Józef Mackiewicz, ułan 3. Pułku Strzelców Konnych, rok 1919

Powieść Józefa Mackiewicza „Lewa wolna”, osnuta na wydarzeniach związanych z wojną polsko – bolszewicką, ukazała się w roku 1965, czyli w 45 lat po wojnie. Autor był już wówczas pisarzem o dużym dorobku literackim, wydał znakomite powieści: „Droga donikąd”, „Karierowicz”, „Kontra”, „Sprawa pułkownika Miasojedowa”. Do napisania „Lewej wolnej” Mackiewicz przygotowywał się przez kilkanaście lat studiując dokumenty archiwalne związane z historią partii bolszewickiej i wojny 1920 roku w bibliotekach na Zachodzie.

„Lewa wolna”, której akcja toczy się w latach 1918 – 1921, była niewątpliwie książką z wielu powodów ważną dla pisarza, choćby osobistych doświadczeń, który jako ochotnik, gimnazjalista, niespełna siedemnastolatek, wziął czynny udział w tej wojnie – przesłużył dwa lata na froncie w kawalerii. Był ułanem owianego legendą 13. Pułku Ułanów Wileńskich, którym dowodzili bracia Dąmbrowscy, rtm. Władysław i rtm. Jerzy ps. „Łupaszka”, słynny zagończyk, wybitny dowódca, partyzant, pogromca bolszewików. W kawalerii służyli ziemianie i szlachta zaściankowa na własnych koniach o najrozmaitszych siodłach i najrozmaitszej broni. Służyli też Tatarzy i Kozacy z Kubania.

Traumatyczne przeżycia związane z wojną nie opuściły pisarza do końca życia, choć nie opowiadał o nich nawet bliskim. W liście do prof. Jacka Trznadla Kazimierz Zamorski pisał w roku 1997: „Ten koszmar prześladował go szczególnie uparcie w ostatnich latach życia, o czym dowiedzieliśmy się dopiero od wdowy (Barbary Toporskiej – przyp. DJ). Budził się ze snu z krzykiem, spocony, we śnie powracało wspomnienie alarmu i niemożności dostania się na siodło konia. Nigdy o tym nie mówił”. W książce fikcja literacka przeplata się z historycznymi dokumentami, z publicystyką, nie jest to pierwszy tego typu zabieg literacki autora. W „Lewej wolnej” pojawiają się m.in. autentyczne wypowiedzi Lenina, Trockiego, Piłsudskiego, Marchlewskiego.

Osobiste przeżycia Józefa Mackiewicza posłużyły do poprowadzenia wątku głównego bohatera powieści, Kamila Krotowskiego. Kamil jest polskim patriotą, ułanem. Jego dawny sąsiad, Jan Wintowt, zaraża się wirusem bolszewizmu, robi karierę w CZEKA, zaś brat Jana, Piotr, walczy z bolszewikami w oddziale Stanisława Bułak – Bałachowicza. Mackiewicz pokazuje jak w szybkim tempie bolszewizm niszczy tradycyjne wartości, doprowadza do rozpadu więzi międzysąsiedzkich, rodzinnych, jakie też wyzwala w ludziach bestialstwo.

Mackiewicz nie epatuje w powieści okropnościami wojny, ale też nie chroni czytelnika przed dramatycznymi jej obrazami. Obaj bracia Wintowtowie, walczący po przeciwnych stronach, giną. Piotr Wintowt został schwytany przez bolszewików umiera w potwornych męczarniach: „Bito strasznie. Wybito mu oko. (…) Piotra przywiązano rozkraczonego, a między nogami rozpalono ogień. Straszliwy ból odbierający przytomność, przeistoczył go od razu z człowieka, z bojownika i jeńca, w łachman ludzki, w organizm wypełniony jednym tylko odruchem przerażenia, fizycznych cierpień, i takim stopniem obłędnego strachu przed powtórzeniem tych cierpień, że gotów był powiedzieć wszystko, cokolwiek wiedział, i wszystko, cokolwiek by od niego żądano. Gotów wydać każdego, łącznie z sobą samym, aby tylko uniknąć piekielnego ognia”. Śmierć jego brata, Jana Wintowta, bolszewika, wyglądała inaczej, zginął on w walce, a nie w wyniku zadanych tortur: „Zybienko zaciskając zęby, ciął z niewygodnego zamachu na odlew po ręce trzymającej poręcz (pociągu). Wintowt zachwiał się, zwinął jakoś w sobie, wypuścił pistolet z prawej ręki, szukając nią oparcia w powietrzu, i zsunął się krzywo, bokiem, pod bufory pociągu, spadając pod koła drugiego wagonu. Przecięły go wpół”.

