Gietrzwałd ma szansę stać się Pomnikiem Historii. To wspaniała wiadomość i symboliczny tryumf, który nie byłby możliwy bez determinacji obrońców. To oni niedawno ocalili to święte miejsce przed budową centrum logistycznego Lidla. Ich zwycięstwo nadaje tej inicjatywie sens.
Gdy przeczytałem na portalu „Gazety Olsztyńskiej” tekst redaktora Jana Berdyckiego o staraniach, by Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie wraz z otoczeniem zyskało status Pomnika Historii, poczułem autentyczną radość. To najwyższa forma ochrony zabytków w Polsce, zarezerwowana dla miejsc o szczególnym znaczeniu dla naszego dziedzictwa.
Gietrzwałd, jedyne w kraju miejsce objawień maryjnych uznanych przez Kościół, bez wątpienia na taki status zasługuje. Inicjatywa ta jest dowodem na rosnącą świadomość wartości, jaką to miejsce przedstawia nie tylko dla wiernych, ale dla całej polskiej kultury i historii.
Jednak w trakcie lektury nie opuszczała mnie jedna, natrętna myśl. Jakże pusta i groteskowa byłaby ta dyskusja, gdyby nie wydarzenia sprzed zaledwie kilku miesięcy. Co by nam dał tytuł Pomnika Historii, gdyby kilkaset metrów od bazyliki, od cudownego źródełka i kapliczek drogi krzyżowej, na warmińskich wzgórzach, wyrastał właśnie gigantyczny kompleks magazynowy o powierzchni dziesiątek hektarów?
Gdyby krajobraz, który od wieków był nienaruszony, został bezpowrotnie zniszczony przez betonową pustynię, a ciszę i spokój tego miejsca rozrywałby całodobowy warkot setek ciężarówek?
Nie, dzisiejsza radość i nadzieja związane z Pomnikiem Historii nie wzięły się znikąd. Są one bezpośrednim owocem innego, znacznie trudniejszego i bardziej namacalnego zwycięstwa – zwycięstwa obrońców Gietrzwałdu nad korporacyjnym gigantem i urzędniczą bezdusznością. To zwycięstwo, które jeszcze niedawno wielu uważało za niemożliwe.
Przypomnijmy sobie ten czas. Informacja o planach budowy potężnego centrum dystrybucyjnego firmy Lidl w bezpośrednim sąsiedztwie sanktuarium spadła na mieszkańców i przyjaciół Gietrzwałdu jak grom z jasnego nieba. Początkowy szok szybko przerodził się w niedowierzanie, a następnie w determinację do działania.
Ludzie zrozumieli, że zagrożone jest nie tylko kilka malowniczych pagórków, ale samo serce tego miejsca – jego genius loci, duch, który przyciągał tu pielgrzymów przez niemal 150 lat.
Wtedy właśnie narodził się ruch, który okazał się siłą nie do zatrzymania. Wszystko zaczęło się lokalnie, od zwykłych mieszkańców, którzy zawiązali Komitet Obrony Gietrzwałdu, od co trzeba pamiętać, Jacka Wiącka i jego zaangażowania.
Szybko jednak zrozumiano, że sprawa ma wymiar ogólnopolski. Gietrzwałd to dziedzictwo nas wszystkich. Tak powstał Ogólnopolski Komitet Obrony Gietrzwałdu, skupiający ludzi z całego kraju, którym los polskiej „Częstochowy Północy” nie był obojętny.
Walka była długa i wyczerpująca. To nie były tylko pikiety i transparenty. To była tytaniczna praca analityczna, prawna i medialna. To były setki pism, ekspertyz, odwołań. To były niezliczone godziny spędzone na analizowaniu dokumentów, nagłaśnianiu sprawy w mediach i budowaniu szerokiego frontu społecznego sprzeciwu.
W tym miejscu należy oddać honor i wspomnieć o nieocenionym wsparciu, jakiego udzieliła obrońcom Fundacja imienia Piotra Poleskiego, kierowana przez byłego wiceministra infrastruktury, Jerzego Szmita. Ich wiedza, doświadczenie i zaangażowanie dały lokalnej społeczności potężne narzędzia do walki z korporacyjną i administracyjną machiną.
To była prawdziwa bitwa Dawida z Goliatem. Z jednej strony potężna, międzynarodowa sieć handlowa z nieograniczonymi zasobami finansowymi i prawnymi. Z drugiej – grupa zdeterminowanych Polaków. Protest szybko rozlał się na całą Polskę. Powstał Ogólnopolski Komitet Obrony Gietrzwałdu. Tysiące pikiet w setkach miejsc.
Niebagatelne było wsparcie Parlamentarnego Zespołu do spraw Obrony Gietrzwałdu. – Goliat ustąpił. Lidl oficjalnie ogłosił, że wycofuje się z inwestycji w Gietrzwałdzie.
To zwycięstwo było czymś więcej niż tylko zablokowaniem szkodliwej budowy. To był dowód na to, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce ma realną moc. Że jedność, determinacja i dobra organizacja mogą pokonać nawet najpotężniejszych graczy.
Obrońcy Gietrzwałdu ocalili nie tylko krajobraz, ale także godność i poczucie sprawczości, pokazując innym społecznościom w Polsce, że warto walczyć o swoje.
I teraz, w świetle tamtego zwycięstwa, wróćmy do idei Pomnika Historii. Dziś ta inicjatywa nabiera zupełnie nowego, głębszego znaczenia. Nie jest to już tylko próba uhonorowania przeszłości. Jest to przede wszystkim piękna kropka nad „i”, postawiona na historii niedawnej walki. To hołd złożony objawieniom z 1877 roku, ale także tym, którzy w roku 2023 i 2024 stanęli w obronie tego świętego dziedzictwa.
Nadanie Gietrzwałdowi statusu Pomnika Historii będzie symbolicznym uznaniem, że wartość tego miejsca jest nienaruszalna. Będzie trwałym zabezpieczeniem przed podobnymi zagrożeniami w przyszłości. Będzie triumfem wizji Gietrzwałdu jako miejsca ciszy, modlitwy i kontemplacji nad wizją Gietrzwałdu jako logistycznego hubu.
Dlatego informacja podana przez „Gazetę Olsztyńską” to coś więcej niż tylko wiadomość dnia. To drugi akt wielkiego zwycięstwa. Pierwszym było odparcie zagrożenia. Drugim jest trwałe uświęcenie i zabezpieczenie tego, co udało się obronić.
To dowód na to, że dobro, prawda i piękno, wsparte ludzką odwagą i solidarnością, wciąż mają moc, by zwyciężać. Gietrzwałd został obroniony. Teraz czas, by jego wyjątkowość została na zawsze zapisana w panteonie najcenniejszych skarbów Rzeczypospolitej.
Marek Adam




