Ławeczka Trzaskowskiego

No to wreszcie kampania wyborcza ponownie „ruszyła”. Kampania w kampanii. Trochę (a może nie trochę) się zmieniło. Jak był powiedział Szymon „Płaczliwy” Hołownia, „przed metą podjechał busik, który wypakował świeżego kandydata, który dołączył do wyścigu”.

„Świeży” Rafał Trzaskowski chwali się, że ma armię chętnych do zbierania podpisów dla swojego poparcia. W obecnych okolicznościach nie musi bić rekordu, więc na zebranie 100 000 podpisów siedem dni jest aż za nadto. Ale nie. Niecierpliwie przebiera nogami, robi falstart (w czasie biegu? w tej kampanii wszystko już jest możliwe) zbierając podpisy. A to świadczy o lekceważeniu prawa. „Doktryna Neumanna” dopuszcza takie działania. Rwie się do przodu. Wiadomo – „świeży” dobiegnie do mety. Niekoniecznie pierwszy.

W kampanii „dublera” Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jest jednak pewne novum. Gdy startował na prezydenta Warszawy złożył 77 obietnic, z których gdy został prezydentem nie spełnił 72. Za to niespodzianie uraczył warszawiaków i całą Polskę ściekami. Do tej pory rozwożą nieczystości z Czajki po całym kraju – ostatnio ujawniono w Białymstoku. Nie był pilnym uczniem Bronisława Komorowskiego, boby w ślad za nim domyślił się, że tak jak woda, „ścieki też mają to do siebie, że się zbierają a potem spływają do Bałtyku”.

Trzaskowski i prawda

Tym razem składa obietnice negatywne. Zapowiada, że wstrzyma trzy kluczowe inwestycje narodowe i przeznaczy te pieniądze na „poduszkę antykryzysową” i służbę zdrowia. Ma na myśli CPK – Centralny Port komunikacyjny, który (o zgrozo!) ma być budowany w szczerym polu i przekop Mierzei Wiślanej. Tu z kolei siedział pewnie w jednej ławce (później ją za sobą nosił) z Kidawą-Błońska, która odkrywczo stwierdziła, że „gdyby natura chciała, żeby tam był przekop, toby był”. Próbuje wmówić ludziom, że inwestowanie i rozwój są nieopłacalne. Nie wie też, że finansowanie tych inwestycji to nie jest wór bez dna, z którego w dowolnych ilościach da się sypać naiwnym. Wyprzedawanie i „przejadanie” majątku narodowego w postaci spółek Skarbu państwa zamiast inwestycji za czasów PO-PSL/ZSL doprowadziło do „kamieni kupy”. W dodatku nie wie (tak jak i Kidawa-Błońska), że w większości będą to środki nie z polskiego budżetu, a prywatnych inwestorów i Unii Europejskiej. Nie da się ich przeznaczyć na co innego, a co najwyżej można je stracić. Albo Trzaskowski nie ma bladego pojęcia o gospodarce, albo jest tak usłużny wobec zagranicznych przeciwników rozwoju Polski. „Po co CPK w Polsce skoro będzie port lotniczy w Berlinie?” Miał być w 2011 roku. A może też, za torpedowanie polskich projektów, roi mu się, jak jego politycznemu guru Tuskowi, jakaś intratna synekura na salonach brukselskich? Jaki trzeci ma zamysł na razie nie wiadomo.

Tych (anty)obietnic z łatwością jest w stanie dotrzymać, bo bez składania deklaracji wstrzymuje realizację wniosków z tarczy antykryzysowej dla przedsiębiorców. Ma kasę od rządu a zrzuca winę na rząd. Występuje z pozwami do sądów, żądając uchylenia korzystnych dla lokatorów, ale i dla miasta stołecznego (dla niego samego również, bo mógłby się wykazać czymś pozytywnym) rozstrzygnięć Komisji Weryfikacyjnej do spraw dzikiej, a właściwie złodziejskiej reprywatyzacji kamienic warszawskich. Z kim Trzaskowski trzyma?

Na koniec jak ognia unika otwartej deklaracji wspierania LGBTiQ (chociaż jawnie paradował), bo (stara szkoła Tuska) zabiega o głosy spoza „wykształconych z wielkiego miasta”. Zawarł jednak, bez specjalnego rozgłosu, pakt z Zielonymi, którym oprócz zielonych postulatów „obiecał” spełnić: „weto zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej”, „legalizację związków partnerskich (co to za twór?) i marihuany medycznej”. Jasne, naćpać się i cieszyć się z „ciepłej wody w kranie”. O „związkach” wygadał się jego najbliższy współpracownik, Paweł Rabiej: „Jestem za etapowaniem [od etapu – A.G.]. Najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na dzieci”. Pragnie też „zawrzeć małżeństwo homoseksualne, bo w gruncie rzeczy jest to rozwiązanie bardzo konserwatywne”[sic]. W tym temacie swoje dorzuca Borys Budka: „Mówienie o Trzaskowskim, że jest ultraliberałem, to żart! Nazwałbym go liberalnym konserwatystą. Taka zresztą przecież jest Platforma”. No i kto tu jest wstecznym? Cała Platforma dla niepoznaki mieniąca się Obywatelską!

Trzaskowski za całą Platformę najpierw mówi, a potem sam w to wierzy. Zapowiada „koniec ciemnogrodu”. On naprawdę wierzy że Naród Polski jest taki ciemny, że uwierzy w każdą ciemnotę, którą on ludziom próbuje wcisnąć.

To miałby być gospodarz Polski? Na kierownika oczyszczalni ścieków się nie nadaje.

A poza tym „szubienice” powinny być zburzone.

Antoni Górski