obłuda czy hipokryzja - Opinie Olsztyn (debata Olsztyn)

Czarny czwartek – jeden z najtragiczniejszych dni w epoce PRL. Równo 50 lat temu politycy, którzy rządzili w imię robotników, kazali żołnierzom strzelać do ludzi idących do pracy.

Każdy chyba słyszał „Balladę o Janku Wiśniewskim” – czy to w wykonaniu Krystyny Jandy, czy Kazika Staszewskiego – albo oglądał przejmującą, choć dla wielu obrazoburczą, scenę z „Psów”, gdy pijani esbecy niosą kolegę, śpiewając balladę. Wiadomo, że Janek Wiśniewski to postać fikcyjna (być może jego pierwowzorem był 18-letni Zbigniew Godlewski), ale cała pieśń perfekcyjnie oddaje tamte tragiczne chwile. W Gdyni już o 7.00 rano uformował się pierwszy pochód, potem drugi i kolejne. Ludzie śpiewali hymn Polski, ale także pieśni robotnicze oraz Międzynarodówkę.

Według oficjalnych danych, śmierć poniosło łącznie 45 osób, a 1165 zostało rannych.

Najbardziej tragicznym dniem protestów był 17 grudnia 1970 r. – tzw. czarny czwartek, gdy w Gdyni zastrzelono 18 osób, a w Szczecinie – 13 (łącznie w tym mieście zginęło 16 osób); tego dnia kilkaset osób odniosło poważne obrażenia, wielu także bestialsko pobito. Wybrzeże zostało spacyfikowane. Akcję tę nadzorował osobiście obecny w Trójmieście wiceminister MON Grzegorz Korczyński (prawdziwe nazwisko Stefan Kilanowicz)*, zwany „Krwawym Hiszpanem” – jeden z bohaterów Grzymowicza, uczestnik wojny w Hiszpanii, żołnierz tzw. Dąbrowszczaków. Ulicy imienia tych zbrodniarzy w Olsztynie prezydent Grzymowicz broni jak niepodległości Więcej na temat „Dąbrowszczaków” przeczytacie w naszym artykule https://opinie.olsztyn.pl/spoleczenstwo/obroncom-ulicy-dabrowszczakow/.

Jakby tego było mało to, broniący czerwonych morderców z Grudnia ‘70, pan prezydent popisuje się w tym miesiącu niebywała wręcz obłudą. Otóż należący do PZPR oraz związany z partią postkomunistyczną, prezydent Grzymowicz przypomina wstydliwe wydarzenia sprzed 39 lat: –13 grudnia wprowadzono w Polsce stan wojenny, który brutalnie stłumił entuzjazm Polaków, jaki niosła pierwsza „Solidarność” oraz był potężnym ciosem w naszą determinację, w walce o zmiany ustrojowe. Jego efektem była śmierć górników z kopalni „Wujek” i zmasowane represje. To data, która musimy pamiętać, bo dotyczy najdramatyczniejszych dni w najnowszej historii Polski. Jednocześnie jest także dobrym punkt odniesienia do czasu i miejsca, w którym dzisiaj jesteśmy.

PINOKIO

Czy Piotr Grzymowicz wtedy też był przeciwny i dyskutował? A może to tylko puste słowa aby przypodobać się politycznie „obrońcom demokracji”? Bez względu na motywację intencje prezydenta można oceniać jako nieszczere. Dodatkowo cynicznie wykorzystuje dramat tamtych lat zestawiając z obecnymi czasami.

– Jak myślisz Janie, zapytał pan hrabia zwijając gazetę – czy postawa prezydenta Grzymowicza to obłuda, cynizm czy hipokryzja???
– Ja tam się nie znam na chorobach Jaśnie Panie, powiedział Jan stojąc w drzwiach – ale ja myślę że to zwykłe kurewstwo.

