Idę bić Polskę

Koniec wyborów na urząd Prezydenta RP, poza oczywistym szczęśliwym zakończeniem ma jeszcze drugie dno. Opadający kurz po kampanii wyborczej odsłania wstydliwe sprawki totalnej opozycji, która chciałaby bardzo, aby nikt ich nie zobaczył, a już najmniej, żeby ktokolwiek publicznie te sprawki omawiał.

W latach 60. ubiegłego wieku ulica wielu stolic tzw. Demoludów opowiadała sobie kawał o wyścigu pomiędzy Kennedy’m a Chruszczowem – chodziło tu o wiarygodność mediów w Stanach Zjednoczonych i Związku Radzieckim. Za zbyt głośne opowiadanie tego dowcipu można było trafić do pudła, więc powtarzany półgłosem dotarł aż do warszawskich i krakowskich salonów. Brzmiał on mniej więcej tak: Chruszczow założył się z Kennedy’m kto będzie szybszy na 100 metrów. Co naturalne, młodszy, bardziej wysportowany Kennedy wygrał ów bieg o wiele długości. Na drugi dzień „Prawda” pisała: „Serce Narodu Radzieckiego Towarzysz Chruszczow zajął zaszczytne drugie miejsce, Kennedy zaś był przedostatni”.

Żałoba Rafała po Pałacu Prezydenckim

Podobną retorykę – jeszcze w dniu oficjalnego ogłoszenia wyników wyborów – przyjęła totalna opozycja i jej kandydat Rafał Trzaskowski. Mówił on, że choć jest drugi to wybory wygrał, uzasadniając to rosnącym oporem społecznym wobec polityki rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydenta Andrzeja Dudy. Z dumą zagrzewał do walki „totalsów”, kiedy składali bezsensowne wnioski o wotum nieufności dla ministrów Mariusza Kamińskiego i Zbigniewa Ziobry. Bezsensowne, bo opozycja (która być może sądzi, że ostatnie wybory do parlamentu również wygrała) nie ma większości w Sejmie, więc wyniki głosowania były do przewidzenia już podczas sejmowych dyskusji.

Tego, co Trzaskowski nazwał zwycięstwem nie da się obronić, nawet pomimo wykorzystywania całego aparatu marketingowego warszawskiego ratusza. Ze słupów ogłoszeniowych w stolicy zaczęły znikać niby nic nie mające z kampanią wyborczą wspólnego plakaty stołecznego urzędu dość osobliwie oznajmujące przez ostatni miesiąc, że „spełniamy obietnice. W przyszłym roku wszystkie dzieci będą miały miejsce w przedszkolach”. Nawet zwolennicy Rafała zażenowani spuszczali oczy, bo drugie zdanie było po prostu kolejną obietnicą, która miała dowodzić, że obietnice są spełniane (kwestia żłobków i przedszkoli w Warszawie jest gigantycznym problemem i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić po wakacjach). Nawet urzędnicy prezydenta Warszawy zauważyli, że zwycięstwo nie jest tak pełne, jak mówi Trzaskowski. Złośliwi warszawiacy odkryli, że w wyborczą noc na trzech najnowszych stacjach warszawskiego metra zgasły neony z nazwami stacji. Neony bardzo ładne – trzeba zauważyć – tym bardziej rzucało się w oczy to smutne zaciemnienie.

– To żałoba po wyborach? – pytali na stacjach metra i w serwisach społecznościowych.

Media branżowe dopatrzyły się czegoś innego – spółka Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”, która przez ostatnie trzy miesiące nie zostawiła suchej nitki na rządowej „tarczy antykryzysowej” wystąpiła do rządu o przyznanie pomocy z rządowego programu. Agora (o której od lat wiadomo, że ma potężne problemy finansowe) poprosiła o – bagatela – ponad osiem milionów złotych! Prosiła ten nielubiany i niesprawiedliwy, nie dbający o przedsiębiorców, rząd. Trzy z tych ośmiu już dostała, co niechętnie przyznała ustami swojej rzeczniczki Agnieszki Staniszewskiej. – Pozostałe spółki Grupy Agora, które wnosiły o pomoc finansową, w zdecydowanej większości już ją dostały – dodała Staniszewska.

Agora reszty pieniędzy z rządowej pomocy spodziewa się już w najbliższym czasie w kolejnych transzach. Na razie namówiła pracowników, żeby zgodzili się na obniżkę wynagrodzeń o 20 proc. do końca września.

Sebastian Jargut (źródło: TVP INFO)
Sebastian Jargut (źródło: TVP INFO)

Hailujący pod Platformą

Również po wyborach portal TVP Info opublikował zdobyte skądś zdjęcie Sebastiana J., najwierniejszego człowieka Romana Giertycha, prawnika broniącego spraw Donalda Tuska i co ważniejszych polityków totalnej opozycji. J. odpowiada za finanse polskiego Libertasu, od lat jest nieformalnym ochroniarzem Giertycha – można przeczytać w mediach. I dalej (za TVP Info): „dziś jest bywalcem strzelnic i miłośnikiem broni palnej oraz zadeklarowanym skinheadem i skrajnym homofobem piszącym w internecie pod pseudonimem ‘foka88’ (jego ksywa z młodości to właśnie „Foka”).

Oficjalnie Jargut występuje jako prezes kilku spółek związanych z Romanem Giertychem, a nieoficjalnie jako opiekun jego dzieci, ochroniarz i kierowca”.

Na inkryminowanym zdjęciu – dzisiaj już dość znanym – kierowca Giertycha wyciąga rękę w nazistowskim pozdrowieniu nad stołem z wódką. Zapytany przez dziennikarza o okoliczności wykonania zdjęcia odpowiedział: „Okoliczności nie pamiętam, ale po ułożeniu palców widzę że parę niedociągnięć jest – jak jesteś znajomym to się ujawnij, a jak nie to wal się na ryj”.

Najwyraźniej Donaldowi Tuskowi i liderom PO tak odżegnującym się od faszyzmu i nazizmu lekki mariaż z tą wrogą Polsce i Polakom ideologią ze źródłami w Niemczech, nie przeszkadza.

Wyborcze skargi, wyborcze żale

Totalsi przyznali się również do starań o unieważnienie wyborów prezydenckich. Nie ze względu na sam przebieg wyborów, lecz ze względu na kampanię. Borys Budka, który przewodniczy PO (choć nie wiadomo, na jak długo w związku z wewnątrzpartyjną popularnością Trzaskowskiego) domaga się do Sądu Najwyższego uznania jego skargi i przeprowadzenia wyborów ponownie. A taki był demokratyczny… Przegrywać też trzeba umieć.

Paweł Pietkun