Żeligowskiemu, przekazano dowództwo nad 11 DP oraz 1 Dywizją Litewsko-Białoruską, tworząc grupę operacyjną, której zadaniem było odbicie Radzymina i ustabilizowanie sytuacji na froncie warszawskim.

Plotki szerzyły się między sztabami armii i dywizji niczym pożar na prerii, szczególnie po ponownej utracie Radzymina i niepowodzeniu kontrataku 1 Dywizji Litewsko- Białoruskiej. Generał Sikorski pisał w swoich wspomnieniach: „Powagę położenia potęgowała niezwykle trwożliwa wiadomość o powtórnym upadku Radzymina, o rzekomym doszczętnym rozbiciu 19-ej dywizji i odejściu pod Radzymin 10 dywizji, która stojąc w Jabłonnie, osłaniała nasze tyły i prawą flankę armii”. Natomiast Wódz Naczelny znajdujący się w Puławach, skąd miał dowodzić kontrofensywą, wspominał:

14-go sytuacja zmieniła się na gorsze. Z Warszawy nadeszły trwożne depesze, w pierwszym ataku Sowietów został złamany nasz opór i Radzymin wraz z okolicą został szturmem zdobyty. Depesze brzmiały trwożliwie, oddając nastrój, który musiał w stolicy panować […]. Lecz w trwożnych depeszach, idących z Warszawy, próbowano robić wyraźny nacisk na mnie, abym śpieszył z pomocą i zgodził się, chociaż nieprzygotowany, iść natychmiast naprzód.

Generał Żeligowski panice się nie poddał. To był twardy żołnierz i na jego umiejętnościach zawisło powodzenie obrony przedmościa warszawskiego. Pododdziały 10 DP rozpoczęły przemarsz w kierunku Radzymina, reszta podległych mu dywizji wydawała się w miarę stabilnie trzymać linię obrony. Żeligowski zdecydowanie sprzeciwił się wykonaniu kontrataku od razu w nocy z 14 na 15 sierpnia, uważał bowiem, że nocny atak to zbyt wielkie ryzyko. Odwiedził on 1 Dywizję Litewsko-Białoruską o godz. 18.00 i „układał plan akcji na dzień 15 sierpnia, omawiając szczegóły z gen. Rządkowskim i ppłk. Rybickim. Plan został nakreślony na pudełku od papierosów”. Kontratak sił polskich miał się rozpocząć o świcie.

15 sierpnia rano
15 sierpnia rano

10 Dywizja Piechoty była doświadczoną i silną moralnie jednostką, ruszyła do ataku z samego rana i do godz. 13.00 wyparła Sowietów z Wólki Radzymińskiej. Żołnierze i oficerowie zdawali sobie sprawę, jak wiele od nich zależy i że być może los wojny zależy od tego, jak dadzą sobie radę w boju 15 sierpnia. Od frontu i południa na Radzymin ruszyła 1 Dywizja Litewsko-Białoruska wzmocniona czołgami. Mimo silnego ognia Sowietów kompanie i bataliony raz po raz zrywały się do szturmów i niepowstrzymanie parły na miasto. O godz. 10.00 pułk wileński opanował Radzymin. Dywizje sowieckie przeszły jednak do kontrataku i o godz. 13.00 odbiły miasto z rąk polskich. Obie strony Wyczerpane nieprzerwanym kilkudniowym bojem zaległy naprzeciw siebie.

Podczas ciężkich walk wokół Radzymina coraz więcej polityków, cywilów, oficerów-obserwatorów z innych armii przybywało na front, bo jak wspominali wysocy rangą oficerowie, „było to modne”

Po południu 15 sierpnia gen. Żeligowski starał się skoordynować jednoczesny atak 10 DP i 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej na Radzymin. Kontrnatarcie miało rozpocząć się o godz. 17.30. Świeżo przybyłe na front uzupełnienia w postaci kompanii marszowych skierowano do ataku na szpicy natarcia, chcąc wykorzystać ich werwę i wolę walki. Dowódca pułku wileńskiego o wiele bardziej bał się, że ci młodzi żołnierze spanikują i uciekną, a kto wie, może pociągną i jego ludzi za sobą? Dlatego zapowiedział ppor. Stanisławowi Kijakowi, dowódcy jednej z takich kompanii marszowych:

