Car z KGB

Aleksiej Nawalny, który został otruty „nowiczokiem” (niezwykle silna, tajna rosyjska trucizna w kilka minut paraliżuje nerwy i mięśnie, prowadząc do zatrzymania akcji serca i śmierci), a wszystkie ślady prowadzą na Kreml, po wyleczeniu w Berlinie i po przylocie do Rosji, w 2-godzinnym filmie ujawnił obszerną (39 razy większą od księstwa Monako) posiadłość Władimira Władimirowicza Putina.[2] Nawalny już wcześniej na kanałach „Алексей Навальный” oraz „Navalny Live” na „You Tube” pokazywał filmy o korupcji administracji Putina. Okazała i pełna włoskiego przepychu rezydencja znajduje się w urokliwym miejscu, na wysokim, wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego, 152 km na północ od Soczi i 18 km na południe od Gelendżyk. Putin, oczywiście, wszystkiemu zaprzecza.

Pomijając współczesne wynalazki jak helikopter, podziemne lodowisko, jacht, komputeryzacja, automatyzacja, łączność radiowa już samego wyposażenia „pałacu Putina” mógłby pozazdrościć Ludwik XIV, „Król Słońce”, który lubił przepych. Jego prapraprawnuk Ludwik XVI, który także lubił pławić się w bogactwie został zgilotynowany przez towarzyszy rewolucjonisty Jana Baptysty Juliusza Bernadotte, sierżanta w armii królewskiej. „Obywatel” Bernadotte w czasie rewolucji (anty)francuskiej awansował na generała, a Napoleon Bonaparte mianował go swoim marszałkiem. W 1810 roku adoptował go król Szwecji Karol XIII. Wziął udział w bitwach po stronie koalicji antynapoleońskich pod Lipskiem i pod Waterloo. „Odwdzięczył się” Napoleonowi. Po śmierci Karola XIII został królem Szwecji jako Karol XIV Jan. Mając władzę, były rewolucjonista mocno ograniczył wolności obywatelskie. W czasie swoich kąpieli nie dopuszczał, by ktokolwiek mu usługiwał. „Ludzki pan”? Nic z tych rzeczy. Po śmierci odkryto, że miał na piersiach wytatuowane: „La mort aux rois” – „Śmierć królom”. Tak to czerwony towarzysz został królem.

Europa również współcześnie nie ma szczęścia do władców. Król Belgów Leopold III w 1940 r. poddał kraj Niemcom i chociaż odmówił współpracy i administrowania pod ich dyktando to nie uchronił kraju przed niemiecką okupacją. Jego podwładni nie chcieli króla-kolaboranta, który poddał swój kraj bez walki i nawet chcieli zniesienia monarchii. Jego syn, Baldwin także nie popisał się odwagą. Nie potrafił sprzeciwić się legalizacji aborcji. W 1990 roku tchórzliwie „abdykował na jeden dzień”, a ustawę za niego podpisali członkowie rządu. Człowiekowi „głęboko wierzącemu” bliżej było do lewactwa niż do katolicyzmu.

Rosją zaś, od 22 lat (z 4-letnią przerwą na premiera) władzę niepodzielnie dzierży czerwony towarzysz Władimir Władimirowicz Putin. Funkcjonariusz KGB w latach 1975 – 1990 z „Imperium Zła” jak określano Rosję Sowiecką. Wtedy nie tolerowano żadnej religii, w szczególności katolickiej. Czerwoni towarzysze zburzyli dziesiątki tysięcy cerkwi i kościołów, w tym słynną, okazałą cerkiew Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, zbudowaną jako wotum dziękczynne za zwycięstwo nad Napoleonem w 1812 roku. Czerwony towarzysz „sławiący dziadziunia Lenina” ubolewał, że „rozpad Sowietskowo Sojuza był największą geopolityczną katastrofą XX wieku”. Dzisiaj Putin ostentacyjnie potrójnie się żegna i „uczy nas duchowości i konserwatyzmu”. A opozycję, jeśli nie uda mu się ją otruć, wsadza do więzień i kolonii karnych. Przy tym były „bojownik o szczęście ludu”, jako „najbogatszy człowiek planety” żyje w przepychu jego kosztem, zgodnie z zasadami: „1) Zawsze mówić jedno a robić drugie; 2) Korupcja – podstawą zaufania; 3) Pieniędzy nigdy zbyt wiele”.

Czerwoni towarzysze od zawsze mieli wielkopańskie ciągotki. W 1949 roku Xawery Dunikowski dedykował na pamiątkę zdjęcie swojej rzeźby „Jaśnie Wielmożnemu Panu Prezydentowi Olsztyna [komuniście – A.G.] Czesławowi Browińskiemu”. „Czerwonymi książętami” byli Maciej Szczepański (łapówkarz i defraudator na szkodę Radiokomitetu na sumę 5 mln zł – lubił żyć w luksusie) i Andrzej Jaroszewicz, „pierwszy playboy PRL-u”. Dzisiaj, na naszym podwórku też nie zabrakło takiego typu władcy. Prezydent Olsztyna, czerwony towarzysz Grzymowicz czci pamięć o zbrodniczej Armii Czerwonej w pomniku zwanym „szubienicami” i, by przypodobać się Putinowi, odnowił go za 100 000 zł.

Zgodnie z pierwszą zasadą, gdy lewactwo „walczy o szczęście ludu”, to cel właściwy, aż nadto jaskrawy, mamy na przykładzie Putina. Czerwoni towarzysze się „uwielmożnili”.

I dlatego „szubienice”, Pomnik Wdzięczności zbrodniczej Armii Czerwonej, symbol lewactwa należy zburzyć.

Antoni Górski

1. „czerwony towarzysz” w odróżnieniu od pozytywnego, szlachetnego znaczenia słowa „towarzysz”;
2. https://www.youtube.com/watch?v=ipAnwilMncI