Autor „Lewej wolnej” nie kryje przed czytelnikiem bestialstwa, okrucieństwa bolszewików. Ulubionym zajęciem jednego z czekistów jest wyrabianie rękawiczek. Polewa wrzątkiem dłonie polskich jeńców i ściąga z nich skórę. W ciągu jednej nocy potrafił spreparować wiele par takich rękawiczek z ludzkiej skóry.

Ot, gdzie sobaka zaryta

„Lewa wolna” to nie tylko opowieść o wojnie z bolszewikami, to również, a nawet przede wszystkim, opowieść o początku zapaści cywilizacyjnej świata, który do tej pory znaliśmy. Świata, którego fundamentem jest religia, kultura oparta na wartościach chrześcijańskich. To jest powieść o tym, jak lepiła się kula śnieżna historii, jak powstawało na oczach przywódców tzw. cywilizowanych państw ludobójcze państwo. To gorzka opowieść o rodzącym się bolszewizmie, z którym nie potrafimy sobie poradzić, który niepowstrzymany zawładnął umysłami milionów ludzi na całym świecie.

Według Mackiewicza bolszewizm jest rodzajem psychicznej zarazy, choroby, której rozwój można było i należało zniszczyć jeszcze w zarodku w czasie wojny domowej w Rosji. Dzisiaj ta zaraza wydaje się nie do opanowania – mutuje, przepoczwarza się. Ideologia, którą kiedyś trzeba było wprowadzać terrorem, przyjmowana jest od kilkudziesięciu lat jak objawienie. Na zachodzie Europy walczy się z chrześcijaństwem, zamyka kościoły, stawia pomniki Marksowi i Leninowi.

Zdaniem Mackiewicza Rosja w przededniu rewolucji bolszewickiej 1917 roku stała się państwem liberalnym, w jej życiu publicznym obowiązywały różne zakazy, nakazy, ale nie było narzucania wyznawania jednej ideologii, w dodatku ideologii zbrodniczej; istniała duża swoboda twórcza choćby w literaturze, sztuce. Rosji przedrewolucyjnej bliżej było do państw Europy Zachodniej aniżeli do krwawego reżimu bolszewików. Rosyjski monarcha Mikołaj II wprowadził szereg ważnych reform. Zacofane dotąd imperium uzyskało konstytucję i parlament, a jego gospodarka otworzyła się na świat, co przyniosło niebywały boom ekonomiczny. W latach 1908–1914 Rosja była już czwartą potęgą przemysłową – po USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech, wyprzedzając Francję.

Bolszewizm został przywieziony do Rosji z Niemiec, był wytworem przymusu i terroru.  W połowie kwietnia 1917 roku przybył z Zurychu do Rosji pociąg dyplomatyczny. W wagonach, oprócz Lenina, znalazło się 32 rosyjskich rewolucjonistów. Celem ich podróży był Piotrogród (Petersburg), a zadaniem – wywołanie masowych zamieszek, mających doprowadzić do obalenia rządu i wycofania się Rosji z wojny z Niemcami. Czołowi przywódcy rewolucji bolszewickiej byli pochodzenia żydowskiego:  Lew Kamieniew (Lew Rozenfeld), Grigorij Zinowjew (Hersz Radomylski), Lew Trocki (Lew Bronstein), Karol Radek (Karol Sobelsohn). Sam towarzysz Lenin miał żydowskiego dziadka. Bolszewiccy rewolucjoniści byli agentami niemieckiego sztabu generalnego. Pośrednikiem, który doprowadził do zawarcia umowy między Leninem a mózgiem całej operacji, niemieckim sekretarzem stanu ds. zagranicznych Richardem von Kühlmannem, był zaufany człowiek marksistów, biznesmen Aleksander Parwus. Na sfinansowanie rewolucji w Rosji niemiecki rząd przeznaczył 50 milionów marek, co odpowiadało mniej więcej 10 tonom złota.