Grażyna Paździoch


Od redakcji:

Grudzień 1970, wydarzenia grudniowe, rewolta grudniowa, wypadki grudniowe, masakra na Wybrzeżu – protesty robotników w Polsce w dniach 14–22 grudnia 1970 (demonstracje, protesty, strajki, wiece, zamieszki) głównie w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie i Elblągu, stłumione przez milicję i wojsko.

Geneza protestów grudniowych

Bezpośrednią przyczyną strajków i demonstracji była wprowadzona 12 grudnia podwyżka cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych oraz innych artykułów spożywczych. Decyzję w tej sprawie podjęto 30 listopada 1970 na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR. Od 8 grudnia w Ministerstwie Obrony Narodowej i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych rozpoczęto przygotowania w ramach „ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego”, a 11 grudnia jednostki MSW zostały postawione w stan pełnej gotowości. 12 grudnia wieczorem za pośrednictwem radia poinformowano społeczeństwo o podwyżkach cen żywności głównych artykułów, średnio o 23% (mąka o 17%, ryby o 16%, dżemy i powidła o 36%). 13 grudnia komunikaty o podwyżkach cen podała prasa.

Przebieg

Społeczeństwo zareagowało protestem. Zbierano się na wiecach, domagając się od władz cofnięcia podwyżki, uregulowania systemu płac (w szczególności zasad naliczania premii) i wreszcie odsunięcia od władzy odpowiedzialnych za podwyżkę (m.in. Władysława Gomułki, Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kociołka).

W poniedziałek 14 grudnia robotnicy ogromnego zakładu przemysłowego – Stoczni Gdańskiej im. Lenina odmówili podjęcia pracy i wielotysięczny tłum przed południem udał się pod pobliską siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku.

Władze PZPR (Biuro Polityczne w składzie: Władysław Gomułka, Marian Spychalski, Józef Cyrankiewicz, Ignacy Loga-Sowiński, Mieczysław Moczar, Wojciech Jaruzelski, Alojzy Karkoszka, Zenon Kliszko, Kazimierz Świtała, Tadeusz Pietrzak) na wieść o wydarzeniach w Gdańsku wydały rozkaz użycia broni palnej przeciwko demonstrującym, przy czym strzały po ostrzegawczej salwie w górę zgodnie z rozkazem Gomułki miały być oddawane w nogi. Nastąpiła interwencja 550 czołgów i 700 transporterów opancerzonych 8 Dywizji Zmechanizowanej. Do walki z demonstrantami ruszyło 5 tysięcy milicjantów i 27 tysięcy żołnierzy, Wybrzeże zostało spacyfikowane. Akcję tę nadzorował osobiście obecny w Trójmieście wiceminister MON Grzegorz Korczyński.

Zbigniew Godlewski niesiony na drzwiach przez grupę mężczyzn
Zbigniew Godlewski niesiony na drzwiach przez grupę mężczyzn

Bilans wystąpień

W wyniku represji w grudniu 1970 zostało zabitych 41 osób: 1 w Elblągu, 6 w Gdańsku, 16 w Szczecinie i 18 w Gdyni. Ranne zostały 1164 osoby. Zatrzymano przeszło 3 tysiące osób. W wyniku starć oraz wypadków zginęło też kilku funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy LWP, a kilkudziesięciu zostało rannych. Zniszczeniu uległo kilkanaście pojazdów wojskowych, w tym transportery BTR i czołgi. Podpalono 17 gmachów (w tym budynki Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku i Szczecinie), rozbito 220 sklepów, podpalono kilkadziesiąt samochodów.

Niektórzy historycy twierdzą, że ze względu na liczbę ofiar, wewnątrzpartyjne rozgrywki w PZPR posłużyły skompromitowaniu Gomułki i w efekcie odsunięcia go od władzy (na stanowisku pierwszego sekretarza KC PZPR zastąpił go 20 grudnia Edward Gierek). Hipotezy te potwierdza do pewnego stopnia fakt rozbicia ośrodka decyzyjnego na zwalczające się stronnictwa (Kliszko, Kociołek i Pietrzak), reprezentujące partię. Brak jasnej strategii działania i porozumienia między tymi ugrupowaniami był prawdopodobnie jedną z głównych przyczyn tragicznych wydarzeń.

