Piotr Grzymowicz - Allenstein

W związku z przypadającą w tym roku 100. rocznicą plebiscytu na Warmii, Mazurach i Powiślu 11 lipca w Olsztynie odbywały się zorganizowane przez IPN, pod patronatem wojewody warmińsko-mazurskiego, obchody tej ważnej dla nas rocznicy. Dzień wcześniej we wsi Lubstynek w powiecie iławskim odsłonięta została tablica pamiątkowa, której treść przypomniała, że mieszkańcy kilku gmin z terenu plebiscytowego w 1920 r. zadecydowali, iż nie chcą być Niemcami i opowiedzieli się za Polską.

Odbywający się w czasie trwania ciężkiej polsko-bolszewickiej wojny plebiscyt, choć dla nas przegrany, spowodował ożywienie ruchu polskiego w Prusach, dawał nadzieję na zmianę sytuacji w przyszłości. Piłsudski był zdania, że tak jak Polska stopniowo traciła niepodległość w wieku XVIII, tak w wieku XX będzie ją stopniowo odzyskiwała, również terytorialnie. Prusy Wschodnie, ta niemiecka enklawa w Europie Wschodniej, odcięte od Rzeszy, przez całe dwudziestolecie międzywojenne ciążyły naturalnie w kierunku Polski. Biorąc pod uwagę uwarunkowania gospodarcze, historyczne, przeznaczeniem tej prowincji było znaleźć się w granicach Rzeczypospolitej, tym bardziej, że zamieszkiwała ją w znacznym procencie ludność polska – warmińska, mazurska, posługująca się wariantem mowy polskiej, odmianą gwary mazowieckiej.

W związku z rocznicą wydarzenia sprzed stu laty, IPN przygotował m.in. wystawę pt. „Plebiscyt 1920 roku. Walka o polskość Warmii i Mazur” (jej wariant plenerowy dzień wcześniej zaprezentowany został w Lubstynku), a także sesję naukową w Urzędzie Wojewódzkim, podczas której historycy z olsztyńskiej Delegatury przedstawili okoliczności w jakich odbywał się plebiscyt, mówili o niemieckich prześladowaniach działaczy mazurskich, o biciu Polaków, nierzadko ze skutkiem śmiertelnym, o nękaniu tych którzy opowiedzieli się za Polską, o nagminnym rozpędzaniu przez bojówki niemieckie polskich zgromadzeń, wrzeszczcie o jawnych oszustwach niemieckich, o nie przestrzeganiu praw wynikających z zapisów w traktacie wersalskim, o manipulacjach niemieckich, o fałszerstwach.

Już na kilka dni przed okrągłą rocznicą w mediach, w telewizji, radiu, na portalach internetowych pracownicy IPN przypominali, czym był plebiscyt, dlaczego został przegrany, i jak wysoką cenę za swoje zaangażowanie zapłacili ci, którzy odważyli się opowiedzieć w 1920 r. po stronie Polski. We czwartek 9 lipca w Warszawie w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki odbyła się konferencja prasowa przed dziennikarzami m.in. TVP INFO, Polskiego Radia 24, Polskiej Agencji Prasowej, podczas której Prezes IPN dr Jarosław Szarek, opowiadał o znaczeniu plebiscytu.

