Krzysztof Kamil Baczyński

jak trudno ustalić imiona / wszystkich tych co zginęli
w walce z władzą nieludzką (…)
niewiedza o zaginionych / podważa realność świata

Zbigniew Herbert „Życiorys”

Poezja córką jest pamięci / stoi na straży ciał w pustkowiu / szelesty wierszy tyle warte / ile jest w nich oddechu tamtych – pisał Zbigniew Herbert w wierszu „Życiorys” z tomiku „Hermes, pies i gwiazda” (1957). Przemijają ludzie, pokolenia. Czasami pozostają po nich tylko słowa, które stają się jedynymi świadectwami ich losów. Słowa prawdy i słowa kłamstwa, miłości i nienawiści. Słowa, które ocalają i, które próbują niszczyć. Słowa pamięci i słowa nicości. Je właśnie, utrwalone w wierszach poetów lub będące bezpośrednim zapisem dziejącej się historii, chciałbym przywołać w tej refleksji, w kontekście kolejnej rocznicy rozwiązania szeregów podziemnej Armii Krajowej przez jej ostatniego dowódcę – gen. Leopolda Okulickiego. Obrazują one, czasami bardziej wyraziście niż podręczniki historii, okoliczności podjęcia tej decyzji oraz tragizm losów tych, którzy najlepsze lata swego życia (a niekiedy i całe życie) poświęcili służbie Ojczyźnie.

Jest styczeń 1945 roku, armia sowiecka wkracza do opustoszałej, leżącej w gruzach Warszawy, Krakowa, Łodzi, Katowic. Jest już po politycznym fiasku planu „Burza”, operacji „Ostra Brama” i aresztowaniu sztabu AK Wilna wraz z komendantem Okręgu Płn. płk. Aleksandrem Krzyżanowskim. W więzieniach sowieckich znajdują już także członkowie sztabu lwowskiego i lubelskiego. Po upadku Powstania Warszawskiego uwięzionych zostaje przez Niemców wielu członków Komendy Głównej, w tym gen. „Bór” Komorowski. Sukcesywne zajmowanie przez Armię Czerwoną i oddziały NKWD terenów, najpierw wschodniej, a później centralnej Polski, powoduje, że zrywają się bezpośrednie kanały komunikacji pomiędzy naczelnym dowództwem AK a podległymi mu strukturami. W szeregi polskiego podziemia wkrada się chaos i dezorientacja. Wielu dowódców i żołnierzy AK, zdekonspirowanych w trakcie trwania „Burzy”, staje się łatwym łupem NKWD i oddziałów „Smiersz”. Rozpoczynają się systematyczne represje wobec polskiej ludności i żołnierzy podziemia niepodległościowego: aresztowania, mordy i masowe wywózki na Wschód. Konferencja jałtańska de facto pieczętuje na arenie międzynarodowej podporządkowanie Rzeczypospolitej wschodniemu najeźdźcy.

Poetycki opis tej nowej, pojałtańskiej, rzeczywistości odnajdujemy w wierszu Zbigniewa Herberta „Przebudzenie”:

Kiedy opadła groza pogasły reflektory
odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach

jedni z wyciągniętą szyją
drudzy z otwartymi ustami z których sączyła się jeszcze ojczyzna

inni z pięścią przyciśniętą do oczu
skurczeni emfatycznie patetycznie wyprężeni
w rękach mieliśmy kawałki blachy i kości
(światło reflektorów przemieniało je w symbole)
ale teraz to były tylko kości i blacha

Nie mieliśmy dokąd odejść zostaliśmy na śmietniku
zrobiliśmy porządek
kości i blachę oddaliśmy do archiwum

Słuchaliśmy szczebiotania tramwajów jaskółczego głosu fabryk
i nowe życie słało się nam pod nogi

