inwazja LGBT

Przez pięć lat, z braku innych pomysłów, totalna opozycja powtarzała bez „końca Konstytucja, Konstytucja”. Pod koniec kampanii prezydenckiej Konstytucja poszła jednak w kąt, a najważniejszym polskim problemem stało się samopoczucie aktywistów spod tęczowego sztandaru. „Totalsi” mogli więc odetchnąć.

Po pierwsze skończyły się pytania o ich program. Głowy od intelektualno-programowego wysiłku odpoczną. Nawet ci z TVN przestaną dopytywać. Program w końcu jest, wiadomo – każdy wie jaki. Może trochę za dużo Rafał powiedział, że lotniska i kanału nie będzie, ale on jako kowal hobbysta gorącym żelazem co trzeba będzie wypalał, a i wyrazisty musi być przecież. Program jest prosty – żeby było – jak było. A jak było, kiedy było, kto był, gdzie był i co z tego miał to wiadomo.

Po drugie totalna opozycja przestanie być kojarzona z brzydką, nieco wymiętą, noszoną przez kilka lat koszulką Pana Lecha Wałęsy z napisem Konstytucja. Tym bardziej, że raz wspomnianą koszulkę nosił na wierzchu, innym razem pod marynarką – co robiło szczególnie komiczne wrażenie.

Po trzecie tęczowi aktywiści uwielbiają robić zadymy, prowokować, krzyczeć, szarpać się z policją i z tymi, których uważają za wrogów. Uwielbiają przenosić zagraniczne wzorce, maszerować, zdobywać pomniki. A jak już się zmęczą – to kochają spektakularnie położyć się na ulicy i niecierpliwie czekać aż zabierze ich policja i zawiezie do aresztu. Wtedy są z siebie szczególnie dumni, bo stają się prawdziwymi prześladowanymi aktywistami. Oczywiście takie sceny uwielbiają twórcy telewizyjnych programów informacyjnych. Kamery wtedy mają zajecie, a dziennikarze mają o czym pisać. Totalna opozycja wyrwana z marazmu dostała paliwo i co więcej, wyrobników odwalających na nich czarną robotę.

Zadymy jednak, choćby najbardziej kolorowe, szybko stracą swój czar. Znudzą się, a potem zaczną denerwować. Co wtedy zrobi totalna opozycja? Chyba ponownie do akcji ruszy zagranica, będzie mniej hałaśliwie i kolorowo, ale znacznie groźniej.

Ponieważ „Totalsi” owinęli się tęczowa flagą i obronę Konstytucji odłożyli na jakiś czas, chciałbym przypomnieć ciekawe zdarzenie z naszego lokalnego rynku. Opowiadano mi sytuację, gdy pan Bogdan Bachmura próbował, w czasie jednego z pierwszych zgromadzeń pod olsztyńskim ratuszem poświęconego zagadnieniom konstytucyjnym, nawiązać z uczestnikami merytoryczną dyskusję o ustawie zasadniczej. Skończyło się szczęśliwie bez rękoczynów, ale pewien krewki jegomość bardzo ostro zwrócił uwagę, że dyskutować to tutaj nikt nie przyszedł i żeby im nie przeszkadzał.

Mam nadzieję, że Pan Bogdan Bachmura nie będzie próbował merytorycznych dyskusji z tęczowymi, gdy zbiorą się w większej liczbie pod patronatem Prezydenta Piotra Grzymowicza, przy olsztyńskim ratuszu, bo jak pokazują przypadki warszawskie może to się naprawdę źle skończyć.

A Koleżanki i Kolegów z totalnej opozycji jednak ostrzegę – Tęczowych nie okiełznacie. Dzisiaj żądają tylko immunitetu na równi z poselskim, a jutro zażądają zagwarantowania konstytucyjnej większości w Sejmie. Jeśli się nie zgodzicie będziecie „pisowskimi homofobami”. I witajcie w klubie!

Jerzy Szmit