Mackiewicz w „Lewej wolnej” prowadzi rozważania historiozoficzne, prowokuje do refleksji, stawiania pytań: jak to się mogło stać, że w kraju zwanym wcześniej Świętą Rusią, w którym współistniały przez wieki w sposób harmonijny Rosyjska Cerkiew Prawosławna i naród, nagle do walki z Bogiem, z chrześcijaństwem, z monarchią, stanęły miliony obywateli. W czym tkwi moc wirusa bolszewickiej zarazy? Pod wpływem jakich impulsów z dnia na dzień tzw. normalni ludzie przeistaczali się w bandytów gotowych mordować, grabić innych ludzi, podpalić świat.
Mackiewicz krytykował odmowę Piłsudskiego współdziałania z białą Rosją, odrzucenie propozycji gen. Antona Denikina wspólnego uderzenia na bolszewików we wrześniu 1919 roku i w roku 1920. Naczelnik Państwa uznał, że biali, opowiadający się za „jedną niepodzielną Rosją”, są groźniejsi od czerwonych. Józef Mackiewicz uważał, że Piłsudski mógł zdusić bolszewizm, a nie zrobił tego. Przemówienie Piłsudskiego do dowódców nie pozostawia wątpliwości co do jego poglądów w tej sprawie: „Mniejszym złem jest ułatwić Rosji czerwonej pobicie Rosji białej. Gdybyśmy bowiem poparli teraz Denikina w naszej walce z bolszewikami, byłaby to w istocie walka o Rosję. A my z każdą Rosją prowadzimy walkę o Polskę. Niech sobie cały ten zafajdany Zachód gada co chce, ale my nie damy się wciągnąć i użyć do walki z rewolucją rosyjską, lecz odwrotnie, w imię nieprzemijających interesów polskich, chcemy ułatwić armii rewolucyjnej ich działania przeciwko armii kontrrewolucyjnej”.

Naczelnik Państwa nie widział interesu Polski w niesieniu pomocy gen. Denikinowi, ponieważ ten nie potrafił zaproponować należytych warunków współpracy Polakom. Zdaniem Denikina granica Polski na wschodzie mogłaby sięgać do rzeki Bug, nawet Galicję wschodnią mielibyśmy utracić, czyli po stronie Rosji miałyby znaleźć się Grodno, Wilno, Lwów. Taka propozycja była nie do przyjęcia. Państwa zachodnie jedynie przez krótki okres czasu i w niewielkim stopniu wspierały białych, głównie dostarczając broń, wysyłając swoich doradców wojskowych, a kiedy szala zwycięstwa przechyliła się na stronę bolszewików w wojnie domowej – wycofały się z konfliktu.

Pokonanie bolszewików uważał Józef Mackiewicz za cel nadrzędny. Zdaniem Andrzeja Stanisława Kowalczyka, historyka literatury „Mackiewicz kwestionuje sens polityki wschodniej Piłsudskiego, twierdząc, że opierała się na błędnych przesłankach. Polska (…) umożliwiając zwycięstwo bolszewikom – przygotowała swoją przyszłą klęskę i utratę niepodległości. Wydaje się, iż Mackiewicz nie ma wątpliwości co do tego, że cena, jaką Polska (i świat) zapłaciła za dwudziestoletnie posiadanie kilku kresowych województw jest za wysoka. Należało raczej kosztem ustępstw terytorialnych dojść do porozumienia z białą Rosją i pomóc jej zniszczyć bolszewizm. Na taką jednak dalekowzroczność żaden z polityków polskich zdobyć się nie potrafi”.

