Piotr Grzymowicz

Londyn, Birmingham, Manchester, Edynburg, Bristol, Lincoln, York – to brytyjskie miasta, które odwołały już swoje jarmarki bożonarodzeniowe. Podobnie jarmarki odwołują miasta w większości krajów Europy, również tam, gdzie pandemia nie jest tak groźnym problemem, jakim stała się w Polsce. Olsztyn? Tu władze miasta o rezygnacji z takiego jarmarku milczą – na razie plan jest taki, że jarmark jednak się odbędzie.

To oczywiście nieprawda – nie będzie jarmarku, jeżeli druga fala pandemii w Polsce potrwa choć trochę dłużej. Dzienna liczba zakażeń osiąga już poziom 30 tysięcy osób w skali kraju i ani myśli się zatrzymać – z pewnością jeszcze przez wiele tygodni będziemy odczuwać skutki marszów tzw. Strajku Kobiet oraz organizacji LGBT z niewiadomych powodów również protestujących przeciwko rezygnacji z aborcji eugenicznej, choć przecież homoseksualistów aborcja nie dotyczy zupełnie. Jednak oficjalna informacja o rezygnacji z jarmarku obędzie się pewnie w ostatniej chwili – tak, aby handlowcy nastawieni na wykorzystanie przedświątecznego okresu, boleśnie odczuli, jak ich handlowe i finansowe plany biorą w łeb. Winny będzie oczywiście rząd, który wprowadza kolejne restrykcje i grozi lockdownem, a może nawet go wprowadzi. I to obecny prezydent miasta wskaże tego winnego palcem. – Nic nie mogliśmy zrobić – będzie pewnie tłumaczył. – Rząd nie radzi sobie z pandemią, a samorządy muszą dostosować się do decyzji z Warszawy.

Nikt z zarządu miasta, czy lokalnej tzw. totalnej opozycji nie będzie chciał w grudniu pamiętać, że wybuchu drugiej fali pandemii można było uniknąć rezygnując z organizowania marszów protestacyjnych w całej Polsce, że trafiający do szpitali coraz młodsi ludzie mieliby się całkiem dobrze, gdyby nie decyzje władz wyższych uczelni niby przypadkowo organizując godziny rektorskie w czasie trwania protestów.

Tymczasem w Olsztynie…

„Bożonarodzeniowa atmosfera wypełnia olsztyńskie Stare Miasto już od połowy grudnia. Pojawia się tu Mikołaj rodem z Laponii, renifery zza koła podbiegunowego i prawdziwe psy zaprzęgowe. A wszystko to – i dużo więcej – za sprawą Warmińskiego Jarmarku Świątecznego” – jeszcze w tym tygodniu można było (i pewnie można dalej) przeczytać na stronach Portalu Turystycznego Miasta Olsztyna Visit Olsztyn. I dalej: „Pierwszy Warmiński Jarmark Świąteczny, jako jedyny w regionie, zorganizowano tu w 2009 r. i okazał się on niemałym wydarzeniem. Od tej pory co roku na kilka grudniowych dni olsztyńska starówka staje się przestrzenią iście bajkową. Wszystko za sprawą kolorowych iluminacji i imponujących projekcji mappingowych na tutejszych kamienicach. Już przekraczając Wysoką Bramę, można przenieść się w inną rzeczywistość, pachnącą świerkami i – choć ośnieżoną – emanującą ciepłem mieniących się światełek, barwnych dekoracji oraz wesołej muzyki”. Prawda, że obiecująco?

Piotr Grzymowicz

Uczciwiej byłoby jednak uprzedzić, że szans na taki jarmark nie ma obecnie wcale. Samorządy miast europejskich zrezygnowały ze swoich jarmarków już we wrześniu informując o tym opinię publiczną i nie oglądając się na swoje rządy oraz ich decyzje dotyczące ograniczeń w gospodarce.

A były to jarmarki, przy których ten warmiński, przy całej sympatii do naszych regionalnych tradycji, blednie. Najstarszy jarmark w Wielkiej Brytanii organizowany dorocznie w Lincoln został odwołany pierwszy raz od… 1982 roku. Tak samo frankfurcki kiermasz w Birmingham, który średnio przyciąga co roku ponad pięć milionów odwiedzających.

– Nie możemy znaleźć sposobu, aby zagwarantować wszystkim bezpieczeństwo – informują organizatorzy dodając, ze wrześniowy termin odwołania uroczystości miał umożliwić przedsiębiorcom, którzy pojawiali się na jarmarkach, znalezienie alternatywnego sposobu na zarobienie pieniędzy w okresie przedświątecznym. Co więcej samorządy, które zdecydowały się na rezygnację z jarmarków, szukają rozwiązań, które mogą pomóc świątecznym straganiarzom. Może to będą jarmarki wirtualne? A może promocja internetowego handlu pod marką zawieszonej świątecznej atrakcji?

Miasto bez gospodarza

W biznesie dobrze widziana jest gra fair play. Gra, na którą niestety nie mogą liczyć olsztyniacy.
Temat jarmarku nad Łyną będzie się pewnie pojawiać w lokalnych mediach raz jako zapowiedź wydarzenia, innym razem jako sugestia, że tym razem nie mogą na niego liczyć ani przedsiębiorcy, ani mieszkańcy miasta. O tym, że 2020 rok będzie zapamiętany, jako rok bez kultywowania tej dość młodej olsztyńskiej tradycji, zostaniemy poinformowani w ostatniej chwili, co pozwoli władzom miasta zrzucić odpowiedzialność za nieporozumienia z handlarzami na barki „nie radzącego sobie rządu”.

Jednak tym razem taki manewr może się nie udać. Społeczeństwo, choć wrażliwe na podszepty opozycji, ma swój rozum i doskonale widzi winnych obecnej sytuacji. Wie również, że tzw. społeczne protesty były prowadzone przez „gorące dziewczyny z opozycji”, że całe marsze strajku kobiet były niczym więcej, niż polityczną ustawką, pokazem siły, który miał się odbyć bez względu na konsekwencje, jakie poniesiemy wszyscy. Wie też, że szanse na jarmark są praktycznie żadne. I coraz lepiej widzi, że stolicy Warmii i Mazur brakuje gospodarza, który chciałby zajmować się tym pięknym miastem odpowiedzialnie.

Paweł Pietkun