11 lipca po otwarciu wystawy i po sesji naukowej, kolejna część obchodów rocznicowych odbywała się na placu Konsulatu Polskiego w Olsztynie, gdzie w pochodzie ulicami miasta, po uroczystej mszy świętej, zgromadzili się olsztynianie. Pod Kolumną Orła Białego składane były kwiaty oraz wygłaszane okolicznościowe przemówienia tzw. oficjeli. Wszyscy zabierający głos: tj. Artur Chojecki – wojewoda warmińsko-mazurski, Andrzej Abako – starosta olsztyński, przyznać należy, że nawet Miron Sycz – wicemarszałek województwa, odwoływali się do pamięci działaczy mazurskich, wdzięczni za ich zaangażowanie, pomni ich ofiary niejednokrotnie złożonej z życia. Niestety odmienną narrację na temat plebiscytu 1920 r. zaprezentował Piotr Grzymowicz. Prezydent Olsztyna, nie obecny na otwarciu wystawy w urzędzie, z której mógłby się cokolwiek więcej dowiedzieć na temat plebiscytu, nie obecny również podczas sesji naukowej, odczytał na placu przygotowany wcześniej tekst, w którym wspomniał m.in. o tym, że Warmiacy i Mazurzy w plebiscycie dokonali „w sumieniu” takiego a nie innego wyboru, i nie nam to oceniać, w znaczeniu – jak rozumiem, iż nie możemy mieć do nich o to pretensji. Zatem – w opinii Grzymowicza – Warmiacy i Mazurzy w 1920 r. mieli możliwość w sposób wolny i nieskrępowany wypowiedzieć się na temat swojej przynależności i wybrali Niemcy i… taki ich wybór musimy uszanować. Nie przytaczam słów prezydenta Olsztyna dosłownie, ale takie właśnie było ich, rozumiane przeze mnie znaczenie. Prezydent rozwinął swą myśl, przypominając, że w Polsce są również inne grupy, takie jak Kaszubi, czy Ślązacy, i że musimy ich odmienność zaakceptować. Nie rozumiem skąd to wtrącenie, skoro zarówno Ślązacy, jak i Kaszubi w chwili odzyskiwania przez nasz kraj niepodległości opowiedzieli się właśnie po stronie polskiej. Ślązacy by żyć w wolnej Polsce wywołali aż trzy postania skierowane przeciwko Niemcom, natomiast Kaszubi byli zdania, że „nie ma wolnej Polski bez Kaszub, ani wolnych Kaszub bez Polski”. Zdania wypowiadane przez Grzymowicza stały w jawnej sprzeczności z prawdą o tym, co w 1920 r. miało miejsce, warunkach w których odbywał się plebiscyt, a także tego, że nie wiemy dokładnie jaki był w zasadzie jego wynik, co było powodem dokonywanych przez Niemców fałszerstw i zaprowadzonego przez nich terroru. W mojej opinii postawa Grzymowicza, świadczy iż bronił on stanowiska Niemiec. Dlaczego – zdawałoby się – polski prezydent polskiego miasta zebranym na placu przed Kolumną Orła Białego tłumaczy stronę niemiecką? Polacy ginęli mordowani w okresie przed- i po-plebiscytowym. Zatem Niemcy urządzali nam wówczas nierzadko pogromy na ulicach mazurskich miast, bo wystarczyło tylko wyraźniej zamanifestować swoje polskie pochodzenie, a prezydent Olsztyna przekonuje, że dziś powinniśmy to zrozumieć, czytaj: zrozumieć interes niemiecki? Dalej w swojej wypowiedzi Grzymowicz nawiązał do czasów współczesnych, wspominając o wspólnej Europie, tak jakbyśmy dożyli „końca historii”. To co mówił prezydent było piękne, ale nieprawdziwe, nierzeczywiste.

Nierzeczywisty obraz plebiscytu 1920 r. dalej prezentowała tego dnia na swojej stronie „GW”, która relację z obchodów rozpoczęła od stwierdzenia: „To był dramatyczny wybór i nie nam go oceniać. Takie decyzje są konsekwencją każdego plebiscytu, w którym wszystko ma być czarne lub białe, nasze lub ich – usłyszeliśmy w czasie olsztyńskich obchodów setnej rocznicy przegranego przez Polskę głosowania na terenach dawnych Prus Wschodnich”. „Wyborcza” dopiero w dalszej części artykułu podała kto słowa te wypowiedział, nie wspomniała jednak, że prezydent Grzymowicz był w tym nierzeczywistym stwierdzeniu odosobniony.

Postanowiłem wskazać na tę wyjątkową nierzeczywistość w wypowiedzi prezydenta Olsztyna, ponieważ dostrzegam, że tego rodzaju, nie mająca nic wspólnego z prawdą historyczną narracja tycząca się XX w., który tak nas doświadczył, coraz częściej zaczyna pojawiać się w dyskursie publicznym. Wypowiedź Piotra Grzymowicza przypomniała słowa Piotra Grzelaka wiceprezydenta Gdańska, który nawiązując do wybuchu II wojny światowej, wspominał dwa lata temu: „Na początku było złe słowo Polaka przeciwko innemu narodowi, złe słowo Niemca przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona”… W jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z nieznającymi faktów ignorantami. To co panowie opowiadają jest nierzeczywiste. Jeżeli przypadki takiej nierzeczywistości będą się powtarzały, i osoby takie w dalszym ciągu będą miały wpływ na politykę, może to okazać się dla nas groźne, bo rzeczywistość jest znacznie bardziej okrutna.

Paweł Warot