Pan zaatakuje ze swoją kompanią i plutonem czołgów tę wieś Ciemne, którą pan musi zdobyć… Niech pan powie swoim ludziom, że z tyłu będą szły karabiny maszynowe II batalionu pułku wileńskiego i cofać się nie mogą, bo karabiny maszynowe otworzą po nich ogień. Panu cofać się nie wolno.

Pododdziały 10 DP, a dokładnie 30 pp tej dywizji, rozpoczęły atak punktualnie. Ku ich zdziwieniu przeciwnik w zasadzie nie stawiał oporu i wycofywał się za rzeczkę Rządzę. Oddziały 1 Dywizji Litewsko-Białoruskiej dołączyły od południa ze strony wsi Ciemne.

Radzymin po niezbyt zaciętej walce został odbity o godz. 21.00.

Dla Sowietów szczególnie demoralizujący był napływ wielkiej ilości „fanatycznie” walczących ochotników do wojsk polskich, ponieważ oznaczało to, że apel komunistów rosyjskich do klasy robotniczej Polski zawiódł i pozostał bez odzewu. Sowiecka ofensywa na przedmościu warszawskim została złamana. Niemniej w nocy z 15 na 16 sierpnia dowódcy sowieccy wprowadzili jaki taki porządek w swoich jednostkach. Może i armia bolszewicka nie była już w stanie atakować z werwą Warszawy, ale bronić mogła się jeszcze zażarcie.

16 sierpnia grupa operacyjna gen. Żeligowskiego wyparła Sowietów z ich pozycji i wyszła na główną linię obrony straconą przez 46 pp cztery dni wcześniej. Po zajęciu wsi Mokre na północ od Radzymina artyleria polska zasypała ogniem wycofujących się Sowietów i zadała im duże straty. Jednostki polskiej armii zajęły pozycje obronne i odpierały słabe kontrataki sowieckie. Obie strony były całkowicie wyczerpane. Dowódca 16 Armii, mimo że prawie nie dysponował amunicją artyleryjską, nie przestał myśleć o zdobyciu Warszawy, na pewno zaś nie myślał o odwrocie.

14–16 sierpnia – bitwa nad Wkrą

14 sierpnia rozpoczął się od sowieckiego natarcia w zasadzie na całym froncie 5 Armii. Polskie jednostki odpowiedziały szeregiem kontrnatarć i początkowo wszędzie odniosły sukcesy. Brygada Syberyjska wypchnęła przeciwnika za Wkrę, a uderzenie 18 DP odniosło sukces w okolicy Sąchocina. Przyśpieszenie kontrofensywy z 15 na 14 sierpnia spowodowało jednak, że armia gen. Sikorskiego nie była w pełni skoncentrowana i dysponowała za małymi siłami. Pod koniec dnia Brygada Syberyjska została zaatakowana przez dwie sowieckie dywizje i tracąc wielu żołnierzy, musiała wycofać się za Wkrę. Walki spotkaniowe toczone ze zmiennym szczęściem zahamowały jednak ruch 15 Armii. Co więcej, sztab 5 Armii był już w stanie zlokalizować większość jednostek sowieckich i mgła wojny, spowijająca dotychczas ugrupowanie nieprzyjaciela, zaczęła się podnosić. Umożliwiło to lepsze przygotowanie planu działań na następne dni.

15 sierpnia wojska sowieckie znowu ubiegły 5 Armię i rozpoczęły natarcie jako pierwsze. W centrum frontu Dywizja Ochotnicza ppłk. Adama Koca nie bez problemów, ale odparła sowieckie ataki.

