W dyskusji o przerwie w wykonywaniu kary dożywnotniego więzienia (z mozliwością starania się o przedterminowe zwolnienie po 30 latach) Ryszarda Cyby – mordercy Marka Rosiaka, działacza PiS – bezspornego socjopaty, zabrakło kilku ważnych informacji. Przede wszystkim tej, że Ryszard Cyba przed popełnieniem zbrodni był członkiem Platformy Obywatelskiej (wykluczonym po czasie za niepłacenie składek). Oraz takiej, że śmierć Marka Rosiaka i próba poderżnięcia gardła ówczesnemu asystentowi posła PiS Jarosława Jagiełły, były atakami zastępczymi.
Cyba z zimną krwią przygotowywał się na zabicie Jarosława Kaczyńskiego, Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobry. Nie bez znaczenia pozostaje również to, że Cyba zakładał, że wyjdzie z więzienia – szukał wyłącznie sposobu. Wniosek o przedterminowe zwolnienie był dla niego ostatecznością. Ale wolność traktował jak pewnik. Skąd to wiem? Powiedział mi – rozmawiałem z nim w kwietniu 2018 roku.
Czy wyjście było elementem planu?
Ministerstwo Sprawiedliwości od dwóch dni tłumaczy decyzję Sądu Okręgowego w Słupsku w sprawie przeniesienia Ryszarda Cyby z odbywania kary w trybie osadzonego niebezpiecznego i wymagającego szczególnej uwagi (co można łatwo poznać po czerwonym ubraniu) do szpitala psychiatrycznego względnie domu pomocy społecznej z opieką psychiatryczną. Kiedy w połowie marca Cyba wychodził z więzienia trafił nie do szpitala, lecz do schroniska dla bezdomnych wskazanego Służbie Więziennej przez częstochowski MOPS. Schronisko, które posiadało całodobową opiekę medyczną i podjęło się podawania mordercy leków poprawiających funkcje poznawcze oraz przeciwpsychotycznych. W jednym i drugim przypadku chorzy często odmawiają przyjmowania ich – leki mogą być bowiem otępiające, a nikt nie chce działać na pół gwizdka. Szczególnie, jeśli ma do wykonania jakiś plan.
Trudno powiedzieć, czy i jaki plan miał Cyba, kiedy dwa dni później odmówił w schronisku przyjmowania codziennej dawki leków. Po awanturze, z udziałem policji – a jakże! – trafił do szpitala psychiatrycznego. Tyle wiemy z komunikatów Ministerstwa Sprawiedliwości.
Morderca może nie wrócić do więzienia
Jest jeszcze jedno – zdaniem biegłych sądowych Ryszard Cyba cierpi na zaburzenia psychiczne, które nie rokują wyleczenia ani nawet poprawy. Mogą postępować dalsze zaburzenia poznawcze i zniedołężnienie, otępienie w stopniu głębokim, dezorientacja, brak kontaktu logicznego. – To stanowi przeciwwskazanie do odbywania kary pozbawienia wolności — przekonuje media wiceminister sprawiedliwości.
Biegli wydali opinię, że Ryszard Cyba cierpi na zaburzenia psychiczne, które nie rokują wyleczenia ani nawet poprawy. Mogą postępować dalsze zaburzenia poznawcze i zniedołężnienie, otępienie w stopniu głębokim, dezorientacja, brak kontaktu logicznego. „To stanowi przeciwwskazanie do odbywania kary pozbawienia wolności” — przytacza oświadczenie Marii Ejchart, wiceminister sprawiedliwości. Ejchart dodaje, że biegli wykluczyli możliwość wykonywania kary w zakładzie karnym, a Cyba wymaga opieki w warunkach DPS lub ZOL.
Co wiemy o samym mordercy? Cofnijmy się do dnia, kiedy popełnił zbrodnię w biurze PiS w Łodzi. W planach miał zamordowanie Jarosława Kaczyńskiego, Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobry – wiemy o tym z oświadczenia, które przygotował dla mediów i z zeznań złożonych przed sądem w sprawie o morderstwo. „Miałem plany zabicia z połowy sejmu, posłów za korupcję i doprowadzenie kraju do ruiny. Już wtedy miałem sprecyzowane konkretne plany zabicia tych posłów będących na górze w Sejmie” – zeznawał. Kogo konkretnie chciał zabić?
Lista skazanych na śmierć
– No połowę posłów… – szczerze mówił mi kilka lat później w więzieniu. – A przynajmniej po dwóch z każdej partii.
