Dwa tygodnie marszu, ponad pięćset kilometrów w skwarze lata, dziesiątki godzin modlitwy, śpiewu i drobnych wyrzeczeń – udało się! Pątnicy z Warmii, Mazur i Powiśla dotarli na Jasną Górę, a nawet zdążyli już szczęśliwie powrócić do domów. Zmęczeni fizycznie, lecz pełni duchowej radości, wrócili odmienieni – z nową nadzieją i energią. Można śmiało powiedzieć: buty zdarte, duch odnowiony.
Trzy diecezje – jeden cel. Na tegoroczne pielgrzymowanie złożyły się trzy wielkie wyprawy: 42. Warmińska Pielgrzymka Piesza, 33. Elbląska Pielgrzymka Piesza (wraz z towarzyszącą jej 16. Pielgrzymką Rowerową) oraz 33. Ełcka Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę. Łącznie wzięło w nich udział blisko 800 osób z naszego regionu.
Najdłuższą drogę mieli do pokonania pielgrzymi z Ełku – wyruszyli 28 lipca z katedry św. Wojciecha i przez 15 dni pokonali około 520 km. Elblążanie wędrowali także 15 dni (start 28 lipca), a Warmiacy tradycyjnie wyruszyli 31 lipca z Gietrzwałdu i po 13 dniach marszu, 12 sierpnia, dotarli przed cudowny obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Wszyscy spotkali się u celu – na Jasnej Górze, duchowej stolicy Polski.
Młodość na szlaku nadziei. Cieszy fakt, że trzon wielu grup stanowili ludzie młodzi. Wbrew obiegowym opiniom o rzekomo masowym odchodzeniu młodzieży od wiary, na pątniczym szlaku widzieliśmy dziesiątki rozśpiewanych, rozmodlonych nastolatków i studentów, idących z różańcem w dłoni.
– Kiedy patrzy się na tych młodych, serce rośnie. Oni niosą wiarę w przyszłość Kościoła! – mówili starsi uczestnicy pielgrzymki, dla których widok tak licznej młodzieży był najlepszą odpowiedzią na medialny obraz „pokolenia bez Boga”.
Rzeczywiście, skoro uczniowie potrafią dobrowolnie przejść setki kilometrów w upale, by pokłonić się Matce Bożej, to znaczy, że nadzieja naprawdę nie umarła. Zresztą hasło nadziei towarzyszyło naszym pielgrzymom dosłownie: motto pielgrzymek brzmiało w tym roku „Pielgrzymi Nadziei”.
Wspólnota pokoleń i stanów. Na pątniczym szlaku szli wszyscy – od osesków po seniorów. W grupie św. Wojciecha w warmińskiej pielgrzymce najmłodsza uczestniczka miała zaledwie 14 miesięcy, wieziona w wózku przez rodziców, a najstarszy pielgrzym liczył 81 lat!
Były całe rodziny, były grupki przyjaciół, były siostry zakonne i księża (np. z Ełku szło 10 kapłanów, sam biskup Jerzy Mazur przewędrował ostatni etap razem ze swoimi diecezjanami). Nie brakło też pięknych historií wzajemnej miłości.
Na czele ełckiej pielgrzymki maszerowali nowożeńcy – Martyna i Paweł – którzy poznali się przed laty właśnie na pielgrzymce. W tym roku pobrali się i postanowili odbyć tę drogę jako podróż poślubną i dziękczynną zarazem.
– Chcemy podziękować Matce Bożej za wszystkie otrzymane łaski i prosić o dalsze błogosławieństwo na nowej drodze życia – mówili. Ilu ludzi, tyle intencji: podziękowania za zdane egzaminy, prośby o zdrowie dla chorego dziecka, błagania o pokój na świecie… Plecaki były lekkie, ale brzemię modlitw – ogromne.