Na południowej flance 5 Armii, w kierunku na Nasielsk, do ataku przeszły jeszcze nie w pełni skoncentrowane 9 i 17 DP. Ta dość silna grupa miała rozbić stojące naprzeciw niej wojska wroga, a następnie skręcić na północ i zrolować bolszewicki front. Całodniowe walki, znowu ze zmiennym szczęściem, zakończyły się ograniczonym polskim zwycięstwem, okupionym jednak wysokimi stratami. Szczególną chwałą okrył się 41 pp z 17 DP, który pod wieczór zdobył w ataku na bagnety most na Wkrze pod Borkowem.

Na północnym odcinku armii grupa gen. Franciszka Krajowskiego składająca się z 18 DP, z podporządkowaną Brygadą Syberyjską i 8 Brygadą Jazdy, miała jednocześnie nacierać na wschód i na północ, żeby wypchnąć przeciwnika za Wkrę i odciąć 15 Armię od 4, gdyż ta ostatnia zagalopowała się już pod Sierpc, a nawet Działdowo.

Generał Franciszek Krajowski
Generał Franciszek Krajowski

Franciszek Krajowski (František Králíček) (1861–1932)
Czech z pochodzenia, od 1883 r. w armii austro-węgierskiej, absolwent Akademii Sztabu Generalnego w Wiedniu. W listopadzie 1918 r. zgłosił się do WP. Został dowódcą 7 BP w 4 DP. 20 września 1919 r. zmienił nazwisko rodowe „Králíček” na „Krajowski”. Podczas wojen na wschodzie dowodził grupami operacyjnymi oraz 18 DP.

Generał Krajowski wydał rozkaz kawalerii zajęcia rajdem Ciechanowa. 8 Brygada Jazdy składała się z 2 Pułku Ułanów Grochowskich, 108 pułku ułanów (rezerwowego) i 203 pułku ułanów (ochotniczego). Ogółem stan brygady wynosił około tysiąca szabel, osiem dział i czternaście karabinów maszynowych.

Działania tej brygady zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiej kawalerii. 14 sierpnia brygada rozbiła pododdziały sztabowe sowieckiej 18 i 54 DStrz pod Glinojeckiem. Rankiem następnego dnia 203 ochotniczy pułk ułanów opanował, niemalże bez oporu ze strony przeciwnika, Ciechanów. Zaskoczenie strony sowieckiej było całkowite. W trakcie tych walk rozproszono sztab 4 Armii. Jej dowódca uciekł samochodem do Mławy, a jego sztab (lub to, co z niego zostało) wycofał się w kierunku na Ostrołękę.

Prawdziwą katastrofą była strata radiostacji, bez której 4 Armia straciła jakikolwiek kontakt z dowództwem frontu i sąsiednią 15 Armią. Jednostki wroga pozbawione nowych rozkazów dalej nacierały na zachód. Brak radiostacji uniemożliwił odebranie rozkazu dowódcy Frontu Zachodniego Michaiła Tuchaczewskiego z 16 sierpnia 1920 r. nakazującego uderzyć 4 Armii na lewe skrzydło polskiej 5 Armii walczącej nad Wkrą. W ten sposób dywersyjny i przeprowadzony dość niewielkimi siłami rajd kawaleryjski miał gigantyczny wpływ na przebieg działań wojennych i przyczynił się do klęski bolszewików podczas Bitwy Warszawskiej.

Wieczorem 15 sierpnia cała linia Wkry była w rękach polskich na linii: Sońsk–Świercze–Borkowo–Miękoszyn–Cegielnia Psucka. Generał Sikorski uważał, że duch zwycięstwa wstąpił w żołnierzy. Dowódca Frontu Północnego gen. Haller w swoim rozkazie operacyjnym podkreślał: „Nieprzyjaciel rzucił wszystkie do jego dyspozycji stojące rezerwy do ataku na 5 Armię. Operuje tam około dziesięciu nieprzyjacielskich dywizji. Energiczne kierownictwo 5 Armii i bohaterska postawa jej oddziałów odciągnęły od wrót Warszawy znaczne siły nieprzyjacielskie”

16 sierpnia rozpoczął się koncentrycznym atakiem 9 i17 DP na Nasielsk.

