Trzaskowski

Oczywistym jest, że w państwach demokratycznych (poza demokracją ludową) obywatele, podczas kampanii wyborczej, chcą poznać kandydatów na swojego przedstawiciela. Poznać można poprzez zadawanie pytań i uzyskiwanie na nie wyczerpujących odpowiedzi. Napisałem: „w państwach demokratycznych”? Czyli nie w Polsce!? Bo w „reżimie”, ba, „dyktaturze kaczystowskiej” pytań nie wolno zadawać … opozycji! No tak – totalnej.

W zeszłym roku Rafał Trzaskowski, a jest prezydentem Warszawy, zanim podjął działania (właściwie ukrywał ten fakt przed obywatelami przez 29 godzin) wypuścił do Wisły 300 milionów litrów ścieków. Zanim zapobieżono (dzięki Rządowi RP) katastrofie ekologicznej uraczył nas, Polaków, 3,5 miliardami litrów fekaliów. Obdarował nimi prezydenta Gdańska, Dulkiewicz i prezydenta Płocka, który na wiecu stał przy Trzaskowskim z niewyraźną miną, słuchając wywodu swojego idola po zadaniu pytania przez lokalnego dziennikarza o … „płynące ścieki z Warszawy nieoczyszczone”. Tym razem chodziło o ścieki, jakie spłynęły do Wisły po ostatnich ulewach. Trzeba uczciwie zaznaczyć, że „deszczówka” odprowadzana jest do kanałów komunalnych, które nie są w stanie odprowadzić wszystkiego do oczyszczalni i ścieki musiały spłynąć do Wisły. Sprawa jest bulwersująca, bo do tej pory nie udało się załatwić tego śmierdzącego problemu. Hannę Gronkiewicz-Waltz, przez 12 lat prezydenta stołecznego miasta też zalewało.

Co na to kandydat na prezydenta obszaru 605 razy powierzchniowo i 21 razy pod względem liczby mieszkańców większego niż jego obecne włodarstwo? Dosłownie tak: „O tym są te wybory, żeby przez cały czas nie były nam zadawane tego typu pytania. Czyli pytania, które nie mają nic kompletnie wspólnego z rzeczywistością”. No super! Oglądane fontanny ze studzienek kanalizacyjnych – gejzery ścieków to science fiction?! Wirtualność?!

Nie wolno zadawać pytań o LGBTQ, edukację seksualną, a właściwie demoralizację dzieci. W żadnym wypadku o Pawła Rabieja, jego najbliższego współpracownika i o małżeństwa homoseksualne. „Tego tematu nie ma w debacie.[?] Koncentrujemy się na związkach partnerskich”. A więc zgodnie z planem – pierwszym etapie homoterroryzmu.

Nie można pytać o CPK (Centralny Port Komunikacyjny), bo u Merkeli będzie. Ani o przekop Mierzei Wiślanej, bo przecież możemy poprosić Putina o zgodę na przepłynięcie Cieśniny Pilawskiej. Swoją drogą, ile zgód „Putin” wydał w ciągu 30 lat „wolnej” Polski? Nie można też pytać się o przedsięwzięcia „niemegalomańskie” – paletową strefę relaksu na betonie przy ruchliwej ulicy za 1 mln zł, „zimową” plażę nad Wisłą za 100 tys. zł.

Nie można pytać o religię, bo to „prywatna sprawa”, dopuszczalna tylko w zamknięciu. Chyba, że chodzi o Dulkiewicz paradującą ulicami Gdańska w procesji pod chorągwią waginy i tęczowej „Matki Boskiej”. I o publiczne „sprawowanie” „mszy św.” przez „biskupa” Niemca (nazwisko takie), z durszlakiem na łb…, głowie. No i oczywiście można, chociaż jest się „katolikiem”, „wierzyć w Boga Spinozy”. Odezwało się mnóstwo „obrońców” Trzaskowskiego szczególnie z „Wysokich obcasów” (Gazeta Wyborcza), zarzucając TVP, że atakuje „takiego boga”!? Nie, nie Trzaskowskiego. Stara, stalinowska sztuczka przekierowania tematu na jakiegoś „dobrego boga”. A niech „se” wierzy w kogo chce, tylko niech nie opowiada, że jest katolikiem, bo „bóg Spinozy” nie jest Bogiem Chrystusa. W tej Platformie nazywającej się Obywatelską wszyscy są takimi katolikami. Donald Tusk po 27 latach wziął ślub kościelny razem z bierzmowaniem, bo chciał zyskać głosy katolików w wyborach na prezydenta RP w 2005 roku. Albo też Arkadiusz Myrcha, kręcący się teraz koło Trzaskowskiego, który Belzebuba zaliczył do Trzech Króli.

Istotny w tym wszystkim jest jeden oczywisty aspekt. Ma być „gęba na kłódkę” w przypadku chęci zadania niewygodnych pytań dla ewentualnego „rządcy” Polską. Dlatego trzeba dawać Trzaskowskiemu, jak zresztą i całej opozycji totalnej, okazję do gadania. Sami się wypaplają z tym co w nich siedzi na dnie; jakie są ich rzeczywiste zamiary.

A poza tym „szubienice” należy zburzyć.

Antoni Górski