Czy Trzecia wojna światowa już trwa, a Polska staje się jednym z kluczowych pól tej rozgrywki? Na to pytanie w kamienicy Funka w Olsztynie odpowiadali profesorowie Selim Chazbijewicz i Grzegorz Górski podczas debaty Fundacji im. Piotra Poleskiego.
We wtorkowy wieczór kamienica Funka przy ul. Kasprowicza 4 znów wypełniła się po brzegi. Fundacja im. Piotra Poleskiego zaprosiła na kolejne spotkanie z cyklu „Porozmawiajmy o Ojczyźnie”. Po majowej debacie o tym, jakiej prezydentury potrzebują Polacy, teraz przyszedł czas na pytanie jeszcze szersze: „Co Polska może znaczyć w zmieniającym się świecie?”.
– Nie możemy ograniczać się tylko do spraw Olsztyna czy regionu – podkreślał na początku prezes Fundacji Jerzy Szmit. – Jest ogromne zapotrzebowanie na poważną rozmowę o Polsce, o procesach, które dzieją się wokół nas i które dotykają nas wszystkich.
Rozmowę poprowadził redaktor Paweł Pietkun, przez lata związany z anglojęzycznym kanałem TVP World. Za stołem zasiedli prof. Selim Chazbijewicz – politolog, poeta, były ambasador RP w Kazachstanie, znawca świata islamu i polityki wschodniej oraz prof. Grzegorz Górski, prawnik, profesor KUL, specjalizujący się w systemach politycznych i geopolityce. Już sam skład panelu zapowiadał, że nie skończy się na sloganach.
Redaktor Pietkun zaczął mocnym pytaniem: jeśli kiedyś historycy będą wyznaczać datę początku Trzeciej wojny światowej, to którą wybiorą? Czy będzie to 24 lutego 2022 roku i rosyjska inwazja na Ukrainę, wcześniejsze hybrydowe ataki i sabotaże infrastruktury, czy może jeszcze dalej – konflikt handlowy Donalda Trumpa z Chinami?
Prof. Górski zwracał uwagę, że odpowiedź zależy od tego, jak rozumiemy wojnę. – Ludziom się wydaje, że kolejna wojna będzie wyglądała tak samo jak poprzednia. Tymczasem wiele teatrów działań – od cyberprzestrzeni po kosmos – już dziś przypomina pełnowymiarowy konflikt – mówił. Przypominał o trwającej od lat wojnie w sieci, niszczonych i przejmowanych satelitach, sabotażach rurociągów i linii energetycznych. Z tej perspektywy teza, że świat już jest w stanie globalnej konfrontacji, wcale nie brzmi jak political fiction.
Prof. Chazbijewicz patrzył na sprawę bardziej przez pryzmat naszego regionu. Zwracał uwagę na rosyjskie działania dywersyjne na wschodniej flance NATO, próby destabilizacji Polski i krajów bałtyckich, a jednocześnie – na realne ograniczenia Moskwy. – Rosjanie nie są i nigdy nie byli naszymi przyjaciółmi. Z ich punktu widzenia Polska była wasalem, który „przeszedł na drugą stronę”. Tego nie mogą przeżyć – mówił. Podkreślał jednak, że nie każde wydarzenie musi być prostą zapowiedzią otwartego konfliktu zbrojnego, a część operacji może być dziełem służb białoruskich czy innych graczy, nie zawsze w pełni kontrolowanych przez Kreml.

Jednym z najmocniejszych wątków debaty była ocena roli Stanów Zjednoczonych – i samego Donalda Trumpa. Prof. Górski powtórzył tezę, którą głosi od lat: – W historii Stanów Zjednoczonych nie było tak przyjaznego Polsce prezydenta jak Donald Trump. To nie kwestia sympatii, tylko twardych faktów – przekonywał. Wymieniał rozbudowę obecności militarnej USA w Polsce, infrastrukturę pozwalającą w krótkim czasie zwiększyć liczebność wojsk, a także dwustronne gwarancje bezpieczeństwa, które w jego ocenie w praktyce znaczą więcej niż deklaracje NATO.