Natarcie szło jak po grudzie, a oddziały sowieckie stawiały zacięty opór. Dopiero wyjście Brygady Syberyjskiej na tyły broniących się dywizji złamało ich wolę oporu. Polskie jednostki przeszły do pościgu za pobitym nieprzyjacielem.

W tym samym czasie na północnym skrzydle trwała bitwa obronna 18 DP, silnie naciskanej przez prawe skrzydło 15 Armii. Jednak postawa dowódcy i żołnierzy oraz nadchodzące posiłki (9 Brygada Jazdy, 8 Brygada Piechoty) przechyliły i tu szalę bitwy na stronę polską, choć nie obeszło się bez sytuacji kryzysowych. Pod koniec dnia dowódca 5 Armii mógł optymistycznie patrzeć w przyszłość.

Uderzenie znad Wieprza, 16 sierpnia Wódz Naczelny planował rozpoczęcie kontrofensywy na dzień 17 sierpnia, jednak trwożne komunikaty spod Warszawy spowodowały przyśpieszenie rozpoczęcia natarcia o jeden dzień. Było to możliwe, ponieważ koncentracja jednostek, ich zaopatrzenie i uzupełnienie przebiegało sprawnie i szybko. Uderzenie w odsłonięte podbrzusze sowieckiego Frontu Zachodniego miało być szybkie i druzgocące. Piłsudski zakazał swoim dywizjom „najzupełniej dbać o skrzydła, gdyż każda dywizja iść musiała naprzód tak szybko, jak mogła, nie myśląc wcale o tym, czy sąsiad z tej czy innej strony za nią nadąży”.

Sukces kontrofensywy przeszedł najśmielsze oczekiwania Piłsudskiego. Wojska polskie przeszły przez grupę mozyrską jak rozgrzany nóż przez masło i wyszły w czystą przestrzeń operacyjną pozbawioną nieprzyjacielskich wojsk. 4 Armia gen. Skierskiego złożona z 14, 16 i 21 DP nacierały na Mińsk, Kałuszyn i Siedlce. 3 Armia gen. Śmigłego-Rydza mająca w swym składzie 1 i 3 DP Leg oraz 4 Brygadę Kawalerii uderzyły na Parczew i Włodawę. To właśnie dywizje legionowe zniszczyły grupę mozyrską, nawet tego nie zauważając.

Front Południowo-Zachodni „współpracował” z marszałkiem Piłsudskim – nie było sygnałów o zmianie kierunku ofensywy z lwowskiego na lubelsko-warszawski. Wiadomo było, że polska kontrofensywa osiągnęła pełne zaskoczenie. Z kolei Tuchaczewski, który ze sztabem swojego frontu przebywał w Mińsku Białoruskim, był zdecydowanie za daleko od swoich wojsk. Nie miał przez to łatwego, bezpośredniego kontaktu z dowódcami armii, o dywizjach nie wspominając. Zanim jakiekolwiek informacje zaczęły docierać do Tuchaczewskiego, musiało minąć sporo czasu, co najmniej dwa dni.

Naczelny Wódz przyglądał się sytuacji z podejrzliwością, bo nigdzie nie było sowieckich jednostek, które spodziewał się napotkać. Wbrew wcześniejszym meldunkom nie było nigdzie przed nim grupy mozyrskiej ani południowego skrzydła 16 Armii, była pustka! Piłsudski nie przypuszczał, że bolszewicy tak odsłonią swoje południowe skrzydło – stanowiło to dla niego złamanie wszystkich reguł prowadzenia wojny. Wydawało mu się nawet przez chwilę, że to jakaś pułapka. Jednak nie! 17 sierpnia, odwiedzając 21 DP, Piłsudski wspominał:

… dowódcy brygad i niektórych pułków mnie otoczyli przy stole, wszyscy w jeden głos twierdzili, że właściwie nieprzyjaciela nie ma i z zapałem mi opowiadali, jak cała ludność spieszy im z pomocą.
Tak więc, gdy jakaś grupka nieznaczna nieprzyjaciela chce stawiać opór, to nieledwie baby z cepami i chłopi z widłami spieszą sekundować naszym góralom, gdy ci boso w tyralierze idą do ataku. Straż przednia górskiej dywizji zatrzymała się na pół drogi pomiędzy Łukowem a Siedlcami. Kazałem zaraz prowadzić dalej atak na Siedlce, licząc, że może w tym centralnym punkcie znajdę jakieś rozwiązanie tajemnicy mozyrskiej grupy.

