pulspowiatu

Kiedy ponad 20 lat temu pracowałem dla jednej z lokalnych olsztyńskich gazet po raz pierwszy zetknąłem się z realnym zagrożeniem zasypania Olsztyna śmieciami – a to wskutek strajku pracowników zajmujących się – generalnie to ujmując – wywozem śmieci. Od tamtej pory problem nie został rozwiązany – i to najlepszy sygnał dla mieszkańców miasta, którzy mogą zobaczyć, że kolejni włodarze miasta powtarzając kadencje powtarzają błędy, na które olsztyniaków po prostu nie stać.

Pracownicy Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi zapowiadają strajk. Na razie ostrzegawczy – ma on zwrócić uwagę na problem nierozwiązany od grubo ponad dwóch dekad. Jeżeli podległe miastu przedsiębiorstwo nie spełni postulatów pracowników całkiem realna wydaje się groźba strajku generalnego, czyli… zsypania Olsztyna śmieciami. Nie pierwszy to raz, kiedy pojawia się groźba utopienia miasta w śmieciach. Tym razem jest poważniejsza, bo pracownicy (i związki zawodowe) mają więcej świadomości na temat, wiedzą jak jest i jak powinno być zarządzane przedsiębiorstwo tego typu.

Żądania pracowników są od lat takie same – podwyżka i dodatek za pracę w szkodliwych warunkach. Czy mają rację?

Nie tylko wynagrodzenia

Bezspornie praca z odpadami nie jest ani przyjemna, ani zdrowa. Nigdy nie było inaczej. Ale dochodzi jeszcze jedno zmartwienie – pracownicy i związkowcy zdradzają, że tak naprawdę boją się o swoje wypłaty i miejsca pracy. Boją się, bo choć firma – jak zapewnia zarząd – inwestuje i modernizuje się, tak naprawdę wydajność ZGOK-u spada z miesiąca na miesiąc, co doskonale widzą co bardziej uważni obserwatorzy.

Zarząd spółki mówi pracownikom wprost: większe wypłaty? Proszę bardzo, ale będziemy musieli podnieść ceny. A przecież ZGOK przy niemałym niezadowoleniu mniejszych samorządów już podniósł ceny – i to podniósł je niemało!

Ta ewentualna wciąż, kolejna podwyżka uderzy oczywiście w mieszkańców Olsztyna.

To nie jedyny problem zakładu. Trwa tam również poważny konflikt pomiędzy udziałowcami – 37 samorządami, które zdecydowały się wejść z Olsztynem do spółki godząc się na to, żeby stolica regionu była głównym, 54 proc. udziałowcem po wniesieniu aportem majątku w postaci jednej z nieruchomości.

To znamienite, że pod rządami kolejnych prezydentów miasta – szczególnie Czesława Małkowskiego i Piotra Grzymowicza – temat śmieci po raz kolejny wraca pokazując, jak bardzo zaniedbany był (i wciąż jest) to obszar naszego miejskiego życia. A doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jest to obszar jedyny.

Słowa, słowa, słowa…

Doskonale pamiętam – pewnie prezydenci także – konferencje prasowe z końca lat 90. ub. wieku, na których triumfalnie oświadczano, że problem raz na zawsze został rozwiązany i nigdy nie powróci. Niewiele – poza konferencjami – się zmieniło.

To dziwne, bo przynajmniej od dekady kwestia umiejętnego gospodarowania odpadami to szansa na niemałe dochody gmin pozwalające na kolejne inwestycje, czy zmniejszenie lokalnych podatków. Wiedzą o tym doskonale samorządy z większości krajów Europy Zachodniej. Wydaje się, że o gospodarowaniu odpadami nie wie tylko samorząd Olsztyna. Samorząd, którego niezmienni liderzy tak pięknie potrafią opowiadać o świetlanej przyszłości miasta – to piękne wizje, choć niestety to tylko wizje. Od dekad niezmienne, pełne frazesów i słów, które chyba wszystkim się osłuchały.

Problem z olsztyńskimi śmieciami to doskonały moment na to, żeby mieszkańcy miasta podsumowali komu nie warto dawać mandatu zaufania, kto zasługuje na to, żeby zajmować się gospodarowaniem miasta, które ma wszystkie warunki, aby stać się perłą regionu.

To również dobry moment, aby ocenić niektórych publicystów ze stolicy Warmii. Publicystów, którzy z taką ochotą dzielą się swoimi przemyśleniami na tematy wielkie – krajowej, a często międzynarodowej polityki, ustrojów społecznych i gospodarczych. Problem w tym, że nie rozglądają się dookoła siebie – z perspektywy mieszkańców miasta ich górnolotne słowa na temat konieczności wprowadzenia zmian w polityce krajowej, a bywa, że i całej Unii Europejskiej, są poza znaczeniem w perspektywie nieprzejezdnych ulic, zasypanych psującymi się odpadkami i przypominających ulice XIX wiecznego Londynu. Debaty na temat ani widu, ani słychu.

Paweł Pietkun