Z punktu widzenia Waszyngtonu głównym przeciwnikiem nie jest jednak Rosja, tylko Chiny. Rosja – jak wynikało z wypowiedzi obu profesorów – jest dziś z jednej strony niebezpiecznym, ale coraz bardziej zdesperowanym graczem, z drugiej zaś – państwem uzależnionym ekonomicznie od Pekinu. Górski przypomniał, że Związek Sowiecki został ostatecznie dobity polityką Ronalda Reagana, który we współpracy z państwami Zatoki obniżył ceny ropy do poziomu nieopłacalnego dla Moskwy. – Dziś obserwujemy bardzo podobny mechanizm. Utrzymywanie ceny ropy w okolicach 60, a w prognozach nawet 50 dolarów za baryłkę oznacza, że Rosja balansuje na krawędzi katastrofy finansowej – tłumaczył.
Prof. Chazbijewicz dorzucił do tego perspektywę syberyjską. Przypominał, że na ogromnych obszarach Syberii ludności rosyjskiej jest coraz mniej, za to Chińczycy pojawiają się w liczbach, których nikt już dokładnie nie liczy. – Gdyby Rosja się rozpadła, w ciągu kilku–kilkunastu lat znaczna część Syberii stałaby się w praktyce chińska. A wtedy mielibyśmy do czynienia z potęgą, której nie zatrzymałyby nawet Stany Zjednoczone – ostrzegał.
Stąd paradoksalny wniosek: z punktu widzenia globalnego porządku całkowity rozpad Rosji nie jest wcale scenariuszem wymarzonym ani dla Ameryki, ani dla Polski. – Zachód przez dwa stulecia traktował Rosję jako swoisty „wał ochronny” przed Azją. Dziś, przy wszystkich zbrodniach i zagrożeniach, logika równowagi sił wciąż działa – wyjaśniał Chazbijewicz, przywołując dawne koncepcje dyplomatyczne i współczesne analizy.

Druga część debaty przeniosła ciężar rozmowy na Europę, Unię i miejsce Polski między Berlinem a Waszyngtonem. Prof. Górski mocno uderzył w mit niemieckiej potęgi, która rzekomo „wszystkim trzęsie” na naszym kontynencie. Przypominał, że model rozwoju RFN po rozszerzeniu Unii opierał się na trzech filarach: taniej sile roboczej z Europy Środkowej, krótkich liniach dostaw oraz niewymagającym rynku zbytu na własne produkty.
– Przez pierwsze piętnaście lat XXI wieku polska klasa polityczna w dużej mierze realizowała ten niemiecki plan – mówił. – Ale ten model się wyczerpał. Wartość pracy w Polsce, Czechach, na Słowacji wzrosła, polski eksport przestał być jednowymiarowo zależny od Niemiec, a dziś to raczej gospodarka niemiecka coraz bardziej potrzebuje nas, niż my jej.
Padły też liczby, które dla wielu uczestników były zaskoczeniem. Według wyliczeń Górskiego w zeszłym roku Polska miała ok. 2 mld euro „na plusie”, jeśli chodzi o bilans transferów z Unią Europejską, a w tym roku – po uruchomieniu środków z KPO – ta nadwyżka wzrosła do ok. 4 mld euro. – To wciąż pokaźna kwota, ale już nie taka, która uzasadnia myślenie, że Unia nas „utrzymuje”. Zwłaszcza jeśli jednocześnie przyjmujemy rozwiązania, które uderzają w nasze rolnictwo czy energetykę – zwracał uwagę profesor, nawiązując choćby do negocjacji wokół Mercosur i unijnej polityki klimatycznej.
– Polacy żyją w mitycznym przeświadczeniu, że Unia nam daje – mówił. – Tymczasem to jest coraz bardziej twarda gra interesów. Za chwilę staniemy się płatnikiem netto. Pytanie, czy wtedy będziemy potrafili powiedzieć: dobrze, skoro dokładamy, to oczekujemy innego traktowania i szacunku dla naszych racji.
