Tusk opiłował Nitrasa. Ten sam Nitras, który w Olsztynie chciał opiłowywać katolików, sam został spiłowany przez premiera ośmiogwiazkowej ekipy. Złoty chłopak campusu, bohater skandali, wyleciał z rządu. Ale to nie koniec tej groteski.
Nitras? Jaki pan, taki kram. Człowiek z misją opiłowywania katolików, sam został opiłowany. Symboliczna scena. Jeszcze we wtorek ogłasza dumnie, że sam odchodzi, a już w środę premier Tusk urządza rekonstrukcję rządu i bez słowa wycina swojego partyjnego rycerza z resortu sportu. Jakby coś trzeba było szybko zamieść pod dywan. Ale ten dywan coraz bardziej przypomina gruzowisko.
Człowiek, który zasłynął z brutalnej retoryki wobec wierzących, sam pada ofiarą brutalnych rozgrywek własnej formacji. I czyż nie jest to logiczne? Kto wspólnie z Tuskiem wojuje, ten od Tuska ginie.
Bo przecież to Nitras jeszcze niedawno skakał po scenach Campusu Polska Przyszłości, tej wielkiej, progresywnej imprezy, która w tym roku… po prostu nie odbywa się…, bo młodzi już nie są ani Tuskowi, ani Trzaskowskiemu potrzebni, ani do roznoszenia ulotek, ani do klejenia plakatów, ani to farm internetowych trolli.
W sumie nie wiadomo, czy zabrakło pieniędzy, czy zapału, czy po prostu po wpadce z wulgarnymi okrzykami typu „j**ć PiS” nawet najwierniejsi sponsorzy stracili cierpliwość. A może sam Nitras, współorganizator tej kontrowersyjnej imprezy, nie miał czasu, bo był zbyt zajęty… no właśnie, czym?
Przypomnijmy: był częścią sztabu Rafała Trzaskowskiego. Wedle doniesień, finansował materiały wyborcze z własnej kieszeni. Legalnie? Kto to wie. Ale ta kampania, zbudowana na opluwaniu Karola Nawrockiego, na insynuacjach i agresji, po porażce potrzebowała kozła ofiarnego. Nitras, jako jeden z jej architektów, stał się symbolem przegranej. I został symbolicznie ukarany. Tusk, niczym Piłat, umywa ręce.
Premier, który w ostatnich tygodniach sam zniżał się do ataków w stylu rynsztokowym, powołując się na „autorytety” pokroju Murańskiego z MMA, teraz robi czystkę. Zasady? Spójność? U Tuska nie istnieje coś takiego jak lojalność. Gdy trzeba, poświęca najwierniejszych. A Nitras przecież pasował do tej drużyny. Agresywny, zaczepny, gotowy do najostrzejszych słów wobec katolików, wobec Polaków, wobec tradycji. I co? Teraz został rzucony na pożarcie.
Czy Tusk nie wiedział, co robi Nitras? Czy nie wiedział, kto skandował z młodzieżą na Campusie, kto uczył ich, że patriotyzm to obciach, że wiara to relikt? Wiedział. Doskonale wiedział. Ale potrzebował go wtedy. A teraz już nie potrzebuje. Nitras zrobił swoje, Nitras musi odejść.
I tu docieramy do sedna sprawy. Ten rząd, ta władza, ten nierząd, bo trudno to nazwać inaczej, to układ ludzi, którzy działają bez prawa, bez zasad, bez konstytucji. Oparta na kruchych dealach, medialnych manipulacjach i brutalnym PR-ze konstrukcja wali się na naszych oczach. Telewizja publiczna? W likwidacji. Radio? W likwidacji. Ośrodki kultury? Pod butem politycznych nominacji.
To już trwa prawie dwa lata, a prawdziwa bomba zegarowa dopiero tyka. PiS nie pozostawi tego bez odpowiedzi. Rozliczenia nadejdą. A ci, którzy dzisiaj czują się bezkarni, jutro mogą się obudzić w rzeczywistości, gdzie to oni będą się tłumaczyć prokuratorowi.
Bo przecież kiedy przychodzi do konfrontacji, Tusk zawsze pierwszy ucieka. Do Brukseli, do Berlina, gdziekolwiek. Byle nie ponosić odpowiedzialności. Zawsze ktoś inny ma za niego spadać w przepaść. Nitras? Proszę bardzo. Bodnar? Też się przyda jako kozioł ofiarny. A kto jeszcze? Czas pokaże.
Stanowisko ministra nauki i szkolnictwa wyższego, „póki co”, zachował poseł z Warmii i Mazur, Marcin Kulasek z Lewicy. Przetrwał. Inni wiceministrowie wywodzący się z naszego regionu jeszcze nie wiedzą, co z nimi będzie, ale jak wróble ćwierkają, trzeci wiceminister sportu, niejaki Nalazek, też ma zachować funkcję.
Pytanie tylko, ile jeszcze ten domek z kart będzie trwał? Ile jeszcze razy Tusk opiłuje swoich ludzi, żeby przetrwać? Ilu jeszcze będzie musiał wyrzucić za burtę, byle tylko utrzymać się na powierzchni? I co będzie, gdy w pewnym momencie zniknie kolejny filar tego przypominającego grę w Jenga, ośmiogwiazdkowego obozu?
Marek Adam