Warto zauważyć, że dla socjalistów z Polskiej Partii Socjalistycznej, czyli środowiska politycznego Piłsudskiego, zawsze wrogiem numer jeden był carat, z którym od wielu lat toczyli walkę. Autor „Lewej wolnej” wiele uwagi poświęcił rozmowom między wysłannikami Lenina a przedstawicielami Naczelnika Państwa. Mackiewicz opisał polsko – sowieckie rokowania pokojowe w Mikaszewiczach na Polesiu w roku 1919, w których uczestniczyli Julian Marchlewski, jako wysłannik Lenina i kapitan Ignacy Boerner, bliski współpracownik Piłsudskiego. Julian Marchlewski miał wówczas powiedzieć: „ – Możemy się kłócić – zwalczać nawet nawzajem. Ale nie możemy sobie wyobrazić, aby przywódcy Polskiej Partii Socjalistycznej, aby Józef Piłsudski, twórca ongiś ‘Organizacji Bojowej PPS’, bohater manifestacji zbrojnej na Grzybowie w 1904-ym, ‘krwawej środy’, zamachu na Skałona, na wołyński pułk lejbgwardii pod Łapami w 1907-ym, na pociągi pod Pruszkowem, Rogowem i Bezdanami, mógł się dzisiaj zdecydować na popieranie bezpośrednie, czy chociażby pośrednie w jakimś stopniu, carskich generałów, admirałów i żandarmów!”.

W wyniku dagaworów powstrzymana została ofensywa wojsk polskich, co pozwoliło bolszewikom na przegrupowanie swoich wojsk z zachodniego frontu polskiego na południe i rozgromienie kontrrewolucji białych.

Mackiewicz stara się dociec dlaczego dowódcy wojskowi, politycy zachodnioeuropejscy, nie potrafili dostrzec istoty tamtych wydarzeń, dlaczego nie starali się zapobiec katastrofie, kiedy bolszewicy głośno mówili, że chcą podbić cały świat? Dlaczego nie rozumieli, że bolszewizm zagraża światu? Mało tego, nie tylko nie zapobiegli katastrofie, ale wręcz ułatwili zbrodniarzom realizację ich celów. Lew Trocki mówił wprost, że natychmiast po rozgromieniu kontrrewolucji w Rosji nastąpi rewolucyjny pochód na kraje kapitalistyczne Europy, Włodzimierz Lenin stawiał sprawę równie jasno na posiedzeniu Wszechrosyjskiego Komitetu Wykonawczego: „Sprawa zwycięstwa międzynarodowej rewolucji jest zapewniona. Nie szukamy z burżuazją ugody, ruszamy do ostatniego decydującego boju z burżuazją. Wiemy, że czas panowania tych rozbójników już minął!”.

W ocenie Józefa Mackiewicza zarówno Polskę, jak i inne narody Europy Wschodniej, zgubił egoizm narodowy, myślenie w kategoriach narodowych. Polacy, Estończycy, Łotysze, Litwini, Ukraińcy nie potrafili zjednoczyć się w obliczu zła i stworzyć wspólnego frontu oporu przeciwko bolszewii. Bolszewicy nie zajmowali się sprawami narodowymi, a internacjonalnymi, rozgrywali politycznie poszczególne państwa narodowe. Bolszewikom nie chodziło o okupację tego czy innego państwa, a o zniszczenie dotychczasowej cywilizacji chrześcijańskiej, przenicowanie świata, stworzenie nowego człowieka, pieriekowkę jego duszy. Dwadzieścia lat później wszystkie kraje Europy Wschodniej znalazły się albo w granicach Związku Sowieckiego, albo tak jak Polska pod jego okupacją.

W usta niejakiego Wardyńskiego, o którym niewiele wiadomo, nawet czy jest Polakiem, czy Rosjaninem, Mackiewicz wkłada swój pogląd: „(…) podczas gdy panowie Denikinowie, Piłsudscy, Ukraińcy, jacyś tam Litwini i inny drobiazg, operują po staremu pojęciami interesów narodowych, bolszewicy pojęciami interesów międzynarodowych. Gdy tamtym panom chodzi tylko o język i sypanie kopców granicznych, bolszewikom chodzi o zlanie języków i zrównanie kopców granicznych. Wszystkie te narody, od Finlandii począwszy, Estończycy, Łotysze, Litwini, Polacy, Białorusini, Ukraińcy i wiele ich jeszcze tam jest, wikłają się w spory między sobą, intrygi, a nawet wojny, jak o Lwów i Galicję. A co chcą panowie Kołczakowie i Denikinowie? Kontrrewolucja tak samo wychodzi z założenia, że w wojnie przeciw bolszewikom należy ‘oprzeć się na zdrowych siłach narodowych’, a nie na międzynarodowej spójni przeciwko międzynarodowemu zagrożeniu. No, i dla Lenina, chwała Bogu, Denikin chciał walczyć wyłącznie z rewolucją ‘rosyjską’, a Piłsudski, jak widać dotychczas, chce walczyć z ‘Rosją’. Obydwaj sądzą, że to rozgrywka bilateralna, podczas gdy Lenin – Trocki prowadzą rozgrywkę globalną. Ot, gdzie sobaka zaryta. Denikin widzi tylko interesy Rosji, Piłsudski tylko interesy Polski”.