W przygotowanym dla mediów oświadczeniu napisał zaś: „Prezes PIS J.K. powinien być wyeliminowany. Dzieli Polaków na dobrych i złych, sieje nienawiść wśród Ludzi, dąży do władzy łamiąc wszystkie zasady – Sojusz z Samoobroną. Od roku próbuję usunąć J.K. i J. Kurskiego, Z. Ziobrę, ale trudny dostęp do broni uniemożliwiał mój zamiar. Bardzo mi przykro, ale złe prawo zmusza mnie do zabicia mniej winnych, Konstytucja nie jest przestrzegana w Polsce”. W czasie śledztwa wielokrotnie mówi później, że od publikacji tego oświadczenia w mediach uzależnia dalsze zeznawanie. Oświadczenia nikt nie opublikuje – Cyba pęka i zaczyna zeznawać, choć najwięcej mówi dopiero w sądzie. Kiedy przywoływałem to oświadczenie podczas naszej rozmowy, wypierał się go jednak.
– Takiego oświadczenia nie było. To już dziennikarze chyba wymyślili. Albo policja. Kto panu powiedział o takim moim oświadczeniu? – przekonywał mnie.
– Było w aktach sądowych. Znaleziono je przy panu.
Z wyroku sądowego: „Ryszarda Cybę uznaje się za winnego tego, że w dniu 19 października 2010 roku, na terenie siedziby biura poselskiego partii Prawo i Sprawiedliwość (…) działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia Marka Rosiaka z powodu jego przynależności politycznej, w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie (…) oddał w jego kierunku osiem strzałów z broni palnej, z czego pięć osiągnęło zamierzony cel. (…) że działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia P.K. z powodu jego przynależności politycznej (…) posługując się paralizatorem obezwładnił go (…) a następnie posługując się nożem o długości ostrza 11 cm zadawał mu uderzenia powodując dwie rany kłute szyi…”.
Z rozmowy w celi
Ryszard Cyba jeszcze dekadę później uważał, że miał misję. Że działał w społecznym interesie. I że nawet połowa posłów to nie byłoby za mało. Wie, że nie tej rangi polityka zabił. I jednego, a nie dwóch, jak planował na ten czarny dla polskiego życia publicznego wtorek w 2010 roku. Drugiego członka PiS miał potraktować litościwie. Jak zeznawał w sądzie: „chciałem go normalnie zabić, poderżnąć mu gardło, żeby szybko umarł”.
Wyrzuty sumienia? Żałuje, że się dał złapać,
– Ma pan wyrzuty sumienia? – pytałem go wówczas.
– W ogóle to mam. Na początku to żałowałem, że do Polski wróciłem mogłem sobie siedzieć w Kanadzie, gdzie wyjechałem za PRL (paszport dostał dzięki współpracy z MO – przyp. PP). Za te pieniądze to dzisiaj byłbym milionerem i leżał na ciepłych wyspach. Żałuję, że się dałem złapać. Tak sobie myślałem, że tylko zrobię trochę porządku. Nie myślałem, że pójdę do więzienia. Jakbym wiedział, że pójdę siedzieć, to inaczej bym to robił.
Cyba, kiedy rozmawialiśmy, miał precyzyjne plany na przyszłość. Zakładał, że po 30 latach od wyroku, czyli w 2042 roku, złoży wniosek o warunkowe zwolnienie. Ale zakładał również, że może uda mu się wyjść wcześniej. Planował. Mówił, że jak wyjdzie to będzie bogaty, bo na państwowym wikcie w więzieniu nie wydawał na utrzymanie a na konto wpływały mu dwie emerytury – polska i kanadyjska. Czy, kiedy sąd kierował go do schroniska dla bezdomnych był już milionerem? Z prostej symulacji wynika, że wychodząc 18 marca mógł mieć przynajmniej ponad 200 tysięcy złotych.
Państwo zrobione przez mordercę
Ryszard Cyba to cyniczny gracz. W więzieniu poustawiał sobie nawet najgroźniejszych przestępców. Sekretem jego sukcesu był wyrok dożywocia i niemłody wiek. Nawet gdyby zabił innego osadzonego nie groził mu wyższy, niż dożywocie wyrok. Rodzina go nie odwiedzała i wstrzymała wszystkie kontakty z nim, czego – jak przyznawał – wcale mu nie było żal.
Czy obecne wyjście jest elementem cynicznej strategii mordercy? Przez ponad dekadę w więzieniu można przeczytać tysiące książek – również na temat chorób psychicznych. Można markować takie choroby, można manipulować ludźmi, korzystając z tego, że być może morderstwo na lokalnych działaczach PiS na pewno było komuś na rękę. Poza tym miał wciąż niezrealizowany plan – listę trzech polityków, którym nie odpuści.
Trzeba koniecznie zadać pytanie, czy w związku ze zmianą statusu skazanego i osadzonego Ministerstwo Sprawiedliwości wystąpiło o ochronę dla polityków Prawa i Sprawiedliwości?
Oraz czy w związku ze stanem psychicznym mordercy – opisanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości – ubezwłasnowolniono Ryszarda Cybę i zabezpieczono jego majątek?
Paweł Pietkun
dyrektor regionalny U.S. IDHR