Niespełna pół roku wcześniej, zanim w Jałcie zadecydują o losach naszej ojczyzny, 10 września 1944 r. umiera Józef Szczepański, ps. Ziutek (rocznik 1922) – żołnierz Szarych Szeregów, następnie oddziałów AK: „Agat”, „Pegaz” i „Parasol”, uczestnik licznych akcji bojowych (m.in. zamachu na generała SS Wilhelma Koppego w Krakowie) oraz Powstania Warszawskiego na Woli i Starym Mieście, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, a pośmiertnie Virtuti Militari. Ciężko raniony 1 września w czasie osłaniania ewakuacji oddziałów powstańczych ze Starego Miasta, został przeniesiony przez kolegów kanałami do Śródmieścia i umieszczony w szpitalu powstańczym. Umarł już po kapitulacji walczącej samotnie Warszawy.

Józef Szczepański ZIUTEK
Józef Szczepański „ZIUTEK”

Jest to jeden z poetów młodego pokolenia czasów wojny (autor wierszy i piosenek, takich jak: „Pałacyk Michla” czy „Chłopcy silni jak stal”), który, tak jak Krzysztof Kamil Baczyński, Tadeusz Gający czy Zdzisław Stroiński, własnym życiem dał świadectwo słowom zapisanym w swoich wierszach. Właśnie on, 29 sierpnia 1944 roku, w symbolicznych dla tego pokolenia okolicznościach, kiedy Niemcy obracali w gruzy kościół Najświętszej Marii Panny, mordowali ludzi kalekich i starszych w przytułku św. Stanisława, bombardowali pociskami artyleryjskimi szpital Elżbietanek i toczyli zaciekłe walki o Katedrę św. Jana a stojący po drugiej stronie Wisły Rosjanie czekali na agonię heroicznego miasta, napisze swój ostatni wiersz „Czerwona zaraza”, stanowiący zapowiedź „wolności” przyniesionej na sowieckich bagnetach ze Wschodu:

Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.

Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej (…)

Przychodzi „wyzwolenie”. Spełniają się ponure przewidywania z wiersza „Ziutka”. Komuniści sukcesywnie instalują i umacniają własne ośrodki władzy na terenach całego kraju a kolejne dekrety tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego nie pozostawiają żadnych złudzeń, co do ich planów wobec żołnierzy, nie tylko Armii Krajowej. Do działań przeciwko polskiemu podziemiu przystępują kolejne Dywizje NKWD wspierane przez rodzimych zdrajców z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Ludowego Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej oraz sądownictwa.

Atmosferę tamtych czasów zobrazuje czołowy przedstawiciel grupy poetyckiej „Skamander”, za sprawą wojny i sowieckiego zniewolenia, skazany na los polskiego emigranta – Kazimierz Wierzyński. W wierszu „Strofy o rozpaczy”, z tomiku „Krzyże i miecze” (1945), zadedykowanym pamięci zmarłych i zabitych członków własnej rodziny, w tym jednego z braci – Bronisława, poległego w Powstaniu Warszawskim, napisze:

Za siódmym kręgiem piekła, za siódmym udręki,
Co żadnym słowem ludzkim się tu nie tłumaczy
I skąd nas nie dochodzi krzyk żaden, ni jęki –
Tam stoi nasza ciemność, milczenie rozpaczy
I, jak widmo kamienne, spogląda bezradnie
Na los nasz potępieńczy, jutro niezbadane:
Słyszysz? Ktoś się odezwał, ktoś żyje tam na dnie
I kościami poległych zastukał o ścianę.

Zapowiedź represji odnajdujemy już w „Dekrecie PKWN” z dnia 24 sierpnia 1944 r. o rozwiązaniu tajnych organizacji wojskowych na terenach „wyzwolonych”, w którym czytamy: Z chwilą powołania jednolitego Wojska Polskiego i uwolnienia wielkich połaci kraju, tracą rację bytu wszystkie tajne organizacje wojskowe i pomocniczo-wojskowe na terenach wyzwolonych”. Znajdzie się tu też zapowiedź przyszłych represji przeciwko polskiemu podziemiu: Za uchylanie się od postanowień niniejszego dekretu winni będą pociągnięci do odpowiedzialności karnej według przepisów wojskowego kodeksu karnego. (…) Wykonanie niniejszego dekretu porucza się Kierownikowi Resortu Obrony Narodowej w porozumieniu z Kierownikiem Resortu Bezpieczeństwa Publicznego.

