Za dwa lata Gietrzwałd będzie świętował 150. rocznicę objawień. Coraz realniej brzmi zapowiedź, że w sanktuarium pojawi się — zaproszony przez Prezydenta RP — papież Leon XIV. Od niedzielnego odpustu minęło kilka dni. Warto do niego wrócić. Słowa, które w tym roku padły na gietrzwałdzkich błoniach, powinny mocno rezonować w naszej codzienności.
Z Gietrzwałdu już raz wyszła iskra nadziei — płomień, który rozpalił i serca, i sumienia. Wezwanie Maryi skierowane do całego narodu za pośrednictwem dwóch młodych dziewcząt było wezwaniem do nawrócenia, do trzeźwości, do odrzucenia rozwiązłości i wyniszczających nas kłótni.
Odpowiedź na to wezwanie była przygotowaniem do odzyskania przez Polskę niepodległości. Niepodległość rodziła się najpierw w sercach i sumieniach — szczerą ekspiacją za grzechy, pokornym pielgrzymowaniem w nadziei na Boże miłosierdzie, żarliwą modlitwą różańcową. Ta osobista niepodległość, aby zaowocować wolną Polską w wymiarze narodowym, potrzebowała pięćdziesięciu lat.

W niedzielę 14 września do Gietrzwałdu przybyło kilkadziesiąt tysięcy pątników. Większość z samej Warmii, ale nie brakowało także tych, którzy potrafili przejść nawet ponad sto kilometrów, by uklęknąć w miejscu, gdzie 148 lat wcześniej objawiła się Matka Boża. I to mimo deszczu, który w tym roku towarzyszył krokom pielgrzymów.
Ci, którzy ten wysiłek podjęli, byli świadkami czegoś naprawdę niezwykłego. Bo czymś niezwykłym wypada nazwać przywracanie pamięci — i to w czasach, kiedy wielu z nas nie chce pamiętać albo woli odwracać oczy od prawdy.
148 lat temu Polski nie było na mapach świata. Naród pogrążony był w rozprzężeniu i rozpaczy po kolejnych nieudanych powstaniach narodowych. Polaków było zaledwie piętnaście milionów. Pijaństwo, rozwiązłość, swarliwość dotykały najwrażliwszych tkanek narodu. W Kościele brakowało kapłanów…
A jednak na wezwanie Maryi Polacy wzięli do rąk różaniec. I po pięćdziesięciu latach Polska wróciła na mapy świata. Nic dziwnego, że dziś, kiedy stajemy w obliczu zagrożeń zarówno duchowych, politycznych, jak i całkowicie materialnych, wezwanie Maryi sprzed 148 lat brzmi tak aktualnie.
W słowach skierowanych w tym roku do pielgrzymów zebranych na błoniach gietrzwałdzkich, przy Cudownym Źródełku, w mocny sposób wypowiedział to ordynariusz ełcki, biskup Jerzy Mazur. Wołał o traktowanie różańca jako „koła ratunkowego” na obecne czasy — koła, które z nadzieją mocno chwytamy.
Nie wahał się też jasno wskazać na zagrożenia, które spadają na nas za sprawą obecnej władzy w Polsce. Wymienił wśród nich „zdejmowanie krzyża z przestrzeni publicznej”, „wyprowadzanie w białych rękawiczkach lekcji religii ze szkół”, a także nowy przedmiot wprowadzany do szkół pod przewrotną nazwą „edukacji zdrowotnej”.

Biskup w mocnych słowach apelował, aby rodzice „głęboko rozważyli posyłanie (…) dzieci na te lekcje”. Ordynariusz ełcki nie wahał się nazywać rzeczy po imieniu. Jasno wskazał, że w dzisiejszym świecie z grzechu czyni się rozrywkę, a z zabijania życia poczętego — prawo człowieka. Przypomniał także, że do przemiany serc nieodzowna jest cierpliwość, stałość i odwaga.
Bp Jerzy Mazur wołał o postawienie wiary w centrum życia — wzorem Maryi i Józefa. Wołał słowami papieża Franciszka: „nie pozwólmy, by nam skradziono nadzieję”.
Tegoroczne zawierzenie Maryi miało po tych słowach wyjątkową siłę. Aktowi zawierzenia towarzyszyło poświęcenie dwóch figur Matki Bożej Gietrzwałdzkiej — pierwszych z planowanych 150 róż różańcowych. Jedna z nich trafiła do ośrodka Ruchu Światło–Życie w Nowym Kawkowie, druga do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Suwałkach.
Obie figurki rozpoczną peregrynację po parafiach. Ta z Suwałk także wzdłuż tzw. Przesmyku Suwalskiego — tam, gdzie trwa wojna hybrydowa przeciw Polsce i jest prowadzona w wyjątkowo bezwzględny sposób, za pomocą ludzi, którzy sami cierpią — migrantów nasyłanych na Polskę przez białoruską granicę.
Tegoroczny odpust w Gietrzwałdzie w widoczny sposób był przygotowaniem do wielkiego jubileuszu 150-lecia objawień Maryi. Swój list do uczestników uroczystości przesłał prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki.
Prezydent nie tylko przypomniał niezwykłą historię objawień Maryi w Gietrzwałdzie i ich rolę w historii Polski, ale także zaproszenie, które niedawno skierował do papieża Leona XIV, by odwiedził Polskę w roku zbliżającego się jubileuszu. Możliwe więc, że już za dwa lata uroczystościom na błoniach gietrzwałdzkich przewodniczyć będzie sam papież.

Każdy, kto uczestniczył w tegorocznych uroczystościach lub oglądał je na żywo, zapewne potwierdzi wyjątkowość tego, co działo się przy Cudownym Źródełku. Uczestniczyło w nich wiele osób, które jeszcze niedawno aktywnie angażowały się w oddolną akcję obrony Gietrzwałdu przed budową nieopodal sanktuarium maryjnego gigantycznego centrum dystrybucyjnego sieci Lidl.
To ich często wyszydzany sprzeciw, ich cierpliwość, stałość i wytrwałość pozwalają wierzyć, że za dwa lata, gdy — daj Boże — uroczystościom w Gietrzwałdzie przewodniczyć będzie głowa Kościoła katolickiego, nad piękną warmińską ziemią, nad bazyliką gietrzwałdzką i miejscem objawień Maryi nie będzie górował żaden gigantyczny obiekt wypełniony tysiącami ton śmieci.

To właśnie te wysiłki i to ciągłe, często niedoceniane działanie są podstawą starań o to, by sanktuarium w Gietrzwałdzie zostało ogłoszone Pomnikiem Historii. Są także dowodem na prawdziwość, cytowanego w niedzielę w Gietrzwałdzie wezwania: „nie pozwólmy, by nam skradziono nadzieję”.
Marek Adam