„Od Matki do Matki”. Tegoroczna warmińska pielgrzymka rozpoczęła się Mszą św. w Gietrzwałdzie – najważniejszym sanktuarium Maryjnym Warmii. – Od kilku lat to już tradycja – pielgrzymi idą od Matki do Matki – wyjaśniał ks. Paweł Szumowski, dyrektor pielgrzymki warmińskiej.
I rzeczywiście, jest w tym głęboka symbolika: ruszamy od Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, naszej „Pani Warmii”, by po dwóch tygodniach stanąć przed obliczem Czarnej Madonny, Królowej i Opiekunki całej Polski. Gietrzwałd dla nas, Warmiaków, to miejsce szczególne – jedyne w Polsce uznane przez Kościół objawienia Maryi (z 1877 r.), skarb wiary i polskości w czasach zaboru pruskiego.
Teraz Gietrzwałd ma zostać Pomnikiem Historii, co tylko potwierdza, jak ważnym jest miejscem na mapie duchowej naszego kraju. Ale nawet mając u siebie cudowny Gietrzwałd, pielgrzymi z Warmii idą co roku na Jasną Górę. Bo Jasna Góra to coś więcej niż sanktuarium – to symbol jedności Polaków w wierze. Tam bije serce narodu.
Jasna Góra – duchowa stolica Polski. Historia wielokrotnie pokazała, jak mocno Matka Boża Częstochowska splata się z losami naszego narodu. Już król Jan Kazimierz w XVII wieku, wdzięczny za ocalenie ojczyzny od potopu szwedzkiego, obrał Maryję na Królową Polski i złożył Jej śluby. W XX wieku, w 1956 r., milion wiernych zgromadzonych na Jasnej Górze uroczyście odnowiło Śluby Jasnogórskie Narodu, napisane przez uwięzionego wtedy prymasa Stefana Wyszyńskiego.
Było to wielkie narodowe przyrzeczenie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii w obliczu komunistycznego ucisku – duchowy fundament, na którym oparto przetrwanie wiary Polaków aż do czasów Jana Pawła II. Jasna Góra była, jest i będzie bastionem polskiego ducha.
Nie bez powodu mawia się, że tu znajduje się konfesjonał i ołtarz narodu. Tutaj od wieków pielgrzymują wszyscy – możni i biedni, święci i grzesznicy, młodzi i starzy. Każdy z nas choć raz w życiu pragnie spojrzeć w oczy Czarnej Madonny i zawierzyć Jej swoje sprawy.
Kulminacja w przededniu wielkiego święta. Nasi pątnicy dotarli na Jasną Górę tuż przed 15 sierpnia, jednym z najważniejszych dni w polskim kalendarzu. Dla Kościoła to uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – pamiątka tego, że Maryja po zakończeniu ziemskiego życia została z ciałem i duszą wzięta do nieba.
W polskiej tradycji ludowej znana jest też jako święto Matki Bożej Zielnej – tego dnia w kościołach święci się bukiety ziół, kwiatów i zbóż, dziękując Bogu za plony ziemi. Ale 15 sierpnia to również święto bardzo świeckie: Święto Wojska Polskiego, rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 r., zwanej Cudem nad Wisłą.
To właśnie tego dnia 105 lat temu (w samą uroczystość Wniebowzięcia!) polscy żołnierze zdołali odeprzeć nawałę bolszewicką, co zadecydowało o losach wojny i uratowało naszą niepodległość. Przypadek? Dla ludzi wiary – raczej kolejny dowód na opiekę Matki Bożej nad naszym narodem.
Nic dziwnego, że 15 sierpnia oczy całej Polski znów zwrócone są na Jasną Górę. Tysiące wiernych uczestniczą tam w głównych obchodach maryjnego święta, a jednocześnie w Warszawie defiluje wojsko, celebrując pamięć zwycięstwa. Dwa światy – duchowy i narodowy – spotykają się w jednym dniu, jak dwa kolory na naszej fladze. I jedno bez drugiego nie może istnieć.
Marek Adam