W tym kontekście pojawił się wątek kompleksów, które wciąż ciążą nad polską debatą publiczną. – Jesteśmy potwornie zakompleksieni, nie tylko wobec Niemiec – oceniał Górski. – Przyjmujemy jako prawdę objawioną to, co napisze „New York Times” czy „Guardian”, zamiast samodzielnie myśleć o własnych interesach. Kto tak robi, w globalnej polityce jest skazany na rolę dostawcy i klienta, a nie współdecydenta.
Prof. Chazbijewicz dopełnił ten obraz wizją Europy, w której coraz większą rolę będą odgrywać państwa naszego regionu. Przypomniał koncepcje księcia Adama Czartoryskiego, który już w XIX wieku widział naturalny kierunek polskiej „ekspansji” nie na wschód, lecz na południe – w stronę Bałkanów i krajów nad Morzem Czarnym. Dziś ta idea wraca w formie inicjatywy Trójmorza: współpracy państw między Bałtykiem, Adriatykiem a Morzem Czarnym.
– To tam w coraz większym stopniu będzie ważyć się przyszłość Unii – mówił. – Kraje regionu, od Polski po Rumunię, mają potencjał demograficzny, gospodarczy i strategiczny, którego nie można już ignorować. Wraz ze słabnięciem Niemiec i problemami Francji to tutaj będzie się decydować, czy Europa pozostanie podmiotem, czy stanie się tylko polem gry innych.
Podczas części pytań z sali pojawiały się zarówno bardzo konkretne kwestie – jak stan inwestycji europejskich i amerykańskich w Kazachstanie, czy rola polskich firm w tym regionie – jak i pytania o ideologiczne oblicze współczesnej Rosji. Jedni pytali o wpływ myśli Dugina i „eurazjatyzmu”, inni o to, czy Moskwa nadal marzy o marszu na zachód. Prof. Chazbijewicz przypominał, że rosyjska elita od dawna próbuje łączyć imperialne sny z prawosławną narracją o „obronie cywilizacji”, ale w praktyce coraz częściej musi się mierzyć z własną słabością i biedą na prowincji.
Rozmowa momentami schodziła na bardzo szczegółowe ścieżki – jak przyszłość Arktyki, znaczenie szlaków przez Kazachstan i Morze Kaspijskie czy konstrukcja niemieckiej polityki wobec krajów Grupy Wyszehradzkiej – ale moderator dbał, by co jakiś czas wracać do tytułowego pytania: co z tego wszystkiego wynika dla Polski.
W odpowiedzi padało kilka wspólnych wątków. Po pierwsze – konieczność budowania własnej siły militarnej, tak by każdy potencjalny agresor musiał liczyć się z wysoką ceną ataku. Po drugie – rozwaga w ocenianiu sojuszy, bez naiwności, że „ktoś załatwi sprawy za nas”, ale też bez romantycznego gestu odrzucania wszystkiego, co zachodnie. Po trzecie – potrzeba przełamania intelektualnej bierności i myślenia tylko w kategoriach tego, co powiedzą inni.

Na koniec Jerzy Szmit podziękował prelegentom i uczestnikom, zapowiadając kolejne spotkania. – Chcemy, by Olsztyn był miejscem, gdzie o Polsce rozmawia się poważnie – mówił. – Kamienica Funka na Zatorzu staje się jednym z takich adresów. To ważne, bo pokazuje, że również tutaj, z dala od wielkich studiów telewizyjnych, dojrzewają rozmowy, od których zależy przyszłość naszego kraju.
Z sali długo jeszcze nie znikały małe grupki dyskutujących. Nikt nie udawał, że jedno spotkanie dało gotową odpowiedź na pytanie, jaką rolę Polska może odgrywać w świecie gwałtownych przemian. Ale wielu wychodziło z poczuciem, że tę odpowiedź warto wspólnie, krok po kroku, próbować budować.
Marek Adam