Równie złowieszczo brzmiały zapisy kolejnego z „Dekretów PKWN”, tym razem z dnia 30 października 1944 r., zatwierdzającego cały katalog wykroczeń, których sankcją miała być „kara więzienia” lub „kara śmierci” (przy równoczesnym pozbawieniu „praw publicznych i obywatelskich praw honorowych”). Wśród nich wymienione zostają: udział w związku, którego celem jest obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, kierowanie nim, dostarczanie mu broni lub udzielanie mu innej pomocy, dokonanie zamachu na: organ państwowy lub samorządowy albo na osobę, współdziałającą z takim organem, posiadanie (…) bez zezwolenia: aparatu radiowego, nadawczego lub odbiorczego, założenie (udział, kierowanie, pomoc) związku, którego istnienie, ustrój lub cel ma pozostać tajemnicą wobec władzy państwowej i zatajenie przed władzą wiarygodnych wiadomości o ww. przestępstwach lub o przygotowaniach do ich popełnienia.

Obecność tego typu planowanych restrykcji odnajdziemy chociażby w jednym z Wydawnictw Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego Ludowego Wojska Polskiego już z 12 kwietnia 1945 roku: Tępcie knowania reakcyjne: „garść zwyrodniałych bratobójców z NSZ wraz z szumowinami byłej AK usiłuje w niektórych miejscowościach terroryzować ludność […] Ginąca gadzina reakcji próbuje jeszcze kąsać. Ale nie powstrzymają Rzeczypospolitej na jej drodze ku wielkości zaplute karły reakcyjne. Wstawiają palce między szprychy – więc będą połamane […] Pod sąd skrytobójców z AK i NSZ – pomocników Hitlera”.

Działania represyjne wobec podziemia zaczęły się jednak dużo wcześniej, co potwierdzają ówczesne raporty terenowych dowódców oddziałów AK, np. szyfrowana depesza Komendanta Podokręgu Rzeszów do komendanta Krakowa z dnia 11 października 1944, w której czytamy: Nasilenie akcji sowietów i Polskiego Komitetu Wyzwolenia [Narodowego] przeciw Armii Krajowej stale narasta. Aresztowania szeregów i oficerów trwają stale na całym terenie. Przy badaniach stosuje się bicie nawet kobiet. Dochodzeniami organów [Polskiego] Komitetu Wyzwolenia Narodowego kieruje NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR). Na zebraniu delegatów powiatowych propagandy i informacji w Rzeszowie 9 X zapowiedziano bardzo ostry kurs przeciw AK. [Kazimierz Putek „Zworny”]

Cierpienie tych, którzy staną się ofiarami nieludzkiego systemu komunistycznego, przywoła po latach Zbigniew Herbert w przejmującym wierszu, dedykowanym pamięci jednego z więźniów Mokotowa i Rawicza – Kazimierza Moczarskiego, pt. „Co widziałem”:

Widziałem proroków szarpiących przyprawione brody
widziałem szalbierzy wstępujących do sekty biczowników
oprawców przebranych w baranie skóry
którzy uchodzili przed gniewem ludu
grając na fujarce

widziałem widziałem

widziałem człowieka poddanego torturom
siedział teraz bezpiecznie w gronie rodziny
opowiadał dowcipy jadł zupę
patrzyłem na jego rozchylone usta
dziąsła – dwie gałązki tarniny odarte z kory
było to nad wyraz bezwstydne
widziałem całą nagość
całe poniżenie (…)

W takich to okolicznościach, 19 stycznia 1945 r., ostatni Dowódca Sil Zbrojnych w Kraju gen. bryg. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” wydaje ostatnie rozkazy, wyznaczające kres działalności Armii Krajowej.

