foto Orzeł

W plebiscycie przeprowadzonym 11 lipca 1920 ludność zamieszkująca Warmię, Mazury i Powiśle miała zdecydować o przyłączeniu tych ziem do nowo powstałego państwa polskiego, lub o pozostawieniu ich w granicach Rzeszy Niemieckiej (Republika Weimarskiej).

Obszar plebiscytowy

Obszar plebiscytowy obejmował trzy powiaty na Warmii (miasto Olsztyn, powiaty ziemskie olsztyński i reszelski), osiem powiatów na Mazurach (ostródzki, nidzicki, szczycieński, piski, ełcki, olecki, giżycki i mrągowski) i cztery powiaty na Powiślu (suski, kwidzyński, sztumski i malborski). Jak można zauważyć, nie obejmował on północnej części Warmii oraz okręgu Elbląga, należących do 1772 roku do Polski, które były w większości niemieckojęzyczne.
Przeprowadzenie plebiscytu nadzorowały komisje alianckie, których siedzibami były Kwidzyn i Olsztyn.

Stronę Niemiecką reprezentowali przed Komisją Plebiscytową: Komisarz Freiherr von Gayl i Max Worgitzki (Wschodnio-Prusacy). Przedstawicielami Polskiej Strony były następujące związki: 1. Mazurski Związek Ludowy z siedzibą w Szczytnie, prezesem był Friedrich Leyk ze Szczytna. 2. Komitet Mazurski z siedzibą w Warszawie, prezesem ks. dr Juliusz Bursche, biskup Polskiego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. 3. Zrzeszenie Plebiscytowe Ewangelików Polaków w Warszawie, której członkiem była między innymi pisarka Emilia Sukert-Biedrawina. 4. Rady Ludowe zrzeszające przede wszystkim obszarników pod przewodnictwem hrabiego Sierakowskiego z Waplick /Sztumu. Pierwsze trzy ugrupowania miały charakter ewangelicki. Czwarte było czysto katolickie.

Wyniki

W okręgu olsztyńskim za Niemcami opowiedziało się 363 209 osób, za Polską – 7 980, w okręgu kwidzyńskim za Niemcami 96 894, za Polską – 7 947. (według innych opracowań: za Polską 8018 osób, a za Niemcami 96 923 osoby).

Na niekorzystny dla Polski wynik złożyło się szereg przyczyn. Po pierwsze strona niemiecka dysponowała olbrzymią przewagą materialną, organizacyjną i propagandową. Wpływ na przebieg kampanii plebiscytowej miała terrorystyczna działalność niemieckich bojówek, a także stronnicza nieraz postawa Komisji Międzysojuszniczej (głównie jej włosko-brytyjskiej części, francuska była nastawiona bardziej propolsko). Poza tym na kartach wyborczych zamiast słowa Niemcy wydrukowane były słowa Prusy Wschodnie. Mazurzy i Warmiacy mieli zatem wybierać między doskonale im znanymi Prusami Wschodnimi a odrodzonym państwem polskim, z którym stracili łączność w 1772 roku (Warmiacy i Powiślacy), albo nie posiadali jej nigdy wcześniej (Mazurzy). Ponadto plebiscyt odbył się w bardzo trudnym dla Polski momencie, w czasie rozpoczętej 4 lipca 1920 generalnej ofensywy Armii Czerwonej w trakcie wojny polsko-bolszewickiej.

Sytuacja na froncie polsko-sowieckim dawała niemieckiej propagandzie pretekst do określania Polski mianem państwa sezonowego i wykorzystania obaw uczestników plebiscytu przed zagrożeniem terrorem Czeka (o którym donosiła prasa) i narzuceniem siłą ustroju sowieckiego. Były to przesłanki skłaniające do głosowania za utrzymaniem status quo.

orzeł biały

„Rozgorzała walka o duszę i głos Mazura i Warmiaka. Max Worgitzki, reprezentujący swój wschodnio-pruski naród, wierny ewangelik, wystarczyło, że powiedział jedno zdanie: „Jak dostaniecie się do Polski, musicie stać się katolikami”; To wystarczyło, aby przekonać wyborców”.

Kolejną ważną przyczyną był fakt przywiezienia na ten teren przez władze niemieckie około 100 000 osób, przeważnie emigrantów z Zagłębia Ruhry, jako urodzonych na terenie Mazur przed 1905 i mających powyżej 20 lat. Te osoby stanowiły 30% do 40% głosujących w mazurskich powiatach i w ponad 95% głosowały za pozostaniem w Prusach Wschodnich.

Ostatecznie niemal cały obszar plebiscytowy pozostał w granicach Niemiec, Polsce przyznano jedynie 8 gmin (5 na Powiślu i 3 na Mazurach), a granica między Polską a Niemcami biegła odtąd wzdłuż wschodniego brzegu Wisły.

Zwycięzcy i pokonani

Przyjęło się uważać, że w wyniku plebiscytu Polska poniosła klęskę, a Rzesza Niemiecka (Republika Weimarska) zwyciężyła.

