Piotr Dziadul

Prezentowany poniżej tekst jest pozytywnym przykładem z życia codziennego, inicjatywą grupki osób, które postanowiły zrobić coś dobrego dla siebie i innych ludzi.

Bardzo chętnie będziemy publikowali tego rodzaju informacje, wraz z załączonymi ewentualnie zdjęciami czy grafikami. Teksty do nas przysłane do publikacji nie podlegają żadnej cenzurze, o ile nie obrażają uczuć innych osób. Serdecznie zapraszamy do współpracy redakcja@opinie.olsztyn.pl.

Poniższy tekst publikowany jest za wiedzą i zgoda wszystkich zainteresowanych stron, w tym autora i redakcji Gazety Olsztyńskiej.


O tym, jak wyglądają poglądy, podziały i działania po prawej stronie sceny politycznej, co oznacza pojęcie bezpieczeństwa kraju, rozmawiamy dzisiaj z Piotrem Dziadulem, koordynatorem Stowarzyszenia „Pilnujmy Polski”.

— W Polsce patriotyzm kojarzy się przede wszystkim, przez naszą historię, z walką zbrojną, z oporem. Dzisiaj coraz częściej słyszymy, że ważniejszy od tej romantycznej tradycji jest wywodzący się z pozytywizmu patriotyzm gospodarczy…

— Oczywiście, jest tak, jak pan wspomina. Patriota chwytał/chwyta za broń w momencie bezpośredniego zagrożenia. Zdecydowanie jednak pełniejszym uczuciem jest czynny patriotyzm realizowany m.in. poprzez wymieniany przez pana patriotyzm gospodarczy w trakcie pokoju. Trzeba tak intensyfikować wszystkie poczynania oraz wysiłek intelektualny, gospodarczy, militarny, społeczny, aby najpełniej i najszerzej służył naszemu narodowi i państwu. Nie stać nas na marnotrawstwo sił i środków w tym zakresie, a nasze otoczenie i realia nie wybaczają tego typu zaniedbań. Z jednej strony „Si vis pacem para bellum” (Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny) jest cały czas aktualne na wszystkich możliwych płaszczyznach, z drugiej, równie ważnej, rozbudowa oraz dbanie o rozwój naszego państwa to jest proces, który dla nas nie ma końca.

— Jakie części gospodarki państwo powinno wspierać najmocniej?

— To bardzo delikatna sprawa. Wspieramy już od paru lat gospodarkę morską. Mam tu na myśli przemysł stoczniowy. I efekty są nikłe… delikatnie rzecz biorąc. Zwracam uwagę na fakt likwidacji nawet samego Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, które to właśnie miało wspierać wspomniany przemysł stoczniowy. Kluczowym jest tu aspekt, kto doradza oraz kto podejmuje decyzje przy tego typu procesach, i to, czy przypadkiem po drodze nie załatwia swoich prywatnych/grupowych lub zleconych interesów. Trzeba być ostrożnym w tym zakresie i eliminować tego typu proceder. Żyjemy w czasach przełomu. W mojej ocenie własny przemysł zbrojeniowy wymaga szczególnej pielęgnacji. Należy także dołożyć wszelkich starań, aby polskie pomysły technologiczno-przemysłowe oraz nasze innowacje nie były wysysane przez zagraniczne podmioty, a następnie sprzedawane jako „własne”. W ten sposób nigdy nie wyrwiemy się z pułapki średniego rozwoju. Wygramy, gdy od myśli/ pomysłu poprzez realizację, a kończąc na produkcie — będzie on polski.

— Co z polskim rolnictwem? Czy powinniśmy stawiać na wielkie fermy, czy raczej na
gospodarstwa rodzinne?

— Jedno nie wyklucza drugiego, bo aby zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe, potrzebujemy wyspecjalizowanych gospodarstw rolnych. Jednak proszę zwrócić uwagę, że rośnie świadomość konsumencka odnośnie produktów tzw. ekologicznych i tu jest zdecydowana szansa właśnie dla polskich, rodzinnych gospodarstw rolnych ukierunkowanych na ten sektor. Podobną szansą dla rodzinnych gospodarstw rolnych jest agroturystyka. Warmińsko-Mazurskie to region ze szczególnym potencjałem w tym aspekcie.

— Jaką rolę w życiu społecznym powinien odgrywać Kościół?

— Taką, jaką odgrywa. Przewodnika duchowego narodu polskiego. Strażnika i obrońcy naszej tożsamości religijnej, biorącego aktywny udział w życiu społecznym naszego państwa i narodu. Dziś „stary, czerwony wróg” wrócił w nowej odsłonie. Mam tu na myśli ofensywę ideologii lgbt. Stąd, jak już w historii bywało, aktualnie potrzebujemy „Kościoła walczącego”. Cofanie się i udawanie, że nie ma problemu, czy karygodna bierność oznaczają tylko powolną śmierć naszych wartości. Napawa radością postawa i przykład w tym zakresie abp. Marka Jędraszewskiego, jak i wielu „szeregowych” księży.

— Wiele się ostatnio mówi o równouprawnieniu kobiet. Czy da się pogodzić tradycyjną rolę kobiety z coraz większą ich obecnością w życiu społecznym, politycznym i gospodarczym?

— Część współczesnych kobiet chce dziś być silniejsza od mężczyzny. Tym samym zatraca i redukuje swoją kobiecą tożsamość. Oczywiście proszę mnie dobrze zrozumieć: kobiety często doskonale sprawdzają się na wysokich stanowiskach państwowych, naukowych czy w biznesie. Nie jest jednak tak, że udaje się to pogodzić tak zupełnie bezkolizyjnie z wspomnianą właśnie tradycyjną rolą kobiety. Nieprzypadkowo sytuacja kobiet jest najlepsza w świecie chrześcijańskim. Tak więc czym innym jest szacunek dla kobiet, a czym innym marksistowska emancypacja środowisk lewicowych, których hasła co najwyżej obrażają kobiety, suflując kłamstwo, że największym prawem kobiety powinno być prawo do aborcji…

— Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Jaka ta Unia powinna być, patrząc z punktu widzenia polskiego interesu narodowego?

— UE to sojusz wolnych i niepodległych narodów, a co za tym idzie i niepodległych państw stworzonych przez ww. narody zamieszkujące Europę. Absolutnie obca jest mi idea superpaństwa europejskiego pod egidą Niemiec i Francji, współpracujących gospodarczo z Rosją. Trzeba mieć świadomość, że to projekt niosący zagrożenie dla niepodległości państwa polskiego. Pomijając już fakt, że to projekt, który może się okazać nie do zrealizowania… Tutaj powinniśmy jako Polacy zachować daleko idącą ostrożność.

(c.d.n)

Stanisław Kryściński