Adam i Ewa

To jest pewnik. Jeśli lewica (jeżeli takowa w ogóle istniała, biorąc pod uwagę jej „szczytne” cele) i jej wszelkie odnogi – bolszewizm, komunizm, stalinizm – stawała w czyjejś „obronie” to wiadomo, że z jak najgorszym dla niego skutkiem. Jak „broniła” robotników i chłopów, to rzekami wtedy płynęła właśnie ich krew. Pod tą przykrywką rozprawiano się z przeciwnikami politycznymi i ideowymi. Metodą była „kula w łeb”, ciężkie więzienie, a w najlepszym przypadku łagier z 60% szansą przeżycia. Tak samo lewactwo, najgorsza mutacja „lewicy”, w tym feminiści/feministki „broniąc” kobiet wyrządzają im największą krzywdę.

Aby „skuteczniej bronić” kobiet lewactwo wymyśliło iście diabelską sztuczkę – potocznie zwaną „Konwencją Stambulską”, która została otwarta do podpisu 11.05.2011 roku w Stambule (stąd nazwa). Podpisało ją 45 państw Rady Europy – weszła w życie 01.08.2014 roku a ratyfikowało ją 34 państwa. Prezydent Bronisław Komorowski zdążył ją ratyfikować przed końcem kadencji, 13.04.2015 roku. Nie ratyfikowały: Wielka Brytania, Ukraina, Litwa, Łotwa, Czechy, Słowacja, Bułgaria, Węgry, Armenia, Mołdawia, Liechtenstein. Rosja i Azerbejdżan nawet jej nie podpisały.

Wbrew tytułowi tego „doniosłego” dokumentu rzeczywiste cele ukryte są w jego zawartości: Art. 3, pkt. c wprowadza „płeć społeczno-kulturową, oznaczającą społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”. W art. 10, p.1 „strony wyznaczą lub ustanowią jedną lub więcej instytucji odpowiedzialnych za koordynację, wdrażanie, monitorowanie oraz ocenę polityki i działań mających na celu zapobieganie i zwalczanie wszystkich form przemocy. Będą koordynować zbieranie[sic!] danych, a także analizować i rozpowszechniać ich wyniki”. Zgodnie z art.12, pkt. 5 „strony czuwają, by kultura[sic!], zwyczaj[sic!], religia[sic!], tradycja[sic!] lub tzw. „honor” nie były uznawane za usprawiedliwiające wszelkie akty przemocy”. Nie przeoczono w art. 14, p.1, by to wszystko „wprowadzić do programów nauczania na wszystkich etapach edukacji”.[sic!]

Chociaż tytuł dokumentu: „Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” sugerowałby szczytny cel, to gdzie w nim jest „obrona” kobiet? Jeśli nawet rzeczywiście autorom chodziło o dobro kobiet, to należy spytać ich, czy według nich kobieta jest człowiekiem? Już słyszę te głosy oburzenia z furią spadające na mnie. No to przypatrzmy się innemu aktowi prawnemu. W samym XIX rozdziale Kodeksu karnego „człowiek” 13 razy jest odmieniany przez wszystkie przypadki, że wymienię tylko niektóre: kto zabija człowieka; kto doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie; kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu człowieka; kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia człowieka; kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu itd., itp. – podlega odpowiedniej karze.

Bez wątpliwości kobieta człowiekiem jest i Kodeks karny w pełni i w całej rozciągłości jej prawa zabezpiecza. To w takim razie po co ten dodatkowy akt prawny, osobny dla kobiet? Żeby sędziego Juszczyszyna czy innego Tuleyi z „nadzwyczajnej kasty” zza stosu aktów prawnych nie było widać?

„Konwencja” nie wnosi nic nowego, a tylko odczłowiecza kobiety, „wywracając” przy tym kulturę, zwyczaje, religię, tradycję. Za to wnosi w to miejsce obłędną, genderową ideologię LGBT(Q). Daję tutaj jednocześnie mocny argument również dla sił „postępackich”, by także przyłączyli się i pomogli pozbyć się tego prawnego bubla, gdyż wielce dyskryminuje również pozostałe „56 płcie”.

A poza tym „szubienice” należy zburzyć!

Antoni Górski