Historia pokazała, że było całkiem inaczej.

Polska straciła (czy też może nie uzyskała) kilka tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni, co w porównaniu z ponad 386 tysiącami kilometrów kwadratowych Polski przedwojennej było mało znaczącym obszarem. Ponadto teren ten był słabo zindustrializowany, z mocno rozdrobnionym przemysłem, raczej bez znaczenia dla gospodarki kraju (małe cegielnie, tartaki, kilka odlewni żeliwa).

Skoro to nie Polska poniosła klęskę, to kto? Nie było przegranych, sami zwycięzcy? Otóż nie. Byli przegrani. Tymi przegranymi byli mieszkańcy tych ziem, Mazurzy i Warmiacy.

Cena, jaką przyszło im zapłacić za wybór Niemiec, okazała się ceną najwyższą, wraz z upadkiem III Rzeszy stracili praktycznie wszystko – tak dobytek, jak i życie.

Jest to prawda prosta, lecz dochodzi się do niej przez cierpienie: błogosławione są nie wojny zwycięskie, lecz przegrane! Zwycięstwa potrzebne są rządom, klęski – ludom. (…) Klęski potrzebne są ludom tak, jak cierpienia i nieszczęścia poszczególnym ludziom: zmuszają do pogłębienia życia wewnętrznego, do wzniesienia się w życiu duchowym na wyższy poziom.

Aleksander Sołżenicyn, Archipelag GUŁag

Ostateczny upadek III Rzeszy rozpoczął się z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej do Prus Wschodnich w styczniu 1945 r.

Rosjanie wystawili Niemcom bardzo wysoki rachunek za zbrodnie popełnione na froncie wschodnim. Niemcy bowiem od początku agresji na ZSRR, czyli od 21 czerwca 1941 r., prowadzili tam wojnę na wyniszczenie. Celem było zdobycie upragnionej „przestrzeni życiowej” na Wschodzie kosztem wymordowanych Słowian i Żydów. Niemcy masowo rozstrzeliwali ludność cywilną, palili wsie i miasteczka, zsyłali mieszkańców podbitych terenów do obozów koncentracyjnych. W zbrodniach brały udział zarówno SS, policja, jak i zwykli żołnierze Wehrmachtu. Tylko oblężenie Leningradu pochłonęło ponad milion istnień ludzkich. Straty wśród ludności cywilnej ZSRR sięgają około 10 mln osób. Ponad drugie tyle poległo, walcząc w szeregach Armii Czerwonej. Jedną z największych zbrodni niemieckich było nieludzkie potraktowanie jeńców radzieckich. Z blisko 6 mln wziętych do niewoli krasnoarmiejców w obozach koncentracyjnych wskutek wycieńczenia i zaplanowanej eksterminacji zmarło około 3,3 mln żołnierzy.

W połowie 1943 r. Himmler wydał rozkaz zawierający instrukcję, co należy robić w wypadku konieczności wycofania się Wehrmachtu z ZSRR: „Nie zostawimy za sobą ani jednego żywego człowieka, ani sztuki bydła, ani pojedynczego ziarna zbóż, ani kawałka toru kolejowego. Nie zostanie po nas żaden cały dom, żadna czynna kopalnia, ani jedna niezatruta studnia”. Kiedy w końcu Rosjanie zaczęli odzyskiwać utracone tereny, żołnierze Armii Czerwonej na własne oczy mogli przekonać się o niemieckim bestialstwie. Natykali się na masowe groby, słuchali opowieści umęczonej ludności, przechodzili przez spalone wsie i miasta.

W „Krasnoj Zwiezdie”, oficjalnej gazecie Armii Czerwonej, Ilia Erenburg pisał: „Wszystko pamiętamy. Zrozumieliśmy: Niemcy nie są ludźmi. Od tej pory słowo »Niemiec« oznacza najstraszliwsze przekleństwo. Nie będziemy go już wypowiadać. (…) Będziemy zabijać. Jeśli nie zabiłeś co najmniej jednego Niemca dziennie, to zmarnowałeś ten dzień. (…) Jeśli pozostawisz Niemca żywego, ten Niemiec powiesi Rosjanina i zgwałci Rosjankę. Jeśli zabijesz Niemca, zabij następnego. Dla nas nie ma nic bardziej zabawnego niż stos niemieckich ciał. (…) Zabij Niemca – to prośba twojej babci. Zabij Niemca – to modlitwa twojego dziecka. Zabij Niemca – to głośne żądanie twojej ojczyzny”. Nienawiść do hitlerowskiego okupanta stała się powszechna. Zarówno dla Rosjan, jak i dla Niemców było oczywiste, że jeśli w końcu Armia Czerwona wkroczy na ziemie etnicznie niemieckie, pielęgnowana przez lata żądza odwetu znajdzie swe ujście w fali morderstw, grabieży i gwałtów.

niemieckie egzekucje

CZERWONY WALEC

Z pochodzących z tamtego okresu relacji mieszkańców wyziera poczucie niepewności, które przeradza się w strach i przerażenie, kiedy zaczynają napływać pierwsze mrożące krew w żyłach informacje z miejscowości, które Rosjanie przejściowo opanowali. Preludium upadku Prus Wschodnich były wydarzenia, jakie rozegrały się w miejscowości Nemmersdorf (dziś Majakowskoje) jesienią 1944 r.