W pierwszym z nich odnajdujemy taką oto diagnozę sytuacji, w jakiej znaleźli się walczący w podziemiu: Postępująca szybko ofensywa sowiecka doprowadzić może do zajęcia w krótkim czasie całej Polski przez Armię Czerwoną. Nie jest to jednak zwycięstwo naszej słusznej sprawy, o którą walczymy od 1939 r. W rzeczywistości – mimo stwarzanych pozorów wolności – oznacza to zmianę jednej okupacji na drugą bardziej niebezpieczną, bo przeprowadzoną pod przykrywką Tymczasowego Rządu Lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach rosyjskich. Żołnierze! Od 1 września 1939 r. Naród Polski prowadzi ciężką i ofiarną walkę o jedyną Sprawę, dla której warto żyć i umierać: o swą wolność i wolność człowieka w niepodległym Państwie. […] Walki z sowietami nie chcemy prowadzić, ale nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym społecznie Państwie Polskim. Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem słusznej Sprawy, triumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem.

W drugim rozkazie zwracał się natomiast bezpośrednio do żołnierzy: Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa Polskiego i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę, z upoważnienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi Armii Krajowej. W imieniu służby dziękuję Wam za dotychczasową ofiarną pracę. Wierzę głęboko, że zwycięży nasza święta Sprawa, że spotkamy się w prawdziwie wolnej i demokratycznej Polsce. Niech żyje Wolna, Niepodległa, Szczęśliwa Polska.

Równocześnie, nakazywał dowódcom nieujawnianie się i zachowanie małych, dobrze zakonspirowanych sztabów i sieci radiowej, z przekonaniem, że w zmienionych warunkach nowej okupacji dalszą walkę ukierunkować należy na odbudowę niepodległości i ochronę ludności przed zagładą, z wykorzystaniem wszelkich możliwości działania legalnego (III rozkaz z 19.01.1945r.).

Poetyckim komentarzem tego wydarzenia stanie się zakazany we wszystkich PRL-owskich publikacjach wiersz Kazimierza Wierzyńskiego pt. „Na rozwiązanie Armii Krajowej”, z przywołanego tu już tomiku „Krzyże i miecze”:

Za dy­wi­zję wo­łyń­ską, nie kwia­ty i wian­ki –
Szu­bie­ni­ca w Lu­bli­nie. Oj­czy­ste Maj­dan­ki.

Za sy­gnał na pół­no­cy, bój pod No­wo­gród­kiem –
Dłu­gi urlop w wię­zie­niu. Dłu­gi i ze skut­kiem.

Za bój o na­szą Ros­sę, Ostrą Bra­mę, Wil­no –
Su­cha ga­łąź lub zsył­ka na roz­pacz bez­sil­ną.

Za dnie i noce śmier­ci, za lata udrę­ki –
Ta­niec w kół­ko: raz w oczy a dru­gi raz w szczę­ki.

Za wsie spa­lo­ne, bi­twy, gdzie chłop­ska szła cze­ladź –
List goń­czy, tro­pi­ciel­ski: do­paść i roz­strze­lać!

Za mo­sty wy­sa­dzo­ne z ręki ro­bot­ni­czej –
Wę­szyć gdzie kto się ukrył, psy spu­ścić ze smy­czy.

Za wy­ro­ki na ka­tów, za cel­ny strzał Kry­sta –
Je­den wy­rok: do tiur­my. Dla wszyst­kich. Do czy­sta!.

Za War­sza­wę, War­sza­wę, po­wstań­cze za­chcian­ki –
Spe­cjal­ny odział śled­czy: „przy­ło­żyć do ścian­ki”.

***

Zwinąć chorągiew z masztu. Krepą jest zasnuta
Za dywizję Rataja, Okrzei, Traugutta.

Pociąć sztandar w kawałki. Rozdać śród żołnierzy,
Na drogę, niech go wezmą. Na sercu niech leży.

Ciąg dalszy w cz. 2.

Wojciech Marczak