Z dokumentów IPN wynika, że grudniowe zajścia nie ograniczyły się do Wybrzeża. Do demonstracji i strajków doszło także w Krakowie, Wałbrzychu i innych miastach. Według ustaleń historyków w głębi kraju strajkowało wtedy ponad 20 tysięcy osób.

Odpowiedzialność dygnitarzy

Do upadku ustroju socjalistycznego nikt z decydentów nie poniósł odpowiedzialności za wydarzenia grudniowe 1970. Jedynym oficjalnym gestem było przeproszenie za błędy i obietnica „ludzkich rządów” podczas spotkania Gierka z robotnikami w Gdańsku po zajściach na Wybrzeżu. Gomułka również nie wziął na siebie odpowiedzialności, obarczając nią część członków plenum KC, ale w liście do Gierka, napisanym 6 lutego 1971, wyznał: „Zająłem stanowisko, że w obliczu brutalnego gwałcenia porządku publicznego, masakrowania milicjantów, palenia gmachów publicznych itp. należy użyć broni wobec napastników, przy czym strzelać należy w nogi”.
Zmiana ustroju umożliwiła zmianę tego podejścia. W 1995 ówczesna Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku wniosła do Sądu Wojewódzkiego akt oskarżenia przeciwko Jaruzelskiemu, Kociołkowi, Tuczapskiemu oraz dowódcom wojsk tłumiących protest. Pierwsza rozprawa odbyła się w marcu 1996. 3 lata później proces przeniesiono do Warszawy.

* Stefan Kilanowicz urodził się 17 czerwca 1915 r. w Warszawie w ubogiej robotniczej rodzinie. Około 1934 r. wstąpił do Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Potem zradykalizował się i nawiązał kontakt z działającą w podziemiu Komunistyczną Partią Polski.

W styczniu 1937 r. Kilanowicz był już za Pirenejami. Walczył w szeregach słynnej XIII Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego, jak wielu przyszłych peerelowskich dygnitarzy. Najpierw dowodził plutonem ckm, a potem służył w szwadronie kawalerii.

Wieść o jego frontowych wyczynach dotarła do złowrogiego komisarza Brygad Międzynarodowych André Marty’ego. Musiały zrobić na Francuzie duże wrażenie, skoro jesienią 1938 r. postanowił przenieść Kilanowicza do swojego przybocznego komanda. Zadaniem tego specjalnego oddziału było utrzymanie „ideologicznej czystości” kadr armii republikańskiej, czyli wykonywanie potajemnych (żeby nie obniżać morale krwawymi spektaklami) egzekucji na żołnierzach podejrzanych o trockizm czy przynależność do wyimaginowanej „piątej kolumny”. Ponieważ Marty, zwany także „Rzeźnikiem z Albacete” (miasto, w którym rezydował), dorównywał obsesyjną podejrzliwością Stalinowi, młody interbrygadzista musiał mieć dużo „mokrej roboty”. Według raportów przesyłanych do Moskwy z rozkazu szefa Brygad zamordowano co najmniej 500 „niepewnych” komunistycznych ochotników. Ilu ich było naprawdę, nie sposób dziś ustalić.

W sierpnia 1942 r. Grzegorz Korczyński, bo takie imię przyjął w krajowej konspiracji nasz bohater, przybył na Lubelszczyznę. PPR wyznaczyła mu zadanie skonsolidowania i ożywienia działalności Gwardii Ludowej, komunistycznej partyzantki, która od kilku miesięcy działała w rejonie Kraśnika. Składało się nią kilka niewielkich band, które bały się atakować Niemców, za to chętnie grabiły okoliczne chłopstwo. Ich szefowie byli często przedwojennymi wiejskimi rzezimieszkami. Otrzymana od komunistów broń i wojenne bezprawie tylko ich rozzuchwaliły.