Obroniliśmy niepodległość, nie zdusiliśmy bolszewizmu

Przywódcy bolszewików w Moskwie na początku sierpnia 1920 roku fetowali już zwycięstwo nad „pańską Polską”. Przedstawiciele tzw. Polrewkomu, Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński i Feliks Kon, przyjechali z Białegostoku i zatrzymali się w Wyszkowie, aby wraz z armią bolszewicką wkroczyć do Warszawy i objąć władzę w Polsce. Wojska polskie walczyły dzielnie w osamotnieniu. Państwa zachodnioeuropejskie były przekonane o niechybnej naszej klęsce, wycofały swoje przedstawicielstwa, misje z Warszawy. W Warszawie pozostał tylko nuncjusz Stolicy Apostolskiej Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI i ambasador Włoch.

W dniach 12 – 16 sierpnia 1920 roku doszło do starć między polskimi armiami i Armią Czerwoną w pobliżu Warszawy. Krwawe boje zostały stoczone pod Radzyminem, Zielonką i Ossowem, gdzie polska I Armia gen. Franciszka Latinika odparła bolszewickie ataki i 15 sierpnia przeszła do ofensywy. Decydująca, zwycięska walka naszych żołnierzy w wojnie polsko – bolszewickiej, przeszła do historii pod nazwą Bitwy Warszawskiej. Od tej bitwy rozpoczął się pościg za bolszewikami aż do granicy Prus Wschodnich i Niemna. Nad Niemnem w dniach 20 – 26 września doszło do szeregu walk, bitew z ciągle jeszcze żywotną Armią Czerwoną. Dopiero w operacji niemeńskiej wojska polskie zadały bolszewikom rozstrzygające ciosy o całej wojnie. Bolszewicy stracili ochotę do dalszej walki i rozpoczęli chaotyczny odwrót. Dwa tygodnie trwał pościg za niezdolnymi już do walki bolszewikami. Oddziały polskie zatrzymały się na Dźwinie i zajęły Mińsk.

Już od połowy sierpnia 1920 roku toczyły się rokowania pokojowe między Polską a Związkiem Sowieckim. 15 października podpisany został w Rydze rozejm, trzy dni później zaprzestano walk. Piłsudski odniósł duże zwycięstwo militarne, pokonał bolszewików i zatrzymał ich pochód na zachód Europy, udaremnił zamiary wywołania powszechnej rewolucji, uratował Europę od wojny. Bolszewicy naciskali na jak najszybsze zawarcie pokoju z Polską, ponieważ chcieli przegrupować swoje wojska na południe kraju, skąd parły na Moskwę wojska białych pod dowództwem generała Piotra Wrangla. Gdyby udało się zsynchronizować działania rozpędzonego od zachodu wojska polskiego i gen. Wrangla, nacierającego od południa, zapewne bolszewicy musieliby ulec wobec takiej siły.

Rokowania z bolszewikami prowadziła delegacja polska zdominowana przez endeków, ze Stanisławem Grabskim na czele, którzy nie kryli tego że są przeciwnikami koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego, czyli idei Rzeczypospolitej Jagiellońskiej, Rzeczypospolitej Wielu Narodów. Bolszewicy w zamian za pokój gotowi byli pójść na daleko idące ustępstwa terytorialne, czym niestety nie byli zainteresowani endecy. Delegacja polska zrezygnowała z niezawisłej Ukrainy, odrzuciła też propozycję bolszewików przejęcia całej Białorusi, a jedynie jej połowy terytorium. Tragiczny los spotkał Polaków zamieszkujących w kresowych dworkach, zaściankach, te najdalej wysunięte na wschód ziemie, utracone po III rozbiorze I Rzeczypospolitej. Ponad milion Polaków wydano na pastwę bolszewików. Zostali najpierw po macoszemu potraktowani przez „swoich” polityków, a później przez krwawy reżim bolszewików. O historii mieszkańców tej ziemi, polskiej szlachcie zaściankowej, powstała znakomita książka Floriana Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”.

