produkt polski

Tytułem wstępu

Redakcja Debaty poprosiła o refleksje związane z czterdziestą rocznicą powstania NSZZ Solidarności . Od osobistych, szczerych i bezpretensjonalnych wypowiedzi byłych działaczy odbiegają dwa teksty: wydawcy Debaty – Bogdana Bachmury (BB) – „Solidarność? Proszę się dowiadywać” i czołowego publicysty tego tytułu Adama Sochy (AS) „Na kogo zagłosuję w 2023 roku?”.

Do obydwu wypowiedzi odniosę się łącznie, bo tak ich ton, jak i przesłanie jest tożsame: w Polsce jest ŹLE, bardzo ŹLE, właściwie BEZNADZIEJNIE. Bogdan Bachmura twardo i jednoznacznie ogłasza: „Z solidarnościowych wartości pozostały zgliszcza”. Adam Socha prorokuje: „I nie wiadomo, czy w 2023 roku w ogóle będą wolne wybory?”.

Diagnoza gospodarcza 

Z lekkością motyla określił AS strategię dla Polskiej gospodarki „Skoro nie mamy naszego przemysłu, może należy postawić na przemysł zbrojeniowy jako źródło innowacyjności i nowych technologii? Środki się znajdą, jeżeli zaprzestaniemy utrzymywać nierentowne kopalnie wydobywające najdroższy na świecie węgiel”. No mamy geniusza gospodarki. Dobrze, że Prezes Kaczyński prowadzi jeszcze rekonstrukcję rządu. Trzeba trzymać miejsce dla wielkiego gospodarczego wizjonera. Inaczej nie będą tego komentował.

Natomiast wiemy kogo przyszły Wicepremier i Minister Gospodarki weźmie na swego głównego doradcę – Arthura Rakowskiego, syna ostatniego PRL-owskiego Premiera Mieczysława F. Rakowskiego, dyrektora w australijskiej „firmie Macquarie światowym potentacie bankowości”. Pan Dyrektor Arthur (ciekawe dlaczego nie po polsku Artur) wygłasza w przywołanym przez redaktora Sochę cytacie stare ulubione przez komunistów twierdzenia: „Gdyby Polacy potrafili lepiej zarządzać swoim potencjałem mogliby zajść bardzo daleko”. I dalej jeszcze ciekawiej „Mój pogląd jest taki, że Polska jest trudna do rządzenia, a natura Polaków nie sprzyja rozwojowi kraju”. Pedagogika wstydu w pełniej krasie: ktoś musi tymi Polakami zarządzać, bo sami ze sobą nie dają rady.

Przytoczę jeszcze jeden ciekawy cytat z Arthura Rakowskiego, który tak spodobał się AS: „Chcieliśmy zainwestować w Polsce w drogi. Ale od 10 lat decydenci nie mogą się dogadać, czy te autostrady mają być prywatne czy państwowe”.  Ale zdaje się Pan Arthur Rakowski nie wie, że ten problem został na początku naszych rządów rozstrzygnięty – budujemy za swoje i europejskie. A przypomnę, że w spadku po poprzednikach dostaliśmy trzy odcinki koncesyjne na warunkach podyktowanych przez międzynarodowy kapitał. Najgorsze dla polskiej strony umowy podpisali koledzy ojca (z SLD) dyrektora Rakowskiego z firmą Pana Kulczyka. Dziś mamy tam najwyższe opłaty od podróżujących, największą dopłatę z budżetu państwa i nie ma możliwości zmiany umowy. Czy o takie biznesy chodzi?

Od trzystu lat Polska ze względu na położenie oraz potencjał jakim dysponuje jest polem rywalizacji wpływów Moskwy, Berlina, w ostatnich dziesięcioleciach – Stanów Zjednoczonych, Izraela, a od całkiem niedawna – Unii Europejskiej i Chin. Każda z tych potęg buduje w naszym kraju, jawne i skryte stronnictwa, które na różne sposoby próbują wpływać na naszą postawę. Żeby nie było niedomówień potęgi, dlatego są potęgami, ponieważ mogą i chcą takie działania podejmować. Trwa również odwieczny spór, czy trzeba polską duszę zmieniać i dostosowywać do prądów i mód światowych i europejskich, czy strzec, zachowywać w niezmienionym kształcie, stać przy naszych wypróbowanych wartościach. Mamy też nowy, najbardziej gorący spór o rozliczenie PRL-u i początku transformacji. Rządy Prawa i Sprawiedliwości dokonują głębokiej rewizji dotychczasowej polityki państwa polskiego, która: zapominała zadane narodowi krzywdy, usprawiedliwiała i chroniła złoczyńców, przyzwalała na grabież dla nielicznych, utrzymywała nędzę szerokich rzesz obywateli, uległością i polityka wstydu zdobywała akceptację u naszych sąsiadów i partnerów.

W tym gąszczu labiryntów polscy politycy muszą znajdować najlepszą dla narodu drogę. Można oczywiście ubrać się w perukę i togę mędrca wyrokować, czy nasza rzeczywistość pasuje, czy nie pasuje do idealnych modeli i wzorców. Można też stwierdzić – a mnie się to wszystko nie podoba. Wtedy satysfakcja jest pełna, bo po co zmagać się z rzeczywistością, ustalać fakty, analizować interesy i powiązania, sprawdzać co jest dziś możliwe, a co jeszcze musi poczekać, przewidywać jaka może być reakcja na nasze działania. Wystarczy napisać kolejny tekst i orzec dramatycznie – Oni na pewno to zepsują. A jak nie zepsuli teraz, to na pewno zepsują w przyszłości. Trzeba ich wszystkich powymieniać.

W ten sposób poważnie o przyszłości rozmawiać się nie da.

Wracając do pytania AS zawartego w tytule jego tekstu: „Na kogo zagłosuję w 2023 roku?” Przykro mi, nie podpowiem. Każdy powinien sobie na to pytanie odpowiedzieć sam, kierując się mam nadzieję zdrowym rozumem i sumieniem.

Jerzy Szmit