Pomimo że już we wrześniu 1942 r. oddział Korczyńskiego liczył około stu partyzantów, nadal nie podejmowano większych działań przeciw Niemcom. Jego walka z okupantem ograniczała się do tak „spektakularnych” akcji jak palenie kontyngentowego zboża, niszczenie stacji kolejowych, czy „bohaterskiego” wymordowania niemieckiej rodziny Ebertów mieszkającej w Księżomierzy. Na wszystkie akcje komunistycznych partyzantów Niemcy odpowiadali krwawymi represjami wobec ludności cywilnej. Jak donosił kontrwywiad AK, wieś Pikulin pod Janowem Lubelskim została całkowicie spalona, a przeszło 130 jej mieszkańców zamordowanych – w Goliszowcu spalono wszystkie zabudowania, zabijając 34 osoby.

W listopadzie oddział Korczyńskiego pojawił się w Ludmiłówce, wsi położonej około 15 km od Kraśnika. W niej, oraz okolicznych osadach i lasach, ukrywało się około 100-150 Żydów. Dowódca GL zażądał od nich ogromnej kwoty 600 tys. zł, rzekomo na zakup broni dla swoich ludzi. Zastraszonym nieszczęśnikom udało się zebrać żądaną sumę. Korczyński zabrał pieniądze i wraz z większością partyzantów wyjechał ze wsi, pozostawiając na miejscu jedynie kilku członków swojego sztabu. Na odchodne zobowiązał ich do dalszego „pobierania opłat” od Żydów. Nie musiał im tego dwa razy powtarzać. Gwardziści bezlitośnie grabili starozakonnych, opornych zabijając na miejscu.

Gdy Korczyński wrócił do Ludmiłówki jego ludzie na miejscu rozstrzelali około 30 osób, schwytanych przeciwników z PPR i Żydów ukrywających się we wsi. Potem gwardziści przez kilka tygodni przeczesywali okoliczne lasy w poszukiwaniu pozostałych przy życiu starozakonnych. Odnalezionych nieszczęśników najpierw okradano, a potem zabijano nie tylko z broni palnej, ale także granatami, drewnianymi kołkami i innymi przypadkowymi narzędziami. Jeden z uczestników zbrodni, Jan Wojtaszek, wspominał po latach:

„W lesie gościeradowskim otoczyliśmy dwa żydowskie bunkry. Jeden z partyzantów, Wasik, wszedł do bunkrów i polecił znajdującym się tam Żydom wyjść. Z bunkrów wyszło 9 względnie 10 osób. (…) Krótko z nimi rozmawiał »Grzegorz« [Korczyński – red.] następnie polecił im rozbierać się do bielizny. (…) Do rozebranych kazał »Grzegorz« strzelać. (…) Chciałbym zaznaczyć, że rozebranym kazaliśmy stawać nad wejściem do bunkra tak, że po strzale ciała wpadały do środka, tam je pozostawialiśmy, nie grzebiąc ich. Garderobę zabitych z polecania »Grzegorza« zabrał oddział. Ja wówczas dostałem płaszcz wojskowy, »Iwan« [jeden z partyzantów – red.] zaś otrzymał buty z cholewami”.

Ogółem z rąk partyzantów Kilanowicza zginęło w Ludmiłówce i okolicach około stu Żydów. Co ważne, po wojnie Korczyński i jego towarzysze starali się likwidować wszystkich, którzy za dużo mówili o tej zbrodni.

Źródło: https://naszahistoria.pl/krwawy-hiszpan-wszystkie-zbrodnie-gen-grzegorza-korczynskiego/ar/c15-10788988

Korczyński