Sojusznicze ukraińskie oddziały Semena Petlury i białoruskie Stanisława Bułak – Bałachowicza zostały zmuszone do opuszczenia Polski. Rozczarowane postawą władz Rzeczypospolitej, jeszcze przez miesiąc walczyły z Armią Czerwoną. Wojna z bolszewikami zakończyła się traktatem ryskim podpisanym 18 marca 1921 roku.

Józef Mackiewicz nie mógł zrozumieć, jak można było nie wykorzystać zwycięstwa nad bolszewikami pod Warszawą. Zamiast pociągnąć wojska na wschód, wesprzeć w kontrrewolucyjnej walce gen. Wrangla i zdusić bolszewizm, wszak imperium Lenina zaczynało się rozpadać, polscy politycy podpisali pospiesznie korzystny dla bolszewików traktat ryski.

W opiniach wypowiadanych przez bohaterów „Lewej wolnej”, Piłsudskiemu ani w roku 1919, ani w 1920, ani w 1921, nie zależało na zduszeniu bolszewizmu. Jakaż gorycz musiała przemawiać przez Mackiewicza, że wygrana wojna, kosztująca ogrom ofiar, nie została wykorzystana do pełnego zwycięstwa. W powieści znalazła się wypowiedź Lenina świadcząca o tym, że politycy polscy uratowali ich w Rydze od niechybnej zagłady: „Wystarczyłoby w zupełności kilka tygodni, a wisielibyśmy na przydrożnych drzewach”.

Losy Kresów Wschodnich, Polski, Europy, świata, mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Po raz kolejny w swojej historii wygraliśmy wojnę, ale przegraliśmy pokój, umożliwiając odrodzenie i utuczenie się krwiożerczego potwora. Hańbą było oddanie bolszewikom w Rydze ziem przez stulecia zamieszkałych przez Polaków. Dawne tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego, tak bardzo bliskiego Mackiewiczowi, zostały przeorane granicą. Granicą hańby. A istniała historyczna szansa na rekonstrukcję Rzeczypospolitej Wielu Narodów. To, co się wydarzyło w czasie II wojny światowej, jak potraktowali bolszewicy Polaków, było konsekwencją niewykorzystanego zwycięstwa nad bolszewikami w 1920 roku. Niewykorzystane zwycięstwa mszczą się okrutnie.

Pisarz dla dorosłych

„Lewa wolna” spotkała się z bardzo różnymi reakcjami polskich emigrantów – od entuzjastycznych recenzji po skrajnie negatywne. Tych pozytywnych było zdecydowanie więcej, ale zacznijmy od negatywnych.

Przeciwko powieści z furią wystąpiło Stowarzyszenie Polskich Kombatantów. Wypowiedzi jego członków zostały zebrane i opublikowane w broszurze „W obronie prawdy historycznej. Głosy i opinie o książce ‘Lewa wolna’”, która ukazała się drukiem w 1966 roku. Piłsudczycy zarzucili Mackiewiczowi, że zniesławił honor polskiego żołnierza, że tendencyjnie umniejszył zasługi Naczelnika Państwa w walce z Sowietami, że jego ocena wojny polsko – bolszewickiej jest nieobiektywna, wynikająca z punktu widzenia białych Rosjan. Ba, padł nawet zarzut, iż autor pisząc powieść kierował się nienawiścią w stosunku do Polski. Bolesne, niesprawiedliwe zarzuty, biorące się po trosze z niezrozumienia książki, a przede wszystkim z tego, że postać marszałka Piłsudskiego traktowana była jak świętość. Gen. Tadeusz Pełczyński pisał: „Obraz lat 1919-20 zarysowany przez Mackiewicza musimy całkowicie odrzucić jako nieprawdziwy, tendencyjnie wypaczony i uwłaczający nam (…). Kawalerzyści polscy występujący w tej powieści, a reprezentujący żołnierza polskiego w ogóle, to ludzie bez żadnej busoli ideowej. (…) Kobiety biorące udział w walce – to według Mackiewicza nierządnice i lesbijki rozwydrzone seksualnie. Przedstawia on je wszystkie w sposób poniżający Polki w ogóle”.