17 sierpnia wieczorem
17 sierpnia wieczorem

Dopiero wieczorem 17 sierpnia do Naczelnego Wodza dotarło, jak wielki osiągnął sukces i że przeciwnik nie wciągnął go w pułapkę, tylko zbyt dufny w swoje siły całkowicie się odsłonił i właśnie poniósł tego skutki. Po grupie mozyrskiej przyszedł czas na trzy prawoskrzydłowe dywizje 16 Armii (8, 10, 17 DS), które rozpierzchły się zaatakowane od południa przez 4 Armię, a od czoła przez obsadę przedmościa warszawskiego.

Jasnym stało się dla Piłsudskiego, jak wielką klęskę ponieśli bolszewicy.

Dlatego też zdziwił się, kiedy wieczorem 18 sierpnia zjawił się w Warszawie, gdzie nastroje wcale nie były dobre. Duże zatroskanie wywoływały ataki na miasta nadwiślańskie (Włocławek, Płock) i głęboki zagon 4 Armii, a w szczególności kawalerii Gaja na zachód. Niezrażony tym Piłsudski wydał rozkaz generalnego natarcia na całym froncie i pościgu za nieprzyjacielem. Wojskom wroga nie pozostało nic innego jak paniczna ucieczka na wschód. Te jednostki, które nie zdołały przedrzeć się przez pierścień okrążenia, jak 4 Armia, żeby tylko nie dać się wziąć do niewoli przez Polaków, przechodziły granicę z Prusami Wschodnimi, gdzie zostały internowane.

Podsumowanie

„Łatwe” zwycięstwo Frontu Środkowego, które wyszło znad Wieprza, wydawać by się mogło, odebrało Naczelnemu Wodzowi jakąś cząstkę chwały. Krwawiące dywizje 1 i 5 Armii walczyły o każdą piędź ziemi, kontratakowały, cofały się i ponownie nacierały. Cały Front Północny chwiał się, a jednak polskie jednostki wyszły z tych walk zwycięsko.

Porównanie tych toczonych ze zmiennym szczęściem i niezwykle zaciętych walk do kontrofensywy znad Wieprza rodzi jakiś dysonans. Jednak w tym właśnie zawarta była istota geniuszu wodza – doprowadził do takiej sytuacji, w której to on dyktował tempo bitwy i to on dyrygował wojskiem w taki sposób, że sukces osiągnięto błyskawicznie, całkowicie przewracając rachuby przeciwnika na zwycięstwo. Okazało się też, że ten zmysł, ta nić zrozumienia żołnierza, jaką miał Piłsudski, spowodowała, że nie zostawił on ani jednej dywizji za mało nad Wisłą i Wkrą. Mógł potem narzekać na ten „nonsens” w swoich wspomnieniach, ale jednak 1 i 5 Armia ledwo, ledwo wytrzymały nacisk wroga.

Trzeba bowiem pamiętać, że zatrzymanie odwrotu i przejście najpierw do obrony, potem zatrzymanie przeciwnika, a w końcu bicie z kontry stanowi jedno z najtrudniejszych zadań stojących przed dowódcami i żołnierzami. Tak szybkie psychologiczne przejście ze stanu umysłu opanowanego trwogą i chęcią ucieczki w stan zaciekłej determinacji i chęci zwyciężenia wroga niewielu armiom na przestrzeni dziejów się udawało.

