Wojna

Kilka dni temu przechodziłem wieczorem obok naszego biura, przed którym w czasie ulicznych protestów zbierają się zwolennicy aborcji. Na schodach paliło się trochę zniczy, leżały ulotki i plakaciki. Przy zniczach stała dwójka młodych ludzi: kobieta i mężczyzna. Wywiązała się między nami rozmowa, początkowo trochę nerwowa, ale potem już można ją było nazwać rzeczywistym dialogiem. Rozwinęła się w wiele wątków, ale opiszę jeden – najważniejszy.

W pewnym momencie moi rozmówcy powiedzieli, że uczestnicząca w rozmowie Pani jest w ciąży. Wobec tego zapytałem jak to możliwe, że mój rozmówca – jako ojciec wspiera działania aborcyjne. Powiedział, że to jest sprawa jego partnerki i to ona powinna decydować czy urodzić dziecko.

No ale to Pan jest ojcem i nie chce Pan bronić życia swojego dziecka? – zdziwiłem się.

To moja partnerka powinna decydować – odpowiedział mi mężczyzna.

Pan nie chce decydować o swoi dziecku? – nie odpuszczałem.

To partnerka decyduje – trzymał się swego.

Rozmowa zeszła na inne tematy, ale świadomie kilkakrotnie zwracałem się do mężczyzny: czy czuje się ojcem? I dlaczego nie zamierza chronić swojego dziecka? A gdyby za tydzień pana partnerka chciała pana zostawić i oświadczyłaby, że już nie chce mieć z Panem dziecka, to też powiedziałby Pan, że aborcja jest OK?

Z czasem zauważyłem, że u mojego rozmówcy zaczęło się chyba odzywać ojcowskie sumienie, bo już nie był taki pewny, że powinien pozbywać się swoich ojcowskich praw do współdecydowania o swoim dziecku. Przysunął się do swoje partnerki i objął ją.

I wtedy nastąpił gwałtowny zwrot akcji. Kobieta ruszyła na mnie ostro:

Niech Pan ze mną rozmawia! Ja tu jestem do rozmowy, czemu Pan tylko na Niego patrzy?

Patrzę raz na Pana, raz na Panią i rozmawiamy wspólnie – odpowiedziałem.

Jeszcze kilka zdań w jedną i druga stronę, i Pani zgrabnie i uprzejmie kończyła rozmowę:

– Pan pewnie chciałby już odpocząć. Dziękujemy, że Pan zechciał z nami porozmawiał.

Kiedy już rozchodziliśmy się, jeszcze raz rzuciłem:

– Jest pan ojcem. Niech Pan chroni swoje dziecko!

Reakcji już nie było, odeszli trzymając się za ręce.

Na aborcyjnych marszach często widać pary młodych ludzi. Mężczyźni z reguły idą niby razem, ale są pół kroku z tyłu i nie do nich należy inicjatywa. Bywa, że kobiety niosą plakaciki z obelżywymi hasłami proaborcyjnymi. On z boku. Pewnie podobnie jak młody człowiek, z którym rozmawiałem, także uważają, że o życiu ich synów i córek powinny decydować wyłącznie ich żony, albo partnerki, a oni są tylko dostarczycielami nasienia.

Jerzy Szmit