Juliusz Sakowski, wydawca „Lewej wolnej”, odpowiedział gen. Pełczyńskiemu z dużą dozą ironii: „(…) generał Pełczyński niesłusznie chce widzieć w postaciach powieściowych symbole czy prototypy Polaków i Polek. Zgodny w tym poglądzie jest z teorią (i praktyką) socrealizmu, który domaga się od literatury bohaterów pozytywnych i najchętniej widziałby ich w młodej parze pracującej dla ojczyzny sowieckiej, jeżdżącej na traktorze i śpiewającej pieśni rewolucyjne”.

Autorami pozytywnych recenzji „Lewej wolnej”, a przy tym niezwykle interesujących pod względem intelektualnym, literackim, byli m.in. Marian Hemar, Michał Kryspin Pawlikowski, Lew Sapieha, Bohdan Brodziński, Karol Zbyszewski, Michał Chmielowiec, Adam Pragier, Józef Łobodowski. Również dawni piłsudczycy, Karol Wędziagolski i Józef Karasiewicz, przyjęli pozytywnie „Lewą wolną”.

Marian Hemar w swojej recenzji „Lewej wolnej” nazwał Henryka Sienkiewicza pisarzem dla dzieci, Stefana Żeromskiego dla młodzieży, a Józefa Mackiewicza „pisarzem dla dorosłych, dla ludzi w wieku męskim, wieku klęski”. „Józef Mackiewicz na osnowie ludzkich przeżyć pisze historię, ona jest bohaterką książki. Nie umiem sobie inaczej wyjaśnić, dlaczego gdzieniegdzie świetną kompozycję powieści rozrywa, rozsadza jakby, publicystyka dowodów, cytatów, cyfr, skąd nagle pośrodku znakomitego toku narracji – mapy, po co dokumentacja rozkazów dziennych, listów, telefonogramów, świadków i raportów? Rzecz to niezmiernie ciekawa, jak to suche, rzeczowe autentyzowanie przydaje książce napięcia miast je przerywać, jak podnosi zainteresowanie czytelnika na jakiś wyższy poziom, bardziej jeszcze chciwy tych wszystkich faktów. W tym właśnie niemal ‘antypowieściowym’ chwycie ujawnia się najżywiej rasowy, nieomylny artyzm Józefa Mackiewicza. Nie można nie wyrazić podziwu dla ogromu pracy przygotowawczej, badawczej, historycznej, której dokonać musiał autor, ileż czasu musiał prześlęczeć w bibliotekach, ileż dokumentów przewertować, jak do nich trafił w naszych emigracyjnych warunkach. Książką Józefa Mackiewicza jestem głęboko przejęty, głęboko poruszony, z serca mu za nią dziękuję”. („Tydzień Polski”. Dodatek do „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” Londyn 1966, nr 3.)

„Lewa wolna” jest książką bardzo wybitną – pisał Józef Łobodowski. Świetne, niekiedy rewelacyjne w swej trafności sceny batalistyczne, kilkoma pociągnięciami pióra zarysowany pejzaż, ludzie pokazani bezbłędnie, w jednym urywku chwili jak w przelotnej błyskawicy; dobrze znane z uprzednich utworów zalety pisarskie pogłębiły się jeszcze. Mackiewicz jest tu jeszcze bardziej dojrzały, o absolutnej pewności ręki, panujący suwerennie nad wszystkimi zasobami swego niełatwego warsztatu”. („Orzeł Biały”, maj 1966 r.).

W polskiej legendzie narodowej wojna polsko – bolszewicka 1920 roku, a szczególnie Bitwa Warszawska, zajmują poczesne miejsce. Gdyby Józef Piłsudski przegrał tę wojnę, nie byłoby Polski i nas by nie było. Dużej odwagi ze strony Mackiewicza wymagało napisanie tej książki, zmierzenie się z narodowym mitem. Trafnie rzecz ujął Józef Karasiewicz, piłsudczyk, którego trudno posądzać o stronniczość w ocenie „Lewej wolnej”: „Nie odkryłem w niej żadnego naciągania czy fałszowania prawd historycznych. Przeciwnie: obiektywność, bezstronność, wszechstronność. (…) Niejedna z przytoczonych w tej książce prawd raniła mnie bardzo jako piłsudczyka. Ale była prawdą w pojęciu i interpretacji uczciwie myślącego człowieka”.

Dariusz Jarosiński