22 października 1944 r. kompania Wehrmachtu dowodzona przez Gunthera Koschorrka wkroczyła do niewielkiej wsi Nemmersdorf, położonej nad rzeką Węgorapa w północno-wschodniej części Prus, z której wycofały się wojska radzieckie. Była to jedna z pierwszych miejscowości niemieckich, jakie wpadły w ręce Rosjan. Widok, jaki zastali żołnierze Wehrmachtu w splądrowanej osadzie, był przerażający. W ciągu jednej doby Sowieci dokonali straszliwej rzezi jej mieszkańców. „W jednej stodole znaleźliśmy starego człowieka z gardłem przebitym widłami, które przybiły go do drzwi. Wszystkie materace, pierzyny i poduszki z pierza były porozcinane i poplamione krwią. Dwa poranione ciała kobiet z dwójką zamordowanych dzieci leżały w piórach. Rzeź była tak makabryczna, że niektórzy nasi rekruci uciekli w panice” – meldował przełożonym Koschorrek. Dowódca innej grupy bojowej, która zajęła Brauersdorf, osadę w pobliżu Nemmersdorfu, relacjonował: „Na skraju lasu (…) leżały porozrzucane ciała zastrzelonych kobiet i dzieci. W samym Brauersdorf było wiele kobiet na poboczu drogi, którym odcięto piersi”. Z kolei żołnierz oddziału Volkssturmu Karl Potrek donosił o odnalezieniu nagiej kobiety przybitej w pozycji ukrzyżowanej do drzwi stodoły. Wiele kobiet i dziewczynek zostało przed śmiercią zgwałconych. Niektóre ciała były zwęglone.

KTO SIEJE WIATR, TEN ZBIERA BURZĘ

Agonia Prus Wschodnich rozpoczęła się 13 stycznia 1945 r., kiedy ruszyła gigantyczna ofensywa radziecka na froncie wschodnim. Celem operacji było odcięcie wojsk niemieckich w Prusach, zamknięcie ich w kotłach i rozbicie. Prusy Wschodnie zaatakowały wojska dwóch frontów radzieckich. 13 stycznia atak rozpoczął 3. front białoruski pod dowództwem generała Iwana Czerniachowskiego, a dzień później do natarcia ruszyły wojska 2. frontu białoruskiego dowodzonego przez marszałka Konstantego Rokossowskiego. W wydanym wówczas rozkazie gen. Czerniachowski zachęcał krasnoarmiejców: „Teraz stoimy przed jaskinią, z której napadł na nas faszystowski agresor. Zatrzymamy się dopiero wtedy, gdy zrobimy porządek. Nie będzie litości dla nikogo. Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię”.

Około 18 stycznia front został jednak przełamany, a impet uderzenia się zwiększył. Niemcy próbowali dwukrotnie kontratakować, ale bezskutecznie. Coraz więcej oddziałów Wehrmachtu szło w rozsypkę, Dla mieszkańców Prus klęska ta oznaczała definitywny koniec świata, jaki ludzie ci znali od pokoleń. Zgodnie z przewidywaniami zemsta Rosjan była straszna. Role się odwróciły i teraz to Niemcy byli traktowani jak podludzie, a ich życie stało się nic niewarte. Największe przerażenie budziły masowe gwałty na kobietach. Czytając dziennik świadków tych wydarzeń, można odnieść wrażenie, że niemal każda Niemka w ich otoczeniu została przynajmniej raz zgwałcona. Dla Sowietów nie miało znaczenia, czy w ręce wpadła im młoda dziewczyna, czy 80-letnia staruszka.

To był koniec kilkuwiekowej historii Prus Wschodnich. Ziemie te decyzją mocarstw podzielono między Polskę i Rosję. Królewiec stał się Kaliningradem i wraz z pozostałymi wschodnimi i północnymi obszarami utworzył niewielki (15 tys. km kw.), ale strategicznie ważny okręg kaliningradzki. Mazury, Warmia i Powiśle weszły w skład państwa polskiego. Kłajpedę oddano Litwie. Tych, którzy nie zdołali uciec na Zachód w 1944 i na początku 1945 r., deportowano w latach 1945–1948.

Historia magistra vitae est – ta sentencja łacińska (w dosłownym tłumaczeniu historia nauczycielką życia) – oznacza, że powinniśmy znać historię, aby nie popełniać tych samych błędów co w przeszłości, i tak jak 100 lat temu, tak i dzisiaj, nie powinniśmy kierować się niemieckim interesem.

Po co nam lotnisko

Redakcja

Źródło: https://www.rp.pl/Rzecz-o-historii/303239892-Prusy-Wschodnie-zaglada.html