A Wojsko Polskie w 1920 r. ten egzamin zdało i nie było to tylko chwilowe odwrócenie losu, cud czy przypadek. Żołnierz polski potwierdził swoją klasę już niedługo po wygranej Bitwie Warszawskiej – nad Niemnem, pod
Zamościem(największa bitwa kawalerii od czasów Bitwy Narodów pod Lipskiem odbyła się pod koniec sierpnia w okolicach Zamościa-znana jest pod nazwą „Bitwy pod Krechowcami”) i na Ukrainie.

Bitwa Warszawska 16-25 sierpnia
Bitwa Warszawska 16-25 sierpnia

Kontrowersje wokół Bitwy Warszawskiej

W zasadzie od razu po zwycięstwie nad Sowietami rozpoczęła się kampania zniesławiania Józefa Piłsudskiego, w tym odbierania mu chwały zwycięskiego wodza. A w zasadzie nie tyle się rozpoczęła, co ponownie nasiliła*. Prym wiódł oczywiście ruch narodowy. Endekom nie w smak była gloria chwały otaczająca Piłsudskiego. Jednak polityka wewnątrzkrajowa była silnie spolaryzowana, a media z lubością podsycały spory. Nie wdając się w dywagacje, trzeba stwierdzić, że z perspektywy wojskowej Bitwę Warszawską zaplanował, poprowadził i zwyciężył w niej Józef Piłsudski.

Nie działał on oczywiście w próżni i wielkie zasługi w powodzenie kontrofensywy położyli wszyscy w nią zaangażowani. Od szefa Sztabu Głównego gen. Rozwadowskiego poczynając, na bosych żołnierzach z dywizji górskiej nacierających znad Wieprza kończąc. Jak już wspomniano, nie było tam też żadnego cudu, żadnej interwencji opatrzności, za to determinacja, patriotyzm i rzetelna praca wojskowa. Jeśli jakiś „cud” rzeczywiście miał miejsce, to był to cud narodzin narodu polskiego, który na polach bitew chciał zapłacić krwią za prawo do wolnej i niepodległej ojczyzny.

*Piłsudski w sierpniu 1920 r. nie toczył bojów jedynie z nawałą bolszewicką. Drugim frontem była walka o morale, a na tym polu najlepszym sojusznikiem Moskali była jak zwykle endecja, bezpardonowymi atakami podważająca zaufanie do wojska i Naczelnego Wodza.

„Za niemniej szkodliwą uważałem nagonkę przeciw Naczelnemu Wodzowi, nie przebierającą zupełnie w środkach. Prowadzono ją z wielką zaciętością, nie wyłączając nawet publicznych zgromadzeń. Agitacja owa musiała też robić niesłychane wrażenie, jeżeli Naczelnikowi Państwa i Naczelnemu Wodzowi zarzucano publicznie zdradę kraju i rozmyślne niszczenie armii” – wspominał Wincenty Witos.

„Piłsudski miał przeciągnięty tajny kabel i przyjmował rozkazy bezpośrednio od Lenina”, „Naczelny Wódz umyślnie niszczy armię”… te i tym podobne komunikaty wyciekały nie tylko z plotkarskich ust, były też podnoszone przez endecką prasę i polityków w przededniu bitwy warszawskiej. Jeszcze po zwycięstwie, prokuratura wielkopolska zajmowała się sprawą rozprzestrzeniania kłamstw jakoby Naczelnik Państwa miał uciec za granicę z miliardami wręczonymi przez bolszewików. Na dramatycznym posiedzeniu Rady Obrony Państwa 19 lipca 1920 r. podczas którego Dmowski próbował odsunąć Piłsudskiego od władzy (ostatecznie za swoim wnioskiem zagłosował tylko on sam) sprowadził „delegację ludu” z Poznańskiego. Jej przewodniczący – ks. Adamski wprost wskazał na Piłsudskiego jako winnego zdrady.

W obliczu tej wściekłej i niezwykle szkodliwej bo podważającej zaufanie do Naczelnego Wodza nagonki, ponadpartyjna Rada Obrony Państwa podjęła uchwałę wyrażającą pełne zaufanie do Naczelnika i wystosowała apel do prasy o zaprzestanie ataków na Piłsudskiego